Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współpraca. Pokaż wszystkie posty

14 lutego

Klasyczny lakier do paznokci o wyglądzie i trwałości hybrydy? To możliwe! Revers Solar Gel

Klasyczny lakier do paznokci o wyglądzie i trwałości hybrydy? To możliwe! Revers Solar Gel

Faktem jest, że lakiery hybrydowe czy żelowe już dawno wyparły zwykłe, klasyczne lakiery (choć nie jest mi łatwo się z tym pogodzić...) Jest to zrozumiałe - mają zupełnie inne właściwości jeśli chodzi o trwałość, a są równie dostępne, co lakiery klasyczne. Nie trzeba koniecznie chodzić do salonu czy kosmetyczki, każdy może sobie kupić zestaw i robić sobie hybrydy czy żele samemu. To co ja o tym sądzę, zostawię dla siebie ;)

Zauważyłam jednak powolną tendencję powracania do klasycznych lakierów. Pandemia, a potem inflacja i wzrost cen dosłownie wszystkiego, skłania wiele Pań do poszukiwania oszczędności. Wyjścia "na paznokcie" nie zaliczają się do niezbędnych wydatków... Inne osoby po latach robienia hybryd czy żeli, wracają do klasyki, ze względu na wygodę w usuwaniu lakieru lub możliwości szybkiej zmiany stylizacji. To akurat bardzo mnie cieszy.

Firmy kosmetyczne od lat wychodzą na przeciw fankom klasycznych lakierów. Powstają coraz to nowsze i doskonalsze formuły, dzięki którym możemy cieszyć się właściwościami paznokci hybrydowych, ale w formie klasycznego lakieru do paznokci. Trwałość do 10 dni, żelowy połysk, odporność na zarysowania, czy paznokcie jak z salonu - to nie zawsze są tylko puste marketingowe hasła. Dziś chciałabym przedstawić Wam właśnie taki produkt.




Revers Cosmetics - o marce

Firma Revers była mi do tej pory znana tylko z Instagrama. Widziałam lakiery Revers w zdobieniach moich koleżanek, ale do tej pory nie miałam okazji ich przetestować, może dlatego, że nie spotkałam ich na żywo. Miałam je jednak na uwadze, ze względu na to, że wszystkie opinie, z jakimi się spotykałam były pozytywne.  

Revers Cosmetics to polska firma, która w swojej ofercie ma nie tylko klasyczne lakiery do paznokci, ale także bogatą ofertę kosmetyków do makijażu, do pielęgnacji ciała, a także perfumowane mgiełki, czy dyfuzory zapachowe do domu. Zapraszam Was do zapoznania się z ich ofertą, ja już znalazłam kilka perełek, nie tylko paznokciowych ;) Chociaż oczywiście mnie - lakieromaniaczkę, to szeroka gama lakierów do paznokci interesuje najbardziej. Wśród lakierów Revers znajdziecie lakiery o różnych wykończeniach: brokatowe, metaliczne, perłowe, czy zwykłe kremowe. 


Revers Solar Gel

Lakiery Revers z serii Solar Gel zostały stworzone na wzór lakieru hybrydowego, ale z zachowaniem formuły i właściwości klasycznych lakierów do paznokci. Już pierwsze co rzuca się w oczy, to czarna nieprzezroczysta buteleczka, typowa dla produktów utwardzalnych w lampie UV/LED i napis informujący nas o imponującej trwałości lakieru - do 10 dni


Zaokrąglony pędzelek pozwala na precyzyjne malowanie przy skórkach

Konsystencja również przypomina mi lakier hybrydowy - jest bardziej gęsta, kremowa i gładko sunie po paznokciu. Krycie również jest godne uwagi - dwie cienkie warstwy (przy bieli i pastelowych kolorach), a jakby się uprzeć, to nawet jedna warstwa dałaby radę. Pędzelek jest zaokrąglony, nabiera idealną ilość produktu i dobrze manewruje się nim przy skórkach, nawet przy braku wprawy. Wysycha dość szybko, ładnie błyszczy i ta trwałość... Producent nie żartował. Co prawda nie miałam ich na paznokciach aż 10 dni, bo po 7 dniach zmyłam, ale nic nie odpadło ani nie odprysnęło, jedynie końcówki nieco się wytarły, ale domalowałam je i dołożyłam warstwę topu. Buteleczka o pojemności 12 ml kosztuje od 8 do 15 zł, zależnie od sklepu internetowego.


Co pisze producent?

Lakier SOLAR GEL to nowa generacja lakierów do paznokci, które łączą w sobie cechy lakierów tradycyjnych i hybrydowych. Manicure nie wymaga utwardzania lampą UV/LED, lakier utwardza się pod wpływem naturalnego, słonecznego światła. Ten innowacyjny system sprawia, że lakier jest odpowiednio utwardzony, odporny na zarysowania, ma przedłużoną trwałość i posiada niesamowity połysk jak hybryda. Trwałość aż do 10 dni

Źródło: Revers Cosmetics

Producent zaleca również używanie dedykowanego topu, choć ja jeszcze nie miałam okazji go przetestować (mój typowy daje radę). Użyłam też bazy w postaci odżywki do paznokci, bo zawsze to robię. O bazie producent nie pisze, zaleca jedynie odtłuszczenie płytki po nadaniu ulubionego kształtu i delikatnym zmatowieniu płytki.


