08 września

Wegańskie lakiery do paznokci? Lakiery Ella + Mila - swatche i moja opinia.

Wegańskie lakiery do paznokci? Lakiery Ella + Mila - swatche i moja opinia.


Znacie lakiery Ella+Mila? Nie są jeszcze zbyt popularne w Polsce, jednak lakieromaniaczki z pewnością kojarzą buteleczki z uroczym logo słonika. Dzięki uprzejmości Sylwii ze sklepu Naturmania miałam możliwość poznać je nieco bliżej ;) 

Ella+Mila to firma ze Stanów Zjednoczonych, a nazwa pochodzi od imion córek-bliźniaczek jednej z założycielek. Producent deklaruje, że lakiery Ella+Mila to kosmetyki wegańskie, przyjazne dla środowiska i naszego zdrowia, nie są testowane na zwierzętach i są wysokiej jakości. A co to znaczy w praktyce?


Kosmetyki wegańskie
Lakiery Ella+Mila nie zawierają żadnych składników odzwierzęcych. Oprócz tego kosmetyki te są testowane na ludziach, nie na zwierzętach. Jest to oczywiście potwierdzone certyfikatem cruelty free nadanym przez PETA. 

Lakiery 7-free
Lakiery Ella+Mila nie zawierają 7 najbardziej niebezpiecznych dla naszego zdrowia związków, które mogą być obecne w innych lakierach do paznokci: Formaldehydu, Toluenu (Metylobenzenu), DiButylu Ftalanu Dibutylu (DBP), Formaldehydu, Kamfory, TPHP oraz Ksylenu. Dzięki temu są bezpieczne dla naszej płytki paznokcia i naszego zdrowia. 

Oprócz kolorowych lakierów do paznokci, w ofercie kosmetyków Ella+Mila znajdują się również specjalne preparaty do przygotowania płytki przed malowaniem i do przedłużenia trwałości lakieru, a nawet zmywacz do paznokci na bazie soi.


Ella+Mila: Don't be blue, I mint it, Berry much in love

Ella+Mila: Sunburst, I pink I love you, Ocean air

Dostałam do przetestowania sześć kolorów z różnych serii: Mommy, Samba i Love. Producent deklaruje, że są to lakiery dla kobiet zapracowanych - szybkoschnące, żeby zrobienie sobie nowego manicure nie zajmowało dużo czasu. I faktycznie tak jest, lakiery nakładane cienkimi warstwami schną bardzo szybko. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to ilość warstw. Ciemniejsze odcienie (niebieski, bordowy) pokryją idealnie po 2 warstwach. Przy żółtym musiałam nałożyć... 5 warstw. Oprócz tego miałam pod spodem 2 warstwy kryjącej bazy, która miała podbić kolor i szybkoschnący top. Na szczęście to nie była gołosłowna deklaracja, wszystko dobrze wyschło i nic mi się nie odcisnęło :D



Ella+Mila - I mint it




Ella+Mila - Sunburst




Ella+Mila - I pink I love you




Ella+Mila - Don't be blue




Ella+Mila - Ocean Air




Ella+Mila - Berry much in love


Napiszę jeszcze kilka słów na temat strony internetowej polskiego dystrybutora lakierów Ella+Mila, czyli Naturmania. Bardzo podoba mi się to, że na stronie każdego z lakierów znajdują się wskazówki odnośnie krycia lub odcienia. Dla przykładu, przy lakierze Don't be blue znajdziemy następujące informacje: 

Śliczny pastelek, doskonały na urlop i na co dzień. Na zdjęciu uporczywie wychodzi bardziej niebieski niż powinien. W rzeczywistości wpada w zieleń- piękną, delikatną, pastelową miętę. Polecam.

Pełne krycie: 2 warstwy.

Uważam, że to bardzo cenna wiadomość, zwłaszcza gdy chcę kupić sobie jakiś lakier i szukam go w grafice google, aby sprawdzić jak odcień wygląda na różnych zdjęciach, a nie ma ich zbyt dużo... To zrozumie tylko druga lakieromaniaczka ;) Poza tym pod opisem znajduje się instrukcja malowania, która zawiera ważne informacje typu: zastosowanie bazy i topu, nakładanie cienkich warstw, czy pomalowanie końcówek paznokci - wciąż wiele osób nie wie o tym, że w ten sposób można przedłużyć trwałość lakieru! A oprócz tego odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, np. co zrobić, gdy lakier zgęstnieje, albo czy można używać lakierów Ella+Mila z topem lub bazą innej firmy. I jeszcze jedno: przy każdym lakierze znajduje się skład.

Każdy sklep internetowy sprzedający lakiery do paznokci mógłby tak wyglądać!


Zapraszam Was na mój Instagram, gdzie na bieżąco dzielę się z Wami najnowszymi zdobieniami paznokci: owidia_nails



Fakt, że otrzymałam produkty do recenzji, nie wpływa na moją opinię
 

30 lipca

Wracam do blogowania! Kwiatowe zdobienie paznokci w letnich kolorach.

Wracam do blogowania! Kwiatowe zdobienie paznokci w letnich kolorach.

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu mogę tu wrócić. Ostatnie pół roku było bardzo intensywne, ale mam nadzieję, że teraz już będę mogła się skupić na sobie i swoich zainteresowaniach. Na instagramie dodałam obszerną relację o tym, czym zajmowałam się gdy mnie nie było, ale pochwalę się jeszcze raz. Ukończyłam studia magisterskie, we wrześniu będę szukała nowej pracy, pochłonął mnie remont pokoju i lakierowego kącika... 
No i jak widać zmieniłam kształt paznokci! Na instagramie pojawiło się w międzyczasie kilka postów z moimi paznokciami w nowej odsłonie, ale mam nadzieję, że tutaj również przyjmiecie je ciepło. Ja jestem absolutnie zachwycona moimi kwadracikami. Mam w głowie pewien pomysł na post, w którym napiszę o nich coś więcej. 




Przez ostatnie pół roku rzadko nosiłam zdobienia, raczej malowałam paznokcie na jeden kolor, albo nosiłam samą odżywkę. Postanowiłam, że skoro i tak noszę jednokolorowe paznokcie, to będę sobie swatchowała różne lakiery z mojej kolekcji, szczególnie takie mniej używane, czy zapomniane... A skończyło się na tym, że całą zimę i pół wiosny nosiłam po kolei wszystkie odcienie czerwonych lakierów do paznokci jakie tylko posiadam :D

Tak też narodził się pomysł na zdobienie z użyciem żółtego neonowego lakieru LeMax... 




Nie wiem czy są tutaj jeszcze inne paznokciowe dinozaury jak ja, które pamiętają szał na marmurki Lemax sprzed... 8 lat. *Storytime* Najpierw wyszła kolekcja pięciu pastelowych marmurków: beż, biały, jasnożółty i dwa odcienie różu z czarnymi drobinkami. Ojejunciu jakie one były piękne! Akurat poszłam do liceum i pamiętam, że znalazłam je w Chińczyku i kupiłam od razu trzy: biel, beż i róż. Każdy za zawrotne 3,50 :D Były dostępne w sklepach typu "Wszystko za x zł", czy Chińczykach, na bazarkach... Żeby było zabawniej, można było je dorwać w totalnie różnych buteleczkach. Ja miałam takie duże kule, ale były też owalne i płaskie buteleczki, a nawet takie w kształcie gwiazdki :D Pół roku później, na wiosnę 2014 wyszła kolekcja neonowa, już w ujednoliconych buteleczkach, takich kanciastych. Ja z tej kolekcji złowiłam pomarańcz i zieleń. 

Żółty neon i pastel wygrałam w jakimś rozdaniu trochę później i tak sobie stały w Helmerze aż do 2021 roku, zupełnie nieużywane. 






Niestety na zdjęciach kolor lakieru wyszedł zbyt ciepły. Lepiej oddaje go buteleczka niż paznokcie. Lakiery Lemax były określane jako neonowe, ale to nie były to takie typowe zakreślaczowe neony. Może też dlatego się nimi zainteresowałam, bo nie przepadam za neonami-żarówami, które wypalają oczy przy jednym spojrzeniu ;) Żółty neon kryje po 3 warstwach, oczywiście na moich krótkich paznokciach. Gdybym miała dłuższe, to pewnie potrzebowałabym więcej warstw żeby zakryć białe końcówki. Szybko wysycha i ma żelkowe wykończenie. Czarne drobinki nie wystają poza taflę lakieru, nie haczą, a po pokryciu topem całość pięknie lśni. 

Nie mam pojęcia, czy da się gdzieś kupić lakiery Lemax stacjonarnie, ale wyszperałam na allegro cały zestaw pastelowych marmurków za zawrotne 18 złotych klik!. Neonowych marmurków niestety nie znalazłam, a szkoda, bo zielony chętnie bym sobie odkupiła. Mój zgluciał i musiałam go wyrzucić. 





Oprócz pięknego neonowego maczku postanowiłam odkurzyć moje ulubione stemple. W jednej z ostatnich paczek od Born pretty znalazłam świetną płytkę Flower Tango L003 (#49338) z wzorami kwiatowo-roślinnymi, a jak wiecie, takie lubię najbardziej (zaraz obok śnieżynek). Jak przy większości płytek tej firmy, nie miałam żadnych problemów z odbijaniem wzorów. To co mnie cieszy, to fakt, że wzory są dość drobne, co przy moich małych paznokciach (a teraz jeszcze krótszych niż wcześniej) jest bardzo ważne. 

Wybrałam jeden z wzorów, odbiłam go lakierem Essence Colour Boost Instant Match 11 i pokolorowałam. Strasznie tęskniłam za stemplowymi naklejkami. W ogóle to połączenie niebieskiego z białym przywodzi mi na myśl malowaną porcelanę, ale dodatek żółtego trochę to przełamuje. 



Przy okazji tworzenia tego zdobienia miałam pewną refleksję. Maczki z Lemaxa były strasznie popularne te 7-8 lat temu... Magnetyczne czy termiczne lakiery do paznokci jeszcze wcześniej. Jednak gdy produkt tego typu zostaje przełożony na lakier hybrydowy, to nagle ogłasza się go mianem super innowacji i nowego trendu w zdobieniu paznokci. Jaki nowy trend ja się pytam, jak to jest odgrzewany kotlet sprzed iluś tam lat, tylko nikt o nim nie pamięta, bo mało kto maluje już paznokcie zwykłymi lakierami? W tym roku również widziałam pastelowe (i żywsze) kolory z czarnym maczkiem w kolekcjach wiosenno-letnich u marek produkujących lakiery hybrydowe. Nie każda nowość jest jednak takim odkryciem jakby się zdawało ;)

19 stycznia

Winter Wonderland. Zimowe zdobienie z gałązkami.

Winter Wonderland. Zimowe zdobienie z gałązkami.

Sleigh bells ring, are you listening, 
In the lane, snow is glistening 
A beautiful sight, We're happy tonight. 
Walking in a winter wonderland.
- Michael Buble "Winter Wonderland"



Zima nie jest może moją ulubioną porą roku, ale potrafię docenić jej piękno. Niestety w ostatnich latach nie mamy szczęścia do śniegu, ale za to zdarzają się przymrozki. Niby nic miłego, trzeba się ciepło ubrać i jak najszybciej dotrzeć do pracy i szkoły, a potem do domu, a najlepiej jeszcze od razu rozgrzać się gorącą herbatą lub kawą. Na pewno jednak nieraz zwróciłyście uwagę na piękne wzory malowane przez mróz. Nie mogę oderwać oczu od tych białych mroźnych kwiatuszków, które widzę w zimowe poranki na bramie, akurat tam są widoczne najlepiej. Albo zmarznięte gałązki krzewów w ogrodzie otoczone igiełkami mrozu. 





Takie dokładnie było moje wyobrażenie o tym zdobieniu. Gałązki zmarzniętych krzewów w zimowy poranek. Specjalnie wybrałam na tło szarobłękitny odcień bieli, bo dzień się dopiero zaczyna, śnieg będzie całkiem biały dopiero w pełnym słońcu. Temperatura powoli rośnie. Dopiero zaczyna się świt, robi się coraz jaśniej. Gałązki dzikiej róży, głogu i kaliny pokryte są lekkim szronem, który zniknie gdy ogrzeją go pierwsze promienie słońca.





Zimowe zdobienia to nie tylko śnieżynki, swetry czy mikołaje. Zima kryje w sobie wiele pięknych motywów, nawet te liściaste i kwiatowe. Muszę w końcu zrobić paznokcie z gwiazdą betlejemską (poinsecją), bo ciągle odkładam to na później, a to taki piękny motyw! Zaczęłam jednak od tych zimowych gałązek, bo pomysł na nie miałam w głowie już od zeszłego sezonu. 
Wzór pochodzi z tej samej płytki, co niedawno pokazywany przeze mnie ostrokrzew (nie jemioła!). Płytki Nicole Diary niestety wciąż nie ma na stronie, ale pewnie da się ją kupić na Aliexpres. 






Jednak po dwóch dniach noszenia całych paznokci wymalowanych w zimowe gałązki, postanowiłam coś zmienić. Zmyłam dwa paznokcie i pomalowałam je lakierem, który jest dla mnie kwintesencją Świąt w buteleczce, czyli Precision Twinkle Toes.

W żelkowej malinowo-czerwonej bazie znajduje się mnóstwo brokatu. Sam lakier daje pełne krycie po 3-4 warstwach (na moich ciemnych końcówkach raczej 4), ale ja nakładam go na warstwę czerwonego lakieru. Polecam nakładać szybkoschnący top, bo jedyną wadą tej pięknej czerwieni jest właśnie czas wysychania. 




Pewnie wielu to zdobienie wyda się nieco świąteczne i jest w tym trochę racji, bo wykonałam je w grudniu. Nie do końca wyrobiłam się z blogmasem, choć przygotowałam kilka wpisów na zapas, ale albo nie ogarnęłam zdjęć, albo coś innego stanęło mi na przeszkodzie. Nie zamierzam jednak rezygnować zupełnie z zimowych zdobień. Jeszcze nie. Muszę się nacieszyć śnieżynkami zanim nadejdzie wiosna. 

 

18 grudnia

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

Ludzie przed Świętami dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy mają już dawno wszystko załatwione, a o prezentach myślą już od września, oraz tych, którzy o prezentach myślą dopiero w ostatniej chwili. Ja należę raczej do tej pierwszej kategorii. Staram się wcześniej przemyśleć temat. Prezenty kupuję już od listopada, bo wtedy można trafić na różne promocje, np. podczas black friday. Tak było również w tym roku. Prawie wszystko kupiłam właśnie podczas black week czy black friday, potem tylko dokupiłam alkohol czy słodycze.

Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

Co roku pojawia się ten sam problem, w internecie są miliony prezentowników, ale większość tych rzeczy jest dostępna tylko online i kosztuje krocie. Sama ostatnio przeglądałam takie posty w poszukiwaniu inspiracji. Po ekspresie do kawy za ponad tysiąc złotych i elektrycznej hulajnodze za jeszcze większą sumę wysiadłam. Ten rok jest wyjątkowy. Niestety w nie do końca dobrym tego słowa znaczeniu. Wielu ludzi straciło pracę, ma mniejsze dochody, zetknęło się z chorobą czy stratą kogoś bliskiego. Nie uważam, że takie drogie prezenty rodem z pięknej i długiej reklamy a*** są na miejscu... Ja też chciałabym dać każdemu członkowie mojej rodziny to co najlepsze, jakiś ogromny i drogi prezent. Tylko mało kto normalnie dysponuje budżetem na prezenty liczonym w dziesiątkach tysięcy, a co dopiero w dobie pandemii. Z tego powodu postanowiłam stworzyć swój prezentownik, wersja bardziej ekonomiczna. Starałam się też dobrać propozycje tak, aby wesprzeć przy okazji polski biznes. Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

1. Coś dla urody, czyli polska pielęgnacja


W tym momencie panuje prawdziwy boom na naturalne czy wegańskie kosmetyki. Sama mocno zajarałam się tematem, ale zawsze było mi trochę szkoda kasy, bo jednak te produkty są dość kosztowne. Z mojej strony mogę Wam polecić jedną markę, która na razie mnie nie zawiodła, a nie kosztuje miliony monet. 
Firmę Uzdrovisco poznałam w tym roku na Meet Beauty. Byłam zachwycona prezentacją, która oprócz ogromu merytorycznych informacji była estetyczna, po prostu piękna. Uzdrovisco to naturalne kosmetyki na bazie roślin. To oczywiście polska marka, a jak wiemy, teraz, w czasie pandemii warto postawić na lokalny biznes. Odkąd dostałam przesyłkę z zestawem ich kosmetyków, moja pielęgnacja twarzy zmieniła się na lepsze. Moja skóra twarzy nie jest bardzo problematyczna, ale przez zmiany alergiczno-łuszczycowe łatwo ją podrażnić, jest sucha i czasem coś wyskoczy mi na czole czy brodzie. Odkąd stosuję kosmetyki Uzdrovisco, moja buzia wygląda o niebo lepiej, jest nawilżona, gładka, bez podrażnień, a pojedyńcze niedoskonałości pojawiają się rzadko, najczęściej w okolicy "tych dni". W tajemnicy powiem Wam, że produkty marki Uzdrovisco znajdą się również pod moją choinką. Na stronie firmy można znaleźć świetne zestawy prezentowe, ale jeśli boicie się, że paczka nie dojdzie na czas, to spokojnie, ich produkty są dostępne stacjonarnie, w Super Pharm oraz w Rossmannie. Ja jestem fanką serii fitodozującej, ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. 

2. Dobra książka

Święta 2017 i mój ulubiony rodzaj prezentu - książki i ciepłe skarpetki


Co roku, gdy ktoś mnie pyta o to, co chciałabym dostać pod choinkę, mówię bez wahania: książkę. Mam listę tytułów, które chciałabym kupić i przeczytać, ale też jestem otwarta na propozycje. Tutaj nie polecę jakiś szczególnych tytułów, bo to jest zależne od preferencji obdarowywanej osoby, ale na rynku jest tyle tytułów, że dosłownie każdy znajdzie coś odpowiedniego. Tu nie musimy się obawiać, większość księgarni jest normalnie otwarta, więc można się wybrać po prezent nawet 23. grudnia. Tutaj również radziłabym zajrzeć do mniejszych księgarni, które nie są częścią sieciówki. Małe księgarnie już od wielu lat zmagają się ze zmniejszonymi obrotami, bo większość ludzi kupuje książki w internecie, czy większych, sieciowych księgarniach. Możecie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, zrobić komuś prezent, a przy okazji spełnić dobry uczynek i sprawić radość księgarzowi.
Jeśli wiemy, że ktoś lubi czytać, ale nie do końca wiemy co, to świetną opcją jest też karta podarunkowa do księgarni. Tak, wiem, że nie wszyscy uznają bony upominkowe za udany prezent, ale karta podarunkowa do empiku, to jeden z moich ulubionych i ogromnie się cieszę, gdy go dostaję. Sama raczej nie kupuję książek w tym sklepie, ale zawsze gdy dostaję kartę do empiku, to czekam na dobrą promocję i udaje mi się wyhaczyć jakieś ciekawe tytuły.

3. Ubranie polskiej marki

Dbałość o detale, która nie przestaje mnie zachwycać


Ja w spódnicy Łucji od Panny Rosy i nasz bejbi doggo


Po raz kolejny powtórzę, że tym roku szczególnie powinniśmy zadbać o polskich przedsiębiorców. Nie oszukujmy się, 2020 wszystkim dał w kość, małym (i większym) firmom też się oberwało. Panna Rosa to polska marka odzieżowa prowadzona przez młodą dziewczynę, Teresę. Mam w swojej kolekcji kilka ubrań od Panny Rosy i na prawdę je lubię. Jestem szczęśliwą (ironia) posiadaczką sylwetki typu gruszka i bardzo ciężko kupić mi spódnicę, czy sukienkę z sieciówki, nie mówiąc już o tym, że wszystkie spódnice z sieciówek są na mnie bardzo krótkie, choć mam 169 cm wzrostu, więc nie jakoś dużo. Doceniam sukienki i spódnice Panny Rosy za kobiece kroje, wygodę (kieszenie w prawie każdym modelu!), przewiewne, naturalne materiały i podejście zero waste - ze ścinków materiału są produkowane gumki do włosów i turbany. Zdaję sobie sprawę, że to dużo droższy prezent (jak na moje standardy) i nie każdy może sobie pozwolić na taki, albo obawia się, że nie dopasuje rozmiaru i prezent trzeba będzie odsyłać, ale jeśli można, to warto. A może znacie osobę, która lubi klimaty vintage i dodatki retro, ale szkoda jej pieniędzy, żeby zainwestować w elegancką, jedwabną apaszkę? Mnie pewnie też byłoby szkoda pozwolić sobie na taką fanaberię, ale moja vintage'owa dusza z pewnością doceniłaby gest. Jeśli wasza babcia, mama czy siostra dobrze odnajduje się w takich klimatach i chcecie jej podarować odrobinę luksusu, możecie postawić właśnie na jedwabną apaszkę Panna Retro. A z pewnego źródła wiem, że paczki dotrą nawet do spóźnialskich, bo ostatnia wysyłka inpostem jest 23 grudnia i na wigilię powinny dotrzeć ;)

4. Dobry alkohol i słodycze

Pewnie przewracacie oczami, że to kolejna droga propozycja. Otóż dobry alkohol wcale nie musi być bardzo drogi. Nie oszukujmy się, znam wiele osób, które z przyjemnością napije się wina z okazji lub bez większej okazji, ale nie znam nikogo, kto po aromacie wina pozna, w jakiej beczce i ile miesięcy było przechowywane, na którym zboczu winnicy dojrzewały winogrona i w jaki sposób były one zbierane. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, żeby teraz całej rodzinie kupić wino marki wino, mamrota czy amarenę, ale o to, że dobre wino niekoniecznie musi kosztować 100 zł i ani grosza mniej. W zeszłym roku poznałam Winiarnię Zamojską. Szukałam wina do prezentu dla mamy mojego chłopaka, która jest fanką wina porzeczkowego i tak trafiła w moje ręce butelka właśnie tej marki. Mają w swoim asortymencie różne warianty, linię owocową, w której skład wchodzi właśnie porzeczka, ale też gruszka czy wiśnia, nie są bardzo drogie, choć też nie z najniższej półki cenowej, sympatyczny design etykiety (te zamojskie kamieniczki!) i coś interesującego. Swoim smakiem przypominają mi nieco wino domowej roboty, które robił tata mojej koleżanki. Wino słodkie, ale nie za słodkie, otulające, idealne na zimowy wieczór przy choince i z książką. Budzi piękne wspomnienia. Mamie smakowało, poprosiła Dominika, żeby kupił to samo i w tym roku ;)
Tutaj dobrą opcją będą też kraftowe piwa z małych, lokalnych browarów. Warto zrobić szybki reserach i zorientować się, co można znaleźć w Waszej okolicy. 

Domowe pierniczki też będą świetnym pomysłem na prezent


Ze słodyczami sprawa ma się bardzo podobnie. Warto kierować się gustem osoby, dla której robicie prezent. Można kupić zwykłe czekoladki czy mikołaja z czekolady, ale pamiętajcie aby w tym drugim wypadku sprawdzić skład, aby nie kupić wyrobu czekoladopodobnego, o wątpliwym smaku. Można też wspierać lokalne piekarnie czy cukiernie. Może któraś sprzedaje ręcznie robione pierniczki? Pewnie na ostatnią chwilę będą już wszystkie wykupione, ale zostało jeszcze kilka dni do świąt, może jeszcze się uda. Osoby prywatne też ogłaszają się na różnych portalach, może akurat w waszej okolicy ktoś potrzebuje sobie dorobić przed świętami i piecze ciasteczka? Zawsze też można upiec pierniki samemu i dołożyć je do prezentu, wystarczy tylko ładnie je ozdobić i zapakować. Prezenty handmade są super!

5. Miód z lokalnej pasieki

Lecznicze właściwości miodu są znane od wieków. Obecnie można kupić wiele rodzajów "płynnego złota", a każdy z nich wywiera pozytywne działanie na coś innego. Zwłaszcza w sezonie zimowym lub jak ostatnio słyszałam - covidowym, warto wzmacniać swoją odporność na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza te naturalne. Herbata z miodem i cytryną rozgrzewa i poprawia nastrój w zimowe wieczory. To dobry prezent zwłaszcza dla osób, które zawsze wszystko mają i niczego nie potrzebują. Miód się nie psuje, może stać długo i zmieni się tylko jego konsystencja. Przy okazji, kupując miód od lokalnych pszczelarzy znów wspieramy małe biznesy. 
A może macie w rodzinie miłośnika herbat? Wtedy zestaw miodu, herbaty i czegoś słodkiego okaże się strzałem w dziesiątkę.
Uwaga! Niestety miód nie sprawdzi się dla wszystkich, ja niestety jestem uczulona i jem miód tylko pod postacią sosu do musztardowo-miodowego do sałatki, czyli w bardzo niewielkich ilościach. Zwróćcie uwagę, czy przypadkiem nie dajecie miodu osobie uczulonej. To samo odnosi się do słodyczy.


6. Najbardziej oklepane? - bon upominkowy lub skarpetki

Najbardziej oklepany z prezentów... ale zupełnie niesłusznie. Kiedyś podczas rozmowy o prezentach, koleżanka z pracy powiedziała, że jej ulubiony prezent to bon do galerii handlowej. Nie do konkretnego sklepu, tylko właśnie do całej galerii.  Nie ogranicza jej wtedy to, gdzie może wydać pieniądze i na co. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale Galeria Jurajska w Częstochowie daje taką możliwość. Z kolei moja przyjaciółka poprosiła mnie przed swoją osiemnastkową imprezą, żebym - jeśli ktoś mnie zapyta, co chciałaby dostać - powiedziała od razu, że kartę podarunkową do określonego sklepu odzieżowego. Faktycznie, ja również lubię dostawać bony upominkowe. Jeśli ktoś nie wie co mi kupić, to na pewno nie obrażę się za kartę podarunkową, wręcz przeciwnie. To również prezent z gatunku last minute, na spokojnie zdążycie jeszcze go kupić. 

Domyślam się, że dziecko raczej nie ucieszy się z nowej pary skarpet, oczekując na jakąś super wypasioną zabawkę pod choinką, ale czy to nie jest nasza wina? Nasza i tego komercyjnego świata, który przez reklamy w telewizji i wszechobecny komercyjny kicz wmawia mu, że pod choinkę musi dostać nową konsolę, hulajnogę elektryczną, czy kolejną zabawkę interaktywną na baterie, która robi mnóstwo hałasu i szybko pójdzie w odstawkę? Nie uczmy tego najmłodszych. To, że nigdy nie dostałam laptopa, smartfona czy choćby szczeniaczka uczniaczka pod choinkę nie znaczy, że rodzice mniej mnie kochali, po prostu okazywali mi to na milion różnych innych sposobów. Oczywiście prezenty zawsze były, ale może nie aż tak drogie, nie aż tak dużo. Może po prostu te 15-20 lat temu nikt nie prześcigiwał się na social mediach ile prezentów położy pod choinką. Koniec dygresji. Jestem osobą, która bardzo cieszy się z nowych skarpetek. A w świąteczne wzory to już w ogóle. Kiedyś przeczytałam, że zakładane nowej pary skarpetek to takie miłe uczucie, jakby nasze stopy głaskały aniołki. I to prawda. Bardzo lubię to uczucie, gdy wyciągam nowiuteńką parę z paczki i zakładam na stopy. I wiem że nie tylko ja tak mam!

7. Prezenty handmade

Komu ręcznie robioną makramową śnieżynkę?


W tym roku niektórzy nie mogą sobie pozwolić na drogi prezenty. Tak się tylko powie, ale jeśli ktoś ma dużą rodzinę i każdemu wypada coś dać to uzbiera się niezła suma, nawet gdy w grę wchodzą drobiazgi jak słodycze. Dlatego nie ma się co martwić, jest wiele tutoriali i sposobów na prezenty diy. Począwszy od ręcznie robionych ciasteczek czy pierników, o których już wspominałam. Świetną opcją może też być domowy dżem czy słoik innych przetworów, ładnie zapakowany cieszy oko, a potem zostanie zjedzony ze smakiem. Przykładowa sytuacja: mój tata na pewno ucieszyłby się ze słoika grzybków marynowanych, bo bardzo je lubi. Mama w tym roku nie robiła, w naszym domu tylko on je jada, więc nie ma sensu robić dużo słoików, lepiej je ususzyć, będą do pierogów, uszek i barszczu na wigilię. I tutaj wkracza babcia z ładnie opakowanym słoiczkiem grzybków. Oczywiście to tylko taki luźny przykład. Super prezentem jest też domowa nalewka, likier, czy wino. Ja w tym roku do każdego prezentu dołączam ręcznie robioną śnieżynkę. Zakochałam się w technice makramy, co prawda na te duże, ścienne nie mam w tym momencie czasu, ale na pewno kiedyś sobie jakąś zrobię. Na razie zaczęłam od mniejszych i większych śnieżynek i aniołków. Sznurek nie jest drogi, za 20 złotych można kupić jakieś 300-500 m i wykonać wiele śnieżynek, czy innych drobiazgów. 


Na koniec mam dla Was krótki apel. Ja w tym roku specjalnie zamawiałam wcześniej prezenty. Po części chodzi o pandemię i spowodowany przez to wzrost sprzedaży internetowej. Niby staram się zawsze zamawiać prezenty wcześniej, bo nie lubię się stresować, że coś nie dojdzie, ale odkąd pracuję w sklepie internetowym, szczególnie zwracam na to uwagę. To właśnie drugi powód. Ja co prawda pracuję w dziale zagranicznym i tutaj nie ma aż takich akcji, ale allegro rządzi się swoimi prawami. Ludzie zamawiają prezenty nawet dwa dni lub dzień przed wigilią, mimo adnotacji, że produkt będzie wysłany w ciągu 3/4 dni roboczych, a potem dzwonią z rana w wigilię i rzucają tekstami "przez panią mam teraz zepsute święta. NIE DZIĘKUJĘ" (zastąpcie "zepsute" brzydszym słowem, ja nie będę przeklinać na blogu). Wczoraj koleżanka obdzwaniała klientów, których paczki miały wyjść tego dnia, że zostaną wysłane następnego, bo dostawa się opóźniła. Niektórzy rozumieją, inni bluzgają w telefon. Jakiś nieprzyjemny klient wyzwał ją, że zamiast dzwonić i pisać maila powinna się wziąć do pracy i paczki pakować to by wszystko wyszło o czasie. Nieważne, że w magazynie są inni pracownicy, a na słuchawce inni. Nieważne, że dostawa się opóźniła, bo kurierzy pracują na okrągło i nie wyrabiają. Wiadomo że dla każdego jego zamówienie jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli to prezent i w tym całym świątecznym amoku mogą puścić nerwy, ale przecież chyba nie o to chodzi w Świętach. Następnym razem, gdy dostaniecie maila, że dostawa paczki może się opóźnić, nie wyżywajcie się proszę na pracownikach sklepów internetowych, czy (zwłaszcza!) na kurierach. Grudzień to trudny miesiąc dla tej branży. Okażmy sobie trochę empatii i zrozumienia. Bądźmy dla siebie dobrzy, chociaż na Święta.

Właśnie dlatego odnotowałam przy większości moich propozycji, że są dostępne stacjonarnie. Wiadomo że covid, pandemia, reżim sanitarny, bla bla bla. Oczywiście to są ważne tematy i nie mam zamiary ich kwestionować. Jestem jednak przekonana, że każdy będzie jeszcze załatwiał przedświąteczne sprawunki i z tego powodu i tak wyjdzie z domu. Może więc lepiej i szybciej będzie kupić coś stacjonarnie, przy okazji innych zakupów. Bądźmy po prostu ostrożni i odpowiedzialni.

15 grudnia

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

Oh, the weather outside is frightful
But the fire is so delightful
And since we're no place to go
Let it snow, let it snow, let it snow

- Dean Martin Let it snow!


Dziś mam dla Was szczególny post, bo mam do pokazania aż dwa mani, z czego to drugie nie zostało stworzone przeze mnie, tylko przez Weronikę, którą na pewno znacie z bloga Malinaila oraz instagrama o tej samej nazwie. Rok temu miałam przyjemność współpracować z Weroniką pierwszy raz, stworzyłyśmy wtedy zdobienie z wzorem lakieru do paznokci z płytki B.00 rainbows and unicorns. Tym razem wybrałyśmy wspólny motyw, czyli grafikę z misiem polarnym i te same kolory. Technika tym razem była dowolna, bo niestety nie podołałam ręcznym malowankom i mój miś wyglądał lekko obscenicznie xD



No i jak nam poszło? ;)

Jak widzicie, Weronika wiernie odwzorowała misia, a nawet napis! Chciałabym mieć takiego skilla we freehandzie ;) Na szczęście na ratunek przybyły mi stemple. Co ja bym bez nich zrobiła? Pewnie nosiłabym gładkie paznokcie. Albo w końcu musiałabym się nauczyć jak się poprawnie trzyma pędzel w dłoni :D U Weroniki na blogu widnieje wpis, gdzie dowiecie się, jak namalować takiego misia oraz poznacie technikę malowania śnieżynek za pomocą farbek akrylowych, klik!

Inspiracją do naszego zdobienia była grafika Nastji Holtfreter, ilustratorki i autorki książek dla dzieci. Zobaczcie te urocze zwierzątka na instagramie autorki klik! Ja osobiście jestem fanką owieczki w zimowym sweterku i lamy w świątecznym ponczo.


Niżej napiszę kilka słów o tym, jak powstawało moje zdobienie.






Moje zdobienie dzięki stemplom nie było zbyt skomplikowane, ale czasochłonne, bo łączyłam różne wzory z różnych płytek i stemplowałam dwoma lakierami - białym i czarnym. Zaczęłam od naklejki z misiem robionej techniką reverse stamping. Wzór pochodzi z płytki Born Pretty Christmas L002. Misiaczka odbiłam czarnym lakierem, oczyściłam ze stempla otaczające go śnieżynki, pokolorowałam go na biało i dodałam czerwony szaliczek. 

Podczas gdy misiek wysychał na stemplu, odbiłam na pozostałych paznokciach śnieżynki z innej płytki, a dokładnie z zeszłorocznej Born Pretty Christmas L006. Niestety nie mogę jej podlinkować, bo nie ma jej w tym momencie na stronie, ale ma na prawdę świetne wzory, które nieczęsto są spotykane na innych świątecznych płytkach. Na środkowym palcu odbiłam cały zwór, a na małym i wskazującym tylko fragment motywu. Dodałam też więcej białych kropeczek między śnieżynkami. 

Gdy misio troszkę wysechł, przeniosłam go na paznokieć serdeczny i kciuk, a potem odbiłam białym lakierem pojedyncze śnieżynki, które go otaczały na płytce i białą zaspę, na której siedział. Dodałam też białe kropeczki. Tak, te białe kropeczki to freehand na miarę moich możliwości :D


Kciuk dla zobrazowania mojej instrukcji





Tak na prawdę do tego zdobienia wykorzystałam dwa kolory, biel i granat. Może nie kojarzą się bardzo świątecznie w tym połączeniu, ale zimowo na pewno. Zwróćcie uwagę na to metaliczne wykończenie! Lakiery o tym wykończeniu mogą dla mnie nie istnieć przez cały rok, ale zimą zakochuję się w nich co roku od nowa. A potem wiosną znikają w szufladzie i czekają na kolejną zimę. Ten piękny metalik Golden Rose Rich Color 59 był hitem zeszłorocznej zimy. Pokazywałam go Wam na instagramie w zdobieniu z bombką 3D tu i tu. Teraz sobie przypomniałam, że nie tylko dobór kolorów, ale i samych lakierów miałam wtedy identyczny! Bo również stemplowałam bielą od B. loves plates BLP02 B. an arctic snow. Tyle tylko że do tegorocznego zdobienia otworzyłam nową buteleczkę, bo w starej nic już nie zostało.






Dziękuję Ci Weronika za super zabawę! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś razem zmalujemy <3