Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogmas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogmas. Pokaż wszystkie posty

09 grudnia

Pierwszy śnieg - #zimazowidia. BLOGMAS 2021

Pierwszy śnieg - #zimazowidia. BLOGMAS 2021
Zastanawiałam się, czy dodawać moje zdobienia na projekt również na bloga. Tak długo myślałam, że aż się spóźniłam z pierwszym tygodniem i jest już połowa drugiego :D Na instagramie na szczęście post pojawił się na czas. 

Oczywiście śnieżynki nosiłam już w tym roku kilka razy, ale do projektu wybrałam bardzo klasyczną odsłonę śnieżynkowych paznokci: granatowe tło i białe gwiazdki.






Niedawno swoje urodziny obchodziła nasza lakierowa koleżanka Kasia Lochnailsmonster i razem z dziewczynami z urodzinowej grupy tworzyłyśmy dla niej kolaż, którego motywem przewodnim były zdobienia inspirowane pracami Kasi. Ja finalnie wysłałam inne zdobienie, bo dziewczyny tworzyły jeszcze w klimacie jesiennym i nie chciałam wyskakiwać z moimi śnieżynkami jak Filip z konopi, ale zachowałam je na później i na pierwszy tydzień projektu było jak znalazł.
 




Lakier, który stworzył mi takie piękne tło pod śnieżynki, to stary i zapomniany Avon Speed Dry o nazwie Underworld. Musiałam go od kogoś dostać lub wygrać w rozdaniu, bo znalazłam go w kącie Helmera przy remontowych porządkach, nie przypominam sobie, żebym go używała. 

Lakier jest wyjątkowy. W granatowej bazie ma niebieski i zielonkawy shimmer oraz kawałki folii, która w połączeniu ze śnieżynkami sprawia wrażenie kawałków lodu. Niestety nakłada się go ciężko - malowałam tak jak zwykle, cienkimi warstwami a cały czas miałam wrażenie, że lakier ucieka mi z paznokcia, jakby zostawał na pędzelku, a na paznokciu miałam brudne niebieskie smugi, które w dodatku szybko zasychały i przy nakładaniu kolejnej warstwy potwornie się mazały. Znalazłam jednak na to sposób - bardzo szybkie nakładanie i grubsza warstwa produktu.


Do zdobienia użyłam:
lakier Avon Underworld
biały lakier do stempli B. loves plates BLP02 B. an Arctic Snow
płytki Born pretty BP-L018 (pierwsza wersja z matrioszkami, już niedostępna)




18 grudnia

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

Ludzie przed Świętami dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy mają już dawno wszystko załatwione, a o prezentach myślą już od września, oraz tych, którzy o prezentach myślą dopiero w ostatniej chwili. Ja należę raczej do tej pierwszej kategorii. Staram się wcześniej przemyśleć temat. Prezenty kupuję już od listopada, bo wtedy można trafić na różne promocje, np. podczas black friday. Tak było również w tym roku. Prawie wszystko kupiłam właśnie podczas black week czy black friday, potem tylko dokupiłam alkohol czy słodycze.

Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

Co roku pojawia się ten sam problem, w internecie są miliony prezentowników, ale większość tych rzeczy jest dostępna tylko online i kosztuje krocie. Sama ostatnio przeglądałam takie posty w poszukiwaniu inspiracji. Po ekspresie do kawy za ponad tysiąc złotych i elektrycznej hulajnodze za jeszcze większą sumę wysiadłam. Ten rok jest wyjątkowy. Niestety w nie do końca dobrym tego słowa znaczeniu. Wielu ludzi straciło pracę, ma mniejsze dochody, zetknęło się z chorobą czy stratą kogoś bliskiego. Nie uważam, że takie drogie prezenty rodem z pięknej i długiej reklamy a*** są na miejscu... Ja też chciałabym dać każdemu członkowie mojej rodziny to co najlepsze, jakiś ogromny i drogi prezent. Tylko mało kto normalnie dysponuje budżetem na prezenty liczonym w dziesiątkach tysięcy, a co dopiero w dobie pandemii. Z tego powodu postanowiłam stworzyć swój prezentownik, wersja bardziej ekonomiczna. Starałam się też dobrać propozycje tak, aby wesprzeć przy okazji polski biznes. Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