Swatche lakierów Revers Solar Gel

Pokażę Wam jak lakiery Revers prezentują się na moich paznokciach. Tutaj udostępnię tylko swatche, ale na moim instagramie możecie je zobaczyć w zimowych i walentynkowych zdobieniach.

Revers Solar Gel 14 second skin

Revers Solar Gel 14

Revers Solar Gel 14


Revers Solar Gel 43 gray mouse

Revers Solar Gel 43

Revers Solar Gel 43


Revers Solar Gel 12 soft mulberry

Revers Solar Gel 12

Revers Solar Gel 12


Revers Solar Gel 16 antique rosse

Revers Solar Gel 16

Revers Solar Gel 16


Moja opinia o lakierach Revers Solar Gel

Jestem pozytywnie zaskoczona! Testowałam już mnóstwo lakierów do paznokci, z niższej i wyższej półki cenowej, ale te przerosły moje oczekiwania. Jakość jest bardzo wysoka w stosunku do ceny. Długo się trzymają, wyglądają profesjonalnie, jak hybrydy, mają bardzo ładną i szeroką gamę kolorystyczną (choć ja wolałabym trochę więcej niekonwencjonalnych odcieni, jakąś musztardę, oliwkowy), miłośniczki klasycznych lakierów na pewno odnajdą tam coś dla siebie.
Zachwyciły mnie zwłaszcza lakiery jasne, pastelowe. Nigdy nie spotkałam lakierów w tych kolorach, które łączą w sobie mocny pigment, nie mają kredowej konsystencji, nie robią smug i dobrze kryją. A te dokładnie takie są. Wygląda na to, że znalazłam swoją nową ulubioną biel, a to ważny kolor w zbiorach każdej lakieromaniaczki :) Polecam z ręką na sercu

Jedyne co nie do końca mi się podoba, to te czarne buteleczki. Wiem, że na opakowaniu jest informacja "no uv lamp", ale sam wygląd może być mylący. Wciąż spotykam się z opiniami, że teraz w drogeriach to są same żele, bo każdy lakier ma napis "Gel" i nie można już kupić zwykłego. A to po prostu nazwa linii lakierów klasycznych o wysokim połysku. Do tego dochodzi czarna buteleczka, która jest zarezerwowana dla produktów utwardzanych w światle UV, może to być wizualnie mylące dla osób nie mających doświadczenia. No i nie widać, ile produktu zostało i czy coś się z nim dzieje (np. czy się rozwarstwia). Po drugie nazwa "solar gel" i określenie, że lakier utwardza się dzięki promieniom słonecznym... I tu przypomina mi się koleżanka, która kiedyś pytała mnie o lakiery solarne innej firmy. Skoro one wysychają na słońcu, to chyba nie są dla niej, bo ona maluje wieczorami i przecież jej nie wyschną. Tu jest tak jak z tym żartem o braniu leku APAP Noc w dzień. Ale to tylko opakowanie, produkt jest tak dobry, że broni się sam :)

Na moim instagramie publikuję również zdjęcia zdobień z lakierami Revers w roli głównej, zapraszam jeśli chcecie zobaczyć co wymyśliłam - owidia_nails :)


// Post powstał w ramach współpracy barterowej z marką Revers Cosmetics. Fakt współpracy nie miał wpływu na moją opinię.




08 września

Wegańskie lakiery do paznokci? Lakiery Ella + Mila - swatche i moja opinia.

Wegańskie lakiery do paznokci? Lakiery Ella + Mila - swatche i moja opinia.


Znacie lakiery Ella+Mila? Nie są jeszcze zbyt popularne w Polsce, jednak lakieromaniaczki z pewnością kojarzą buteleczki z uroczym logo słonika. Dzięki uprzejmości Sylwii ze sklepu Naturmania miałam możliwość poznać je nieco bliżej ;) 

Ella+Mila to firma ze Stanów Zjednoczonych, a nazwa pochodzi od imion córek-bliźniaczek jednej z założycielek. Producent deklaruje, że lakiery Ella+Mila to kosmetyki wegańskie, przyjazne dla środowiska i naszego zdrowia, nie są testowane na zwierzętach i są wysokiej jakości. A co to znaczy w praktyce?


Kosmetyki wegańskie
Lakiery Ella+Mila nie zawierają żadnych składników odzwierzęcych. Oprócz tego kosmetyki te są testowane na ludziach, nie na zwierzętach. Jest to oczywiście potwierdzone certyfikatem cruelty free nadanym przez PETA. 

Lakiery 7-free
Lakiery Ella+Mila nie zawierają 7 najbardziej niebezpiecznych dla naszego zdrowia związków, które mogą być obecne w innych lakierach do paznokci: Formaldehydu, Toluenu (Metylobenzenu), DiButylu Ftalanu Dibutylu (DBP), Formaldehydu, Kamfory, TPHP oraz Ksylenu. Dzięki temu są bezpieczne dla naszej płytki paznokcia i naszego zdrowia. 

Oprócz kolorowych lakierów do paznokci, w ofercie kosmetyków Ella+Mila znajdują się również specjalne preparaty do przygotowania płytki przed malowaniem i do przedłużenia trwałości lakieru, a nawet zmywacz do paznokci na bazie soi.


Ella+Mila: Don't be blue, I mint it, Berry much in love

Ella+Mila: Sunburst, I pink I love you, Ocean air

Dostałam do przetestowania sześć kolorów z różnych serii: Mommy, Samba i Love. Producent deklaruje, że są to lakiery dla kobiet zapracowanych - szybkoschnące, żeby zrobienie sobie nowego manicure nie zajmowało dużo czasu. I faktycznie tak jest, lakiery nakładane cienkimi warstwami schną bardzo szybko. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ilość warstw. Ciemniejsze odcienie (niebieski, bordowy) pokryją idealnie po 2 warstwach. Przy żółtym musiałam nałożyć... 5 warstw. Oprócz tego miałam pod spodem 2 warstwy kryjącej bazy, która miała podbić kolor i szybkoschnący top. Na szczęście to nie była gołosłowna deklaracja, wszystko dobrze wyschło i nic mi się nie odcisnęło :D



Ella+Mila - I mint it




Ella+Mila - Sunburst




Ella+Mila - I pink I love you




Ella+Mila - Don't be blue




Ella+Mila - Ocean Air




Ella+Mila - Berry much in love


Napiszę jeszcze kilka słów na temat strony internetowej polskiego dystrybutora lakierów Ella+Mila, czyli Naturmania. Bardzo podoba mi się to, że na stronie każdego z lakierów znajdują się wskazówki odnośnie krycia lub odcienia. Dla przykładu, przy lakierze Don't be blue znajdziemy następujące informacje: 

Śliczny pastelek, doskonały na urlop i na co dzień. Na zdjęciu uporczywie wychodzi bardziej niebieski niż powinien. W rzeczywistości wpada w zieleń- piękną, delikatną, pastelową miętę. Polecam.

Pełne krycie: 2 warstwy.

Uważam, że to bardzo cenna wiadomość, zwłaszcza gdy chcę kupić sobie jakiś lakier i szukam go w grafice google, aby sprawdzić jak odcień wygląda na różnych zdjęciach, a nie ma ich zbyt dużo... To zrozumie tylko druga lakieromaniaczka ;) Poza tym pod opisem znajduje się instrukcja malowania, która zawiera ważne informacje typu: zastosowanie bazy i topu, nakładanie cienkich warstw, czy pomalowanie końcówek paznokci - wciąż wiele osób nie wie o tym, że w ten sposób można przedłużyć trwałość lakieru! A oprócz tego odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, np. co zrobić, gdy lakier zgęstnieje, albo czy można używać lakierów Ella+Mila z topem lub bazą innej firmy. I jeszcze jedno: przy każdym lakierze znajduje się skład.

Każdy sklep internetowy sprzedający lakiery do paznokci mógłby tak wyglądać!


Zapraszam Was na mój Instagram, gdzie na bieżąco dzielę się z Wami najnowszymi zdobieniami paznokci: owidia_nails



Fakt, że otrzymałam produkty do recenzji, nie wpływa na moją opinię
 

15 października

Jak radzę sobie ze skórkami przy paznokciach w dwóch krokach - usuwanie skórek i ich pielęgnacja

Jak radzę sobie ze skórkami przy paznokciach w dwóch krokach - usuwanie skórek i ich pielęgnacja

Skórki przy paznokciach to niezwykle trudny temat. Prowadzę bloga już ponad 8 lat i nigdy nie mogłam powiedzieć, że moje skórki przy paznokciach są idealne - gładkie i bez zadziorków. Długo miałam z tego powodu kompleksy. Porównując moje stylizacje do prac innych dziewczyn, widziałam tylko moje nieidealne skórki. Nie zliczę ile mani nie zobaczyło światła dziennego na blogu, bo mimo że paznokcie wyglądały ładnie, to skórki psuły mi cały efekt.

Wielokrotnie myślałam sobie "kim jesteś, żeby mówić innym jak dbać o swoją skórę i paznokcie, skoro twoja jest jaka jest?". Teraz jednak wiem, że to nie do końca moja wina. Skóra wygląda tak a nie inaczej ze względu na chorobę - mam łuszczycę i AZS. Nie mówię o tym często, ale przy okazji tego wpisu muszę o tym wspomnieć. Dlatego nie będę mówić nikomu, jak ma dbać o skórki, tylko powiem, jak robię to JA. 




Przez te 8 lat wypracowałam sobie dwuetapowy system dbania o skórki przy paznokciach. Zanim opiszę obydwa te punkty dodam, że oczywiście rozwiązań jest o wiele więcej. Każda z nas, paznokciomaniaczek ma na pewno swój wypracowany system jak dbać o skórki i paznokcie.
Moje dwa kroki to: usuwanie i nawilżanie. Aby to osiągnąć, potrzebujemy jednak odpowiednich środków.


Po pierwsze: dobre narzędzia




Niestety należę do grona osób, którym skórki zarastają więcej niż 1/4 paznokcia. Do tego te nieszczęsne skórki rosną w zastraszającym tempie. Czasami jestem zmuszona usuwać je nawet dwa razy w tygodniu. Z tego powodu przetestowałam już wiele narzędzi do opracowywania i usuwania skórek.

Podstawą są dobre cążki. Na wielu grupach paznokciowych czytałam, że nie ma co kupować tanich cążek, że zaraz się one zniszczą, stępią, o ile w ogóle będą się nadawały od początku do użytku. Ja jednak przetestowałam wiele modeli, z czego jeden droższy, nawet polecany - przed zakupem czytałam o nim na kilku blogach. I co? Po roku nadawał się tylko do przycinania wystających włosków na brwiach.

Dla mnie cążki muszą dobrze leżeć w dłoni, mieć dobrze wyprofilowane ostrze i mocną sprężynę. Kupując cążki zarówno przez internet, jak i stacjonarnie, nie jestem w stanie tego zweryfikować. W internecie - z wiadomych przyczyn. W sklepie też nie, bo cążki pakowane są zwykle w twardy plastik. Cieszy mnie to, zwłaszcza w dzisiejszych, pandemicznych czasach, ale z drugiej strony to plastikowe opakowanie zaraz ląduje w koszu. Wiele razy się przez to nacięłam, bo cążki po rozpakowaniu nie nadawały się kompletnie do niczego. Dlatego teraz nie inwestuję w najdroższe cążki. Wśród niższej półki cenowej też znajdą się perełki ;)




Ostatnio w moje ręce wpadły cążki z Born Pretty. Ten konkretny model ma nr 17. Aukcję znajdziecie w sklepie pod nr # 49543. Nie są to najtańsze cążki, bo cena regularna wynosi 9.99$, ale często są na promocji lub można wykorzystać jakiś kupon zniżkowy. 

Wybrałam ten konkretny model głównie ze względu na błahostkę jaką jest podwójna sprężyna (nie wiem czy dobrze to nazywam, chodzi o ten element między rączkami, dzięki któremu cążki zaciskają się i otwierają przy nacisku na ramiona). Moje ostatnie cążki miały pojedynczą sprężynę, która skrzypiała, przesuwała się, a czasem nawet wyskakiwała, co było bardzo niebezpieczne, można było zrobić sobie krzywdę.

Oprócz sprężyny zachwyciło mnie również ostrze. Jak ono tnie! Przyznam, że kilka razy się zacięłam, bo nie byłam przyzwyczajona. Przy moim starym sprzęcie, to jak nóż masterszefa. 
No i tęczowy duochromowy design, nie oszukujmy się, każda kobieta (i niejeden mężczyzna) zwróci na to uwagę. Są piękne.




Zanim jednak przejdę do wycinania skórek, potrzebuję radełka aby je odsunąć. Jak już wymieniałam cążki, postanowiłam również wypróbować nowe radełka. Na tej samej aukcji # 49543 możecie znaleźć również wiele innych tęczowych akcesoriów do manicure, ale też np. pęsety. Początkowo wybrałam tylko ten większy pusher (pierwszy z lewej) nr 1, ale okazało się, że jest on trochę za duży do moich paznokci, więc następnym razem dobrałam sobie nr 4 (prawie identyczny jak moje stare radełko). Obydwa mają taką samą cenę regularną 5,79$. 

Radełka czy też kopytka do skórek używam w następujący sposób: najpierw odpycham skórki pusherem, czyli tą tępą stroną, a  następnie podnoszę je lekko zaostrzonym końcem. Wtedy można już dokończyć dzieła za pomocą cążek. Nie ma tu wielkiej filozofii. Na rynku są jednak dostępne różne kształty radełek/kopytek. Tutaj ważne są po prostu osobiste preferencje. No i trzeba pamiętać, żeby wszystkie czynności wykonywać bardzo delikatnie i przede wszystkim nie robić tego na sucho! Tutaj potrzebne będą nam odpowiednie preparaty do skórek.

Po drugie: sprawdzone kosmetyki




Pierwszym i najważniejszym produktem jest dla mnie oczywiście żel do usuwania skórek. Od wielu lat jestem wierna Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Żel idealnie rozpuszcza delikatniejsze skórki i błonki, a te grubsze skórki zmiękcza na tyle, że można je bezinwazyjnie odsunąć i wyciąć. Wiem, że istnieją osoby o skórkach, które bardzo wolno, albo prawie wcale nie narastają i można je jedynie odsuwać. W tym przypadku żel do skórek Sally Hansen poradzi sobie nawet bez używania cążek.
Wcześniej testowałam też inne żele do skórek, np. firmy Lovely czy Cztery Pory Roku, ale dla mnie były po prostu za słabe. Co nie znaczy, że nie działały, pewnie przy delikatniejszych skórkach dają radę. 

Dla mnie płyn do usuwania skórek to must have, jak baza pod lakier czy top coat. Nie wyobrażam sobie mojego manicure bez tych preparatów. Może kiedyś napiszę post o tym, co jest moim paznokciowym must have..?




Oprócz żelu do skórek bardzo ważna jest też odpowiednia pielęgnacja, zwłaszcza dziś, gdy nie rozstajemy się z żelami do dezynfekcji, które chroniąc nas od bakterii i wirusów, robią bardzo źle naszej skórze. Wcześniej zawsze nosiłam w torebce krem, teraz od tego odwykłam. Mam mieszane uczucia co do smarowania się np. w autobusie, czy innym publicznym miejscu. Staram się niczego nie dotykać, ale i tak mam wrażenie, że ręce są brudne. Teraz po prostu poustawiałam kremy do rąk w miejscach gdzie często przebywam: przy łóżku, na biurku w domu i w pracy. 

Na co dzień wybieram raczej randomowe kremy, często kieruję się zapachem. Może to nie jest najmądrzejszy sposób, bo jednak powinnam wybierać dobre składy, ale come on! Prawie wszystkie inne kosmetyki mam już bezzapachowe, szare i smutne ze względu na choroby skóry. Z kolei krem na noc powinien już być bardziej treściwy, gęsty, najlepiej z mocznikiem. Zimą stawiam na...maskę do stóp! Mam jedną ulubioną z Oriflame. Jest to gęsty, bardzo odżywczy krem, genialnie nawilżający. Skoro jest w stanie nawilżyć skórę stóp, poradzi sobie z nawet najbardziej suchymi na świecie dłońmi.

Oprócz kremów, ważną częścią pielęgnacji skóry dłoni i paznokci są też olejki i oleje. Wiele lat spałam zimą w bawełnianych rękawiczkach z rękami wysmarowanymi kremem i olejem rycynowym na paznokciach. Zapach był potworny, a do tego olej strasznie brudził. Jakoś teraz nie przepadam za olejami. Czasem zdarza mi się kupić jakiś olejek do skórek, nie jestem jednak zbyt systematyczna. Wyjątkiem jest żel-peeling do skórek Mollon o zapachu kiwi - ostatnio odkopałam go z szuflady. Jest świetny przed robieniem zdjęć na bloga :D

Po trzecie: Podsumowanie - jak ja to robię?

Aby usystematyzować wiadomości, które przytoczyłam na górze, zaprezentuję moją obróbkę skórek w krokach.
1. Nakładam żel Sally Hansen na skórki jednej dłoni.
2. Odpycham skórki pusherem zaczynając od kciuka w stronę małego palca.
3. Podważam skórki ostrzejszą częścią radełka analogicznie do poprzedniego kroku.
4. Wycinam skórki cążkami.
5. Powtarzam to samo na drugiej dłoni.
6. Wykonuję stylizację i nakładam krem do rąk.

Po czwarte: Inne metody


Ja zaprezentowałam Wam moje sposoby na radzenie sobie ze skórkami. Jest ich jednak o wiele, wiele więcej. Sama testowałam różne. U stóp od kilku lat najlepiej sprawdza mi się połączenie radełko+frezarka+cążki. U niektórych wystarczy odsunąć skórki drewnianym patyczkiem i już można malować. Myślę, że tutaj każda z nas musi wypracować sobie własną metodę i technikę, która będzie najwygodniejsza dla Was i jak najlepsza dla Waszych skórek i paznokci.

To samo tyczy się kosmetyków. Dla jednych olejowanie paznokci jest super i nie wyobrażają sobie życia bez olejków. Inne wcierają masełka w skórki, a jeszcze inne wolą peeling i maskę. To że ja jestem minimalistką w pielęgnacji, nie znaczy, że inni też powinni się ograniczać. Testujcie różne mazidła, na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Po czwarte: Protipy

Na koniec sprzedam Wam jeszcze kilka rad, które sprawdzają się u mnie ;)

1. Nowe cążki czasem są trochę zbyt ostre, wystarczy chwila nieuwagi i można się zaciąć. Mnie też to się czasem zdarza. Mikro zacięcie, a szczypie i boli nawet kilka dni. Moim sposobem jest olejek z drzewa herbacianego. Upuszczam kropelkę na skórki w okolicę rany i już. Olejek z drzewa herbacianego ma silne działanie antybakteryjne, przeciwzapalne i dezynfekujące. Uwaga: mocno wysusza i ściąga skórę.

2. Macie peeling do twarzy lub ciała, który się nie sprawdza? Zróbcie sobie spa dla stóp i dłoni!

3. Dokładnie to samo z nieużywanymi pomadkami czy masełkami do ust. Świetnie sprawdzą się jako nawilżające czy natłuszczające masełka do skórek.

4. Chcecie olejować paznokcie, ale denerwuje Was ta tłusta powłoka na skórze i przymus bezczynnego siedzenia przez najbliższe pół godziny? Włóżcie zaolejowaną dłoń do lateksowej rękawiczki. Teraz możecie bez problemu czytać książkę, czy pisać na komputerze, na pewno nic się nie zabrudzi.

5. Rękawiczki w sezonie jesienno-zimowym na prawdę nie gryzą. Już dawno się z nimi przeprosiłam, choć jako zbuntowana nastolatka nienawidziłam ich nosić (i nie nosiłam, a skóra dłoni wołała o pomstę do nieba). 

6. Prace domowe w rękawiczkach. Im mniejszy kontakt mają dłonie z wodą, tym lepiej. Zwłaszcza że teraz i tak trzeba często myć ręce. 

7. Jeśli wybieracie krem do rąk, to decydujcie się raczej na tubę, która zamyka się na klik (tylko uwaga, nie połamcie paznokci przy otwieraniu!). Ciężko jest zakręcić krem jedną ręką, gdy na drugiej znajduje się porcja kremu. Chyba że wybierzecie taki o ośmiokątnej zakrętce (jak te widoczne na zdjęciu wyżej), wtedy nawet z mokrą czy śliską dłonią nie ma problemu ;)




Dawno już nie pisałam tak długiego wpisu. Może powinnam od czasu do czasu powrócić do bardziej okołopaznokciowych lub kosmetycznych wpisów? W końcu sama tak lubię czytać je u innych. A jak Wy dbacie o swoje skórki?


08 października

Jesienne paznokcie w odcieniach niebieskiego. Płytka do stempli Born Pretty Store Natural World L003

Jesienne paznokcie w odcieniach niebieskiego. Płytka do stempli Born Pretty Store Natural World L003

Czy wszystkie jesienne zdobienia muszą być w kolorach opadających liści? Mnie jesień kojarzy się też z mglistymi porankami i granatowym zmierzchem. Z tego powodu postanowiłam odtworzyć moje skittle mani sprzed lat (niestety nigdzie nieopublikowane), zmieniłam jedynie listki. 

Przy okazji powiem Wam, że to zdobienie powstało w ramach naszej urodzinowej akcji. Tym razem świętowałyśmy razem urodziny Asi Paznokcie w kolorze marzeń. Zapraszam serdecznie na jej bloga oraz instagram. A Tobie Asiu życzę wszystkiego co najlepsze <3






Wspomniałam, że nosiłam już podobną konfigurację kolorów. Było to na studiach i wyprowadzałam wtedy paznokcie z ogryzków (nieumiejętnie skorzystałam z frezarki i przepiłowałam sobie płytkę). Na krótkich kwadracikach ta kompozycja też wyglądała fajnie! Tylko miałam wtedy inny liściasty wzór.

Tym razem postawiłam na nowość w mojej kolekcji, czyli płytkę Born Pretty  Natural World L003. Znajdziecie ją tutaj lub po ID produktu # 48709. Płytka składa się z pojedynczych listków oraz sześciu wzorów całopaznokciowych. Ja wykorzystałam pojedyncze listki oraz część wzoru całopaznokciowego na kciuku. Jak wszystkie płytki BPS jest doskonałej jakości. Mam na nią wiele pomysłów! Teraz niezwykle modne są takie minimalistyczne zdobienia z jednym czy dwoma listkami, więc nie trzeba się ograniczać z takimi wzorami tylko do jesieni czy wiosny. 





Niestety mój biały lakier do stempli powinien już przejść na emeryturę... Zostało mi tylko kilka kropel na dnie, do tego bardzo gęstych, więc wzory nie odbijały się do końca tak jak powinny. Możecie zauważyć mini dziurki w listkach, powinny być w całości białe. Ale efekt ten tak mi się spodobał, że postanowiłam nie łatać tych dziurek za pomocą pędzla i kropelek lakieru, tylko zostawić jak jest. Mam wrażenie, że dzięki temu zdobienie zyskało na naturalności ;)

A jeśli chodzi o ten biały lakier do stempli, to u mnie niezmiennie króluje B. loves plates BLP02 B. an Arctic snow i wiem, że nie będę już szukać innej bieli do stemplowania, tylko kupię kolejną buteleczkę. Nie raz pisałam już o nim na blogu. Genialna jakość, jak z resztą wszelkie produkty od BLP.



Mam dla Was kod zniżkowy na 10% przy zakupach na Born Pretty Store: C6G10. Teraz szczególnie opłaca się tam pobuszować, ponieważ firma obchodzi właśnie swoje 10-te urodziny i z tej okazji ma dla klientów sporo promocji. Zaglądajcie też na instagram, tam toczą się w tym momencie różne konkursy.


Psi kontroler jakości na pierwszym planie <3

06 października

Hallo autumn! Jesienne zdobienie paznokci z produktami Born Pretty Store

Hallo autumn! Jesienne zdobienie paznokci z produktami Born Pretty Store

Mamy początek października... Jesień zaczęła się na dobre. I o ile we wrześniu mogę się jeszcze oszukiwać, że są wakacje, że studenci mają jeszcze wolne, drzewa są jeszcze zielone (w większości), nie jest jeszcze aż tak zimno... To październik trzeba przyjąć na klatę, schować się pod kocem z kubkiem kawy lub herbaty i jakoś przetrwać do wiosny. 

Październik to również ważna data dla lakierom- i paznokciomaniaczek, bo to oznacza urodziny Born Pretty. Co roku w październiku odbywają się specjalne konkursy, rozdania czy promocje. W tym roku okazja jest tym większa, że sklep obchodzi 10 urodziny. Ja mam przyjemność współpracować z nimi już od 2014 roku. Jestem bardzo wdzięczna za tyle lat owocnej współpracy.






Dzięki współpracy z Born Pretty poznałam stemple. Z ręką na sercu mogę przyznać, że dzięki tej firmie nauczyłam się odpowiedniej techniki. Przetestowałam wiele stempli i dziesiątki płytek. Po pierwszych negatywnych doświadczeniach z płytką i stemplem Essence, nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze wrócę do tej metody, a już na pewno nie, że coś mi z tego wyjdzie. No ale jak widać po ilości stemplowych zdobień na blogu, pokochałam to. Uwielbiam nosić pięknie ozdobione paznokcie, a z racji, że mam 2 lewe ręce, stemple dają mi ogrom możliwości.






Do pierwszego jesiennego zdobienia w roku 2020 wykorzystałam motywy z dwóch płytek: listki z dużej prostokątnej Autumn L002 #50584 i napis "hello autumn" z kwadratowej Autumn S001 #50585. Jakość jak zwykle niezawodna. Nie pamiętam kiedy ostatnio mogłam ponarzekać na ich płytki. Zawsze wszystko się odbija, wzory są dokładnie wygrawerowane. Nic więcej nie wymagam od kawałku metalu z wzorem. Dodatkowo ostatnio zmieniono szatę graficzną kartoniku na płytki. Teraz jest to biały kartonik z okienkiem, przez które widać część wzorów, dzięki czemu nie trzeba wyciągać każdej płytki z szafki, aby odnaleźć tę właściwą.




Wydaje mi się, że całość wypadła strasznie mrocznie ze względu na kolor bazowy. Wybrałam lakier Eveline 7days Gellaque nr 33. Lakier ma kolor gorzkiej czekolady. To moja ulubiona seria alkierów Eveline. Wiele razy powtarzałam, że przypominają mi hybrydę swoją formułą i wykończeniem. Tym razem jednak dodałam matowy top. Nie przepadam za brązami, ale ta czekolada zdecydowanie ma coś w sobie. W połączeniu ze złotem wypada bardzo elegancko. 

Na pewno wiele z Was zna już sklep Born Pretty, albo miała okazję współpracować z nimi i testować ich produkty tak jak ja. Zapraszam Was do zakupów na ich stronie. Jeśli coś wpadnie Wam w oko, możecie wykorzystać mój kod na 10% zniżki: C6G10. Zaglądajcie też na instagram, bo tam czeka wiele atrakcji, w tym momencie toczy się kilka konkursów!





24 listopada

Ostatnie jesienne listki. Golden Rose i Born Pretty.

Ostatnie jesienne listki. Golden Rose i Born Pretty.
W tym roku udało mi się stworzyć kilka ciekawych zdobień o tematyce jesiennej, ale z braku czasu nie pojawiły się one na blogu w odpowiednim czasie. Dlatego choć noszę już na paznokciach sweterki i nawet pojawiły się już śnieżynki, to zimowe zdobienia zacznę publikować dopiero od 1. grudnia. Myślę że to odpowiednia data, nie dajmy się zwariować. Uwielbiam święta i ten zimowy klimat i nastrój, ale czekoladowe Mikołaje, zabawki i bombki w marketach już od 30. października... To za wcześnie nawet jak na mnie ;) A Last Christmas poleciało już z moich głośników kilkakrotnie :D Chociaż ja osobiście preferuję piosenki świąteczne w innych językach, najwięcej słucham szwedzkich i fińskich.


Zdobienie, które wam dziś pokażę jest dla mnie bardzo wyjątkowe. Przyniosło mi szczęście na rozmowie o pracę. Nie wierzyłam że po licencjacie uda mi się znaleźć pracę w moim mieście i w zasadzie w moim zawodzie. Co prawda nie do końca, bo nauczycielką nie jestem, ale pracuję w języku niemieckim. Zaczęłam w zeszły poniedziałek i na razie jestem zachwycona ;) Dlatego nie mogłam wam nie pokazać tego zdobienia. Mam do niego ogromny sentyment.

Też macie tak, że patrząc na zdjęcia konkretnych paznokci, przypomina wam się jakaś sytuacja? Albo odwrotnie, dokładnie pamiętacie jakie paznokcie miałyście podczas takiego czy innego wydarzenia?


Jak widać, kolejny raz inspirowałam się troszkę abstrakcyjnymi trendami, bo na akcentowanych paznokciach zrobiłam nieregularne "języczki" w kolorze żółtym i nude (których po pociągnięciu matowym topem wcale nie widać), a po wystemplowaniu listków dodałam oliwkowe kropeczki. Wyszłam ze strefy komfortu i zaczęłam malować zdobienia od razu na paznokciach pociągniętych odżywką, a nie jak zwykle na mlecznym lakierze. Co prawda było widać te kreseczki od urazów mechanicznych na paznokciach, bo to moja zmora, zawsze gdzieś się uderzę albo zatnę, ale po pociągnięciu matowym topem nie było chyba aż tak tragicznie.

Zdradzę wam jednak sekret. To mani miało wyglądać zupełnie inaczej. Dostałam piękny żółty lakier do stempli od Born Pretty i chciałam zrobić double stamping. Najpierw odbić żółty listek, a potem na nim czarny (lub brązowy, nie pamiętam już dokładnie), tworząc iluzję żółtego cienia. Niestety żółty lakier okazał się niewypałem i był praktycznie niewidoczny, więc zmyłam wszystko i nie chcąc rezygnować z tego cudownego połączenia oliwkowego z żółtym, wyjęłam zwykły lakier w tym kolorze i sięgnęłam po cienki pędzelek.


Brakowało mi bardzo takich listków w płytkowej kolekcji! Dlatego przy ostatniej paczuszce współpracowej z Born Pretty skorzystałam z nowej oferty marki, czyli płytek Nicole Diary i wybrałam sobie 3 płytki z takimi motywami. Do tego zdobienia wykorzystałam wzorki z dwóch - większej prostokątnej 104 i kwadratowej 101. Z czystym sercem mogę je wam polecić. A jak macie ochotę na zakupy w sklepie, to skorzystajcie z mojego kuponu zniżkowego: C6G10.


Och, prawie zapomniałam o moim ulubieńcu! To lakier Golden Rose Ice Chic 112. Jak już wiecie uwielbiam oliwkowe lakiery i mam ich w swojej kolekcji kilka. Jak na razie nie powtarza mi się żaden odcień, każdy jest inny i wyjątkowy. I taki też jest mój nowy GR Ice Chic - kremowa, chłodna oliwka, bardziej szara niż zielona. Pewnie dla niektórych będzie to już właśnie szary kolor z zielonymi podtonami, ale ja podpięłam go do moich oliwek i zgnitych zieleni :D Wcale ni tak łatwo znaleźć takie odcienie w sklepach, więc tym bardziej jestem szczęśliwa że trafił do mnie w ramach nagrody w konkursie u Pana Lakiera.

Jeśli chodzi o lakiery Golden Rose Ice Chic to nigdy jeszcze nie spotkałam się, żeby coś było z nimi nie tak (w przeciwieństwie do ich bliźniaczej, mniejszej serii Ice Color, gdzie krzywe i rozcapierzone  pędzelki są na porządku dziennym). Maluje się nimi wygodnie, matowa zakrętka wygodnie leży w dłoni, pędzelek nie jest zbyt szeroki. Konsystencja jest idealnie wyważona między lejącą a gęstą, dzięki czemu nie spływa na skórki. Kryje po 2 warstwach i szybko wysycha nawet bez topu. Jednak ja polecam go nałożyć, bo nie należy do najbardziej błyszczących lakierów. Chociaż może nie powinnam o tym pisać przy matowym mani  :D


Do liściastego zdobienia użyłam:
oliwkowego Golden Rose Ice Chic 112
żółtego Golden Rose Wow! 41
nudziaka Golden Rose Ice Color 104
czarnego lakieru do stempli Born Pretty
matowego topu Golden Rose
płytek Nicole Diary 101 i 104 

23 września

Biełyje rozy. Born Pretty Store.

Biełyje rozy. Born Pretty Store.
Ludzie kupują białe bukiety Tylko na kilka chwil, A kiedy zwiędną i zniknie ich biel, To nawet nie wspomni ich nikt.
- Biełyje rozy, wersja po polsku

Jestem ciekawa czy też znacie tę piosenkę. Ja wychowałam się na muzyce lat 80. dzięki tacie. A że w tym roku tańczyłam już na dwóch weselach i wybieram się jeszcze na trzecie to jakoś tak siłą rzeczy chodzą mi po głowie takie piosenki ;)



Lakier holograficzny Born Pretty RH03 Black Desire czekał na swoją premierę chyba pół roku. Żeby było zabawniej to nosiłam go już 2 razy ale za każdym razem zdjęcia nie nadawały się do publikacji. Ogólnie to mam problem z uchwyceniem holo na zdjęciach. Dlatego poniżej pokażę wam nieostre zdjęcie, bo tylko w ten sposób udało mi się złapać tęczowe drobinki w promieniach słonecznych. 




Zamysł lakieru bardzo mi się podoba: czarna baza i grube holograficzne drobinki. Jednak formuła jest strasznie ciężka w obsłudze. Lakier jest tępy, glutowaty, gęsty. Nie ma opcji żeby dojechać nim do skórek. Przez to że jest naładowany drobinkami to wręcz drapie paznokieć zamiast po nim sunąć. Prawie niemożliwym jest rozłożyć go równomiernie na paznokciach. Ja nałożyłam 2 warstwy topu żeby wyrównać ewentualne niedociągnięcia. Efekt końcowy wynagradza mękę przy nakładaniu ale za to trwałość już nie powala. Na szczęście zmywa się bez większych trudności, więc dobre i to. Jednak za cenę 4.59$ można sobie sprawić inny czarny holograficzny lakier, który będzie łatwiejszy w obsłudze.




Wzór róży pochodzi z płytki Artist L004 również ze sklepu Born Pretty Store. Zawiera ona 26 wzorów, mniej lub bardziej abstrakcyjnych i kosztuje 3.99$. Niestety większość z nich jest za duża na moje paznokcie, więc zdecydowałam się na delikatny różany akcent i maleńkie serduszko. Kilka wzorów bardzo mi się podoba, ale tak ogólnie nie jest to raczej mój styl. Jednak zauważyłam że takie wzorki są ostatnio dość modne, więc może komuś innemu bardziej przypadnie do gustu. 
Na plus dla mnie jest to małe kółeczko z nazwą i próbką wzoru na kartoniku od płytki. Ja przechowuję moje płytki właśnie w tych kartonowych osłonkach i denerwuję się, gdy muszę wyciągnąć 10 płytek z takich samych kartoników, żeby znaleźć tę, której szukam. A tak to wszystko widać od razu.




Bardzo podobało mi się to zdobienie, zwłaszcza holograficzne iskierki w pełnym słońcu. Jednak teraz patrząc na zdjęcia mam wrażenie, że to zdobienie ma w sobie coś smutnego, żałobnego. Nie wiem czy jest to związane z moim obecnym złym nastrojem wywołanym przeziębieniem i przesileniem jesiennym, czy też to dostrzegacie. W każdym razie gdy je nosiłam, to nic takiego nie zauważyłam.