Witajcie :)
Niestety w tym tygodniu publikuję na ostatnią chwilę. Listopad to okres pierwszych "kolosów", więc trzeba się było ostro wziąć do nauki ;) nikt nie mówił, że studiowanie dwóch języków będzie łatwe, ale wiem że trafiłam najlepiej jak mogłam i jeśli tylko będzie taka możliwość to dobiorę sobie jeszcze jeden język :)
Z powodu chronicznego braku czasu postanowiłam zrobić sobie..pierwszą w życiu hybrydę! Przy okazji pochwalę się, że piszę także pierwszy post z telefonu (wybaczcie błędy ;). Nowego telefonu! <3
Postawiłam na jedną z nowości, którą dostałam w ramach współpracy z firmą Victoria Vynn - lakier nr 117 o nazwie flirty blush. Miałam ochotę na coś eleganckiego, w końcu metoda half moon kojarzy mi się właśnie z szykiem i elegancją ;)
Nie zrobiłam jednak klasycznych półksiężyców. Probowalam kilkakrotnie i ta metoda nie wygląda u mnie korzystnie. Postawiłam więc na stemplową koronkę i wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że zostawiłam płytkę z koronkowym półksiężycem w mieszkaniu...
Wybrałam więc koronkę w półokrągłym kształcie i liczę ze zadanie zostanie uznane ;) Żeby nieco urozmaicić moje mani, postanowiłam w dwa paznokcie wetrzeć lustrzany pyłek, który dostałam w ramach współpracy ze sklepem Prezenty z dalekich krajów. Faktycznie coś tam się nawet odbijało, czego zupełnie się nie spodziewałam, bo na wzornikach wyglądał bardziej na chrom. Z resztą pokazywałam wam efekt w tym poście.
Co prawda o hybrydach Victoria Vynn będę pisała obszerniej w innym poście, bo chcę je gruntownie przetestować, jednak powiem wam, że w pierwszych testach wypadły znakomicie i mogą konkurować z moją obecnie ulubioną marką. Może nawet napiszę post z porównaniem ;)
Jak wam się podoba moje zdobienie? A może wolicie klasyczny half moon?

