1. Coś dla urody, czyli polska pielęgnacja


W tym momencie panuje prawdziwy boom na naturalne czy wegańskie kosmetyki. Sama mocno zajarałam się tematem, ale zawsze było mi trochę szkoda kasy, bo jednak te produkty są dość kosztowne. Z mojej strony mogę Wam polecić jedną markę, która na razie mnie nie zawiodła, a nie kosztuje miliony monet. 
Firmę Uzdrovisco poznałam w tym roku na Meet Beauty. Byłam zachwycona prezentacją, która oprócz ogromu merytorycznych informacji była estetyczna, po prostu piękna. Uzdrovisco to naturalne kosmetyki na bazie roślin. To oczywiście polska marka, a jak wiemy, teraz, w czasie pandemii warto postawić na lokalny biznes. Odkąd dostałam przesyłkę z zestawem ich kosmetyków, moja pielęgnacja twarzy zmieniła się na lepsze. Moja skóra twarzy nie jest bardzo problematyczna, ale przez zmiany alergiczno-łuszczycowe łatwo ją podrażnić, jest sucha i czasem coś wyskoczy mi na czole czy brodzie. Odkąd stosuję kosmetyki Uzdrovisco, moja buzia wygląda o niebo lepiej, jest nawilżona, gładka, bez podrażnień, a pojedyńcze niedoskonałości pojawiają się rzadko, najczęściej w okolicy "tych dni". W tajemnicy powiem Wam, że produkty marki Uzdrovisco znajdą się również pod moją choinką. Na stronie firmy można znaleźć świetne zestawy prezentowe, ale jeśli boicie się, że paczka nie dojdzie na czas, to spokojnie, ich produkty są dostępne stacjonarnie, w Super Pharm oraz w Rossmannie. Ja jestem fanką serii fitodozującej, ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. 

2. Dobra książka

Święta 2017 i mój ulubiony rodzaj prezentu - książki i ciepłe skarpetki


Co roku, gdy ktoś mnie pyta o to, co chciałabym dostać pod choinkę, mówię bez wahania: książkę. Mam listę tytułów, które chciałabym kupić i przeczytać, ale też jestem otwarta na propozycje. Tutaj nie polecę jakiś szczególnych tytułów, bo to jest zależne od preferencji obdarowywanej osoby, ale na rynku jest tyle tytułów, że dosłownie każdy znajdzie coś odpowiedniego. Tu nie musimy się obawiać, większość księgarni jest normalnie otwarta, więc można się wybrać po prezent nawet 23. grudnia. Tutaj również radziłabym zajrzeć do mniejszych księgarni, które nie są częścią sieciówki. Małe księgarnie już od wielu lat zmagają się ze zmniejszonymi obrotami, bo większość ludzi kupuje książki w internecie, czy większych, sieciowych księgarniach. Możecie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, zrobić komuś prezent, a przy okazji spełnić dobry uczynek i sprawić radość księgarzowi.
Jeśli wiemy, że ktoś lubi czytać, ale nie do końca wiemy co, to świetną opcją jest też karta podarunkowa do księgarni. Tak, wiem, że nie wszyscy uznają bony upominkowe za udany prezent, ale karta podarunkowa do empiku, to jeden z moich ulubionych i ogromnie się cieszę, gdy go dostaję. Sama raczej nie kupuję książek w tym sklepie, ale zawsze gdy dostaję kartę do empiku, to czekam na dobrą promocję i udaje mi się wyhaczyć jakieś ciekawe tytuły.

3. Ubranie polskiej marki

Dbałość o detale, która nie przestaje mnie zachwycać


Ja w spódnicy Łucji od Panny Rosy i nasz bejbi doggo


Po raz kolejny powtórzę, że tym roku szczególnie powinniśmy zadbać o polskich przedsiębiorców. Nie oszukujmy się, 2020 wszystkim dał w kość, małym (i większym) firmom też się oberwało. Panna Rosa to polska marka odzieżowa prowadzona przez młodą dziewczynę, Teresę. Mam w swojej kolekcji kilka ubrań od Panny Rosy i na prawdę je lubię. Jestem szczęśliwą (ironia) posiadaczką sylwetki typu gruszka i bardzo ciężko kupić mi spódnicę, czy sukienkę z sieciówki, nie mówiąc już o tym, że wszystkie spódnice z sieciówek są na mnie bardzo krótkie, choć mam 169 cm wzrostu, więc nie jakoś dużo. Doceniam sukienki i spódnice Panny Rosy za kobiece kroje, wygodę (kieszenie w prawie każdym modelu!), przewiewne, naturalne materiały i podejście zero waste - ze ścinków materiału są produkowane gumki do włosów i turbany. Zdaję sobie sprawę, że to dużo droższy prezent (jak na moje standardy) i nie każdy może sobie pozwolić na taki, albo obawia się, że nie dopasuje rozmiaru i prezent trzeba będzie odsyłać, ale jeