środa, 26 lutego 2014

'Zielenidło'

Witajcie ;)
Dziś drugi z trzech moich piasków. Post ten dedykowany jest Klaudii, bo gdyby nie ona, to nie miałabym tego ślicznego lakieru, kochana specjalnie dla mnie wybrała się do Natury <3 i ona właśnie ona ochrzciła go mianem 'zielenidło' ;)

My secret sandy 173 sea green. Na paznokciach wygląda jak matowy piasek, chociaż w mocniejszym oświetleniu pokazuje nieco drobinek. W buteleczce widać je dokładnie, jest napakowany srebrnym i ciemnozielonym shimmerem.
W zasadzie byłby to lakier idealny, gdyby nie fakt, że jest bardzo nietrwały, odpryskuje już na drugi dzień, a potam schodzi płatami. Choć to może moja wina, bo mogła mu zaszkodzić woda podczas kąpieli.
Jak na piasek bardzo dobrze się zmywa, zaskoczyło mnie to. Starałam się nałożyć go precyzyjnie, ale ze względu na drobinki i mały pędzelek nie było to łatwe, stąd granica emalii jest tak daleko od skórek.
Czyż nie jest piękny?


Jak mi już poschodził w kąpieli to postanowiłam pomalować te 'wybrakowane' paznokcie na złoto.



Jak znajdę jeszcze stacjonarnie piaskową miętę w dobrej cenie to będę w lakierowym niebie :D (nie no skłamałam, wciąż brak mi idealnej kremowej mięty i holosi Eveline MiniMax, ale mam nadzieję, że kiedyś je znajdę ;) );





wtorek, 25 lutego 2014

Atopowa głowa - Szampon Mediket Ictamo.

Cześć dziewczyny! ;)
Wpadłam na pomysł, że skoro ja się męczę z atopowym zapaleniem skóry na głowie, to mogę się z wami podzielić opinią na temat kosmetyków, które testuję. A nuż którąś z was męczy coś podobnego i szuka czegoś uśmierzającego swędzenie i pomagającego w walce z tym dziadostwem? ;)

U mnie to tak do końca nie jest atopowe zapalenie, ja mam bardziej na tle alergicznym. Ale co uczula? Nie wiadomo, na szczęście na pewno nie kosmetyki i nie jedzenie. W każdym razie objawia się to suchą skórą, swędzeniem, pieczeniem, ewentualnie zaczerwienieniem. Najgorzej jest na skórze głowy, inne miejsca mogę smarować i łagodzić, jednak z głową jest gorzej, bo ciężko się dostać, wiadomo - włosy, poza tym często myję głowę, no i w ten sposób zostałam też troszkę włosomaniaczką, ale o tym innym razem ;)

Mogę wam powiedzieć, że na szczęście choroba nie wpłynęła na stan moich włosów, tylko raz miałam zły stan i wypadały. Od dzieciństwa mam strasznie grube włosy (kitka ma obwód ponad 10 cm), teraz zapuszczam i sięgają za łopatki, więc jak mi zdiagnozowano, a w zasadzie nie zdiagnozowano, byłam u kilku 'specjalistów' i każdy mówi co innego, ale pewien tego co mówi nie jest. Najlepsza była babka, u której byłam gdy wypadały mi włosy. Zamiast jakoś przeczesać mi włosy czy coś, złapała je w kitkę rękoma i szarpała i ciągnęła, jakby mi głowę chciała urwać, wyrwała jakąś garść i stwierdziła, że nie jest źle, ale w sumie najlepiej żebym obcięła na krótko to będzie ok. Oczywiście się nie zastosowałam ;) Kolejny zdemontował tę bzdurę, mimo to jakoś mi nie pomógł za bardzo. Idę do kolejnego specjalisty w czwartek, zobaczymy co ten powie.

Przez ten przesusz skóry staram się stosować szampony nawilżające, ten konkretny poleciła mi pani dermatolog. Nie zawiodłam się na nim, mimo to testuję następne, na kolana mnie nie rzucił.
Mediket Ictamo - Szampon do stosowania w przypadku podrażnienia i przetłuszczenia skóry głowy.
Szampon ten jest dostępny w aptekach, 80ml kosztuje ok 30 zł, czyli jeśli macie długie włosy i myjecie włosy 3 razy w tygodniu to wcale się nie opłaca.
Szampon ma w sobie odżywkę, dlatego producent zaleca odczekać 5 minut od nałożenia i dopiero spłukać.
Dobrze oczyszcza włosy, nic mnie nie swędziało przynajmniej 1-2 dni od mycia było w porządku. Nic nie podrażniał. Pod tym względem działa dobrze. Włosy dobrze się rozczesywały, błyszczały, wyglądały zdrowo.
Pod innymi względami już słabiej. Począwszy od tego, że produkt jest niewydajny. Poza tym opakowanie jest ze strasznie twardego plastiku, ciężko cokolwiek z niego wydobyć. 
Strasznie śmierdzi to mało powiedziane. Coś jak ropa naftowa, jeszcze gorzej, czułam ten zapach na włosach ten zapach jeszcze na drugi dzień po myciu. Fuj. Kolor też ma paskudny, taki musztardowy jakby troszkę rozbielony. Kolokwialnie i bardzo brzydko mówiąc po prostu sraczkowaty :D
Tutaj zbliżenie na kolor i otwór dozujący.

Jeśli chodzi o działanie to polecam, jednak reszta jest beznadziejna, dlatego wciąż poszukuję ideału.

Co sądzicie o takiej małej odmianie od lakierów na blogu?

poniedziałek, 24 lutego 2014

Szampańskie paznokcie.

Witajcie ;)
Choć sylwestrowe bąbelki w szampanie już dawno wywietrzały, jak i sam lakier jest już niedostępny to zapraszam na manicure w kolorze szampana i złota.
Dzisiejsze paznokcie dedykuję Oldze. Odwiedziła mnie w celu pomalowania paznokci na studniówkę jej chłopaka i rozmawiałyśmy na temat jej sukienki, bo poszukiwałyśmy czegoś pasującego. Ola opisywała, że pod warstwą czarnej koronki kryje się satynowa spódnica w jasnym kolorze, jakby ecru. Szampańskim jak po chwili dopowiedziałam. I przypomniało mi się, że ja mam szampański lakier, nawet w nazwie ma szampana :D ale w końcu postawiłyśmy na klasyczne okołoczerwone klimaty ;)
Mimo wszystko o lakierze nie zapomniałam i kilka dni po tej rozmowie wrzuciłam go na swoje, długie jeszcze wtedy paznokcie.


Szampańska baza kryje w sobie bardzo ładny złoty shimmer, niestety chyba nie widać tego na zdjęciach.
Dziwnie się czułam w tych paznokciach, raczej nie noszę tak jasnych lakierów. Dodatkowo mocno prześwitywały mi końcówki mimo trzech warstw. Żeby nie było łyso postanowiłam ozdobić go złotymi flejksami Wibo, jednak mat na 2 paznokciach, a błysk na reszcie mocno mnie raził i pociągnęłam wszystko topem.
Użyłam lakierów:
Essence 05 Frosted Champaign z Edycji limitowanej Crystalliced i matowego topcoatu z płatkami brokatu Wibo nr1.
Ja nie czułam się do końca dobrze z tymi paznokciami, ale koleżankom się podobał, dostałam dużo komplementów ;)


niedziela, 23 lutego 2014

Vergissmeinnicht.

To tyle w temacie ;) dziś niezapominajkowo razem z Golden Rose Rich Color nr 38.
Bardzo lubię kolor niebieski na paznokciach, choć ostatnio noszę go bardzo rzadko, w sumie sama nie wiem dlaczego. Mam dużo lakierów w tym kolorze, począwszy od lekkiego błękitu, prawie szarego do neonowego kobaltu. Ale ten jest jedyny w swoim rodzaju, właśnie niezapominajkowy.

Kupiłam go za 6 zł w małej drogerii, widziałam, że w internecie kosztuje 6,90 i troszkę się zdziwiłam, myślałam, że w internecie będzie taniej. Mimo wszystko warto wydać te 6 czy 7 zł na lakiery tej firmy....ale nie ten. Dlaczego?
Kolor jest prześliczny, to fakt. Drugiego takiego nie spotkałam. Rozbielony błękit podbity nieco fioletem.
Konsystencja jest w sam raz, niezbyt gęsta, ale nie rozlewa się, pędzelek szeroki jak u wszystkich lakierów tej serii. Przy odrobinie wprawy można się nie pozalewać. Schnie dosyć wolno, to już jeden minus. Wysycha na półmat.
Co w takim razie tak go u mnie zdyskwalifikowało?
Otóż wstręciuch odpryskuje wcześniej niż po 24 godzinach od malowania. Malowałam wieczorem, rano były odpryski. Innym razem malowałam rano, odpryski były po południu. Co tam odpryski, płatami pozłaził!
A wydawałoby się że jest taki piękny...


Na zdjęciach bez topu.
Piękny kolor to niestety nie wszystko.

Ścięłam paznokcie, bardzo dobrze się w nich czuję ;) jak mam długie to myśl o skróceniu mnie przeraża, z kolei jak już są krótkie to nie wyobrażam sobie jak można mieć szpony, 'krogulce' jak pieszczotliwie określa je Zuzia :D
Lubicie błękity i niebieskości? ;)

piątek, 21 lutego 2014

Crystal Green.

Napisałam wczoraj notkę, ale ta uparta zamiast się dodać to wróciła do wersji roboczych...
Uziemienia ciąg dalszy. Dziś pokażę wam kolejnego dropsika zakupionego podczas pobytu u Zuzi. Zapraszam na recenzję MIYO Mini Drops nr 133 crystal green.



Ciężko uchwycić go na zdjęciach, bo w cieniu wydaje się być po prostu czarny, a w świetle mieni się różnymi odcieniami zieleni, fioletu i granatu.

Aplikacja może sprawiać problemy, bo lakier jest rzadki, a pędzelek dosyć wąski w porównaniu do tych z GR Rich color czy Essence. Dlatego malowałam tak daleko od skórek, bałam się je zalać. 
Uwielbiam te urocze małe buteleczki (7ml), poza tym w niesieciowych drogeriach można je dorwać w bardzo dobrych cenach (ok 3zł).
Emalia trzymała się u mnie 3 dni bez odprysków, potem zmyłam. Końcówki się lekko przetarły. Ze zmywaniem nie było problemu mimo drobinek.

Drobna rada: lepiej nie malować nim w sztucznym świetle, bo mogą powstać niechciane prześwity, które są widoczne dopiero w mocniejszym świetle.



Jakoś tak lubię pomalować czasem paznokcie na taki 'nieoczywisty' odcień ;) a wy? Jak wam się podoba crystal green?





środa, 19 lutego 2014

Zielony laser.

Witajcie kochane ;)
Tak, wiem. Miało mnie tu być więcej, ale wściekli nauczyciele nie dają. Tu sprawdzian, tam kartkówka, a na deser wypracowanie. Tak więc korzystając z tego, że jestem uziemiona w domu (nawet nie warto mówić, mam kontuzję biodra i nie mogę chodzić ;( ) przychodzę do was ze zdobieniem, które nosiłam jeszcze w ferie.
Wykonałam je dzięki poniższym lakierom oraz cienkim pędzelkiem.
Brokat z Sensique spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, jednak miałam problem co z nim zrobić, na jaśniejszą bazę się nie nadaje, bo baza lakieru nie jest przezroczysta. Jest taka zielonkawa, jakby brokat oddawał część koloru. Dlatego postanowiłam poeksperymentować z czernią, lub jak w tym przypadku z grafitem.
Bardzo mi się spodobało to zdobienie. Optycznie wydłużało paznokieć i wyszczuplało, choć moje pazurki i tak są bardzo chudziutkie.
Jakościowo jestem zadowolona z glittera. Po dwóch warstwach był nałożony dość gęsto, wiadomo, że nie było to pełne krycie, ale mnie zadowoliło. Jak na brokat przystało był chropowaty, przykryłam wszystko topem.
Niestety GR Paris nr 137 wszystko zepsuł i zaczął odpryskiwać po 2 dniach :( Kolor i wykończenie ma ładne, ale jakościowo i użytkowo jest do niczego, co możecie zaobserwować po moich skórkach. Jest bardzo wodnisty, kryje beznadziejnie i szybko odpryskuje.



Lubicie takie brokatowe zdobienia? Teraz raczej na topie są brokaty w typie JJ, gdzie drobinki są różnej wielkości i w różnych kolorach, zapominamy o takich zwyklaczkach, a szkoda, czasem można wyczarować coś ciekawego ;)





wtorek, 11 lutego 2014

Jolly Jewels 103.

Dziś post typowo do pooglądania. W końcu mogę zrobić paznokcie o których marzyłam od dawna - nude + złoto <3
Wszystko za sprawą JJ  nr 103, nie mogłam wykorzystać innego do tego zdobienia, bo to nie byłoby to samo ;)
Brokat nałożyłam gąbeczką aby uzyskać efekt gardientu.

W zależności od oświetlenia wydaje się bardziej złoty lub bardziej miedziany.

Uwielbiam ten lakier, jest prześliczny. Nie byłam przekonana do złota, ale ten egzemplarz rozwiał wszelkie moje wątpliwości ;)
Jak wam się podoba JJ'owy gardient?


niedziela, 9 lutego 2014

Znów delikatnie..

... bo u mnie ostatnio wciąż w koło albo delikatnie, nude, delikatne beże, szarości, albo czerwienie i fiolety.
Dzisiaj nudziak Eveline. Nie wiem gdzie można nabyć ten lakier, mój pochodzi z allegrowej paki ;)
Eveline Colour Instant nr 496 to piękny, chłodny cielaczek. W prostopadłościennej :D buteleczce mieści się 12 ml emalii. Lakier szybko wysycha i pięknie lśni. Nie robi prześwitów, kryje po dwóch warstwach, a końcówki nie prześwitują. Jest dość rzadki, ale to przez rozcieńczenie przez poprzedniego właściciela. Ładnie komponuje się z moją skórą. Jestem z niego bardzo zadowolona ;) bardzo lubię takie nudziaki ;)



Różni się nasyceniem w zależności od oświetlenia. Myślę, że nie będzie to ostatni taki lakier w mojej kolekcji, mam ogromną słabość do nudziaków i nudziakopodobnych lakierów ;)

sobota, 8 lutego 2014

Jolly Jewels 105 - wersja ekonomiczna.

Witajcie ;)
Uwielbiam serię Jolly Jewels. Jednak 11 zł za lakier to dla mnie dość drogo. Nawet gdy kupowałam je za pośrednictwem Diunay za 8 zł, to nie mogłam sobie pozwolić na kupienie wszystkich interesujących mnie lakierów. Nr 105, piękny fiolet z zielonymi dużymi heksami nie był pierwszy na liście, tak więc skreśliłam go. I dobrze zrobiłam. Kilka dni po złożeniu zamówienia stanęłam nad szufladką zastanawiając się czym pomalować paznokcie i mnie olśniło!
Może to nie do końca to samo ale dla mnie i tak jest cudnie ;)
A to sprawcy zamieszania:
Wibo nr 484 i śliczny topper MIYO, który dostałam od Zuzi - 153 green fireworks.

W tym tygodniu łącznie z tym zamieściłam 4 posty, jak na tak pracowity tydzień to dla mnie dużo, jestem zadowolona ;) Mam nadzieję, że w przyszłym również uda mi się zamieścić tyle lub więcej ;)



środa, 5 lutego 2014

Czystość i świeżość przez cały dzień.

Hej ;)
Dziś szybka recenzja moich ukochanych antyperspirantów ;). Dawno nie było u mnie nic z pielęgnacji, ciągle zanudzam was lakierami, tak więc mały przerywnik.
W kwestii ochrony przed poceniem jestem bardzo wymagająca. Ma być sucho, świeżo, ale nie może wysuszać i uczulać, bo mam bardzo delikatną, alergiczną skórę. Nivea spełnia wszystkie moje potrzeby ;)

W masywnej szklanej buteleczce mieści się 50 ml płynu. Dostępność jak najbardziej na plus, można je dorwać w każdej drogerii, w Biedronce na gazetkowych promocjach itp, za mniej niż 10 zł.
Ja ostatnio używam dwóch wersji, dry comfort i pure & nature o zapachu jaśminu. Obie przypadły mi do gustu.
Kulki faktycznie zapobiegają nadmiernemu poceniu. Nie wysuszają skóry, ale też jej nie pielęgnują jakoś bardzo. Ładnie pachną, wersja dry comfort jak zwyczajny krem Nivea ;) zapach jest lekko wyczuwalny, ale utrzymuje się na skórze.
Więcej od kulki mi nie potrzeba.
Warto wspomnieć, że opakowanie jest bardzo solidne, nic nie przecieka, płyn ładnie się dozuje.
Nie potrzeba mi żadnych innych dezodorantów czy antyperspirantów (no oprócz blokera, ale bloker to bloker ;)), te są idealne.

niedziela, 2 lutego 2014

Podróż do przeszłości z Essence.

Mam poważne wątpliwości czy w latach 50tych kobiety malowały paznokcie na grafitowo. Ogólnie jak pamiętam to jeszcze jak byłam mała, mama nie chciała myśleć o niebieskim, czarnym czy zielonym lakierze. Do niektórych odcieni ją przekonałam, choć czerni nie uznaje. Przecież jeszcze te 10 lat temu to raczej był mały wybór. Brąz, czerwień, róż, bordo, fiolet a no i oczywiście perełka. Ehh.
Co nie zmienia faktu, że lakier z tej limitki bardzo przypadł mi do gustu ;)
Ciekawy flakonik, stylizowany na te dawne lakiery. Podoba mi się ;) Jak na Essence jest też duży, bo aż 15 ml. Moj ma nr 05 i nosi nazwę you're a heartbreaker.
Co do konsystencji nie wypowiadam się, dostałam rozcieńczony. 
Kryje po dwóch średnich warstwach. Niestety szybko ścierają się w nim końcówki. Może to i lepiej, nie miałam wyrzutów, że go zmywam ;) Jakoś ostatnio nie mam ochoty na takie kolory, ale latem nie będę miała tym bardziej, więc teraz się troszkę zmuszam ;)
Jest napakowany srebrnym shimmerem co daje mu takiej głębi. Ogólnie to ja się pierwszy raz spotykam z takim kolorem.
W cieniu jest taki sobie. Zwykły, grafitowy. Dopiero w świetle pokazuje swoje drugie oblicze. Niestety nie mam zdjęć w słońcu, tylko w sztucznym świetle.
Troszkę taka musztarda po obiedzie z tymi moimi recenzjami limitek, ale wiem, że nie raz można je dostać na allegro, blogowych wyprzedażach lub tak jak teraz w Hebe na wyprzedażach posezonowych widziałam mnóstwo starych limitek. No i szczęściary mające niedaleko od siebie Naturę i jej cudowne kosze wyprzedażowe mogą się czasem natknąć na takiego czy innego cudaka.

Lubię edycje limitowane Essence. Czasem można złapać jakąś perełkę ;)



sobota, 1 lutego 2014

Roziskrzony lazur.

Hej ;)
Na samym wstępie: chcę się sprawdzić czy wytrzymam. Mam zamiar przez cały luty dodawać codziennie, a przynajmniej przez pięć dni w tygodniu post na bloga ;) bardzo jestem ciekawa czy mi się to uda. Chcę dzięki temu wdrożyć się w jakiś taki rytm tygodniowy, przez ferie i święta zaburzony. Niestety teraz nauki będzie dużo dużo więcej, ale liczę, że dzięki temu jakoś mi ten czas do następnego 'wolnego' (buuuu dopiero na Wielkanoc..) zleci. Nie wiem czy dam radę, ale mam nadzieję, że chociaż 5 regularnych notek w tygodniu to byłoby dużo ;)

Przedstawiam wam mój pierwszy lakier holograficzny - Mollon nr 94.


W sumie z tą firmą lakierową mam styczność pierwszy raz. Lakier pochodzi z mojej allegrowej paki, u siebie nie natknęłam się nigdzie stacjonarnie na tę firmę.  A szkoda, bo lakier jest warty uwagi.
Bardzo podobają mi się lakiery holograficzne, ale u mnie nigdzie ich nie ma ;( Ślinię się do monitora za każdym razem jak widzę wasze Evelinowe miniMAXy... U mnie są tylko zwykłe.

Ale moje 10 ml mam nadzieję na długo mi wystarczy ;) zauroczył mnie w buteleczce, zobaczcie jak pięknie się mieni:

Na paznokciach to zależy od światła. Wydaje mi się, że jest to holo rozproszone, ale nie jestem tego pewna.
U mnie trzymał się długo, 4 dni bez uszczerbku, potem go zmyłam. 
Co do konsystencji nie wypowiem się - wszystkie lakiery z paczki zostały potraktowane rozcieńczalnikiem.
Krycie było w porządku już po dwóch warstwach, ale ja nałożyłam trzecią dla pewności ;)





Piękny jest <3
Lubicie holosie? Macie jakieś w swojej kolekcji?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...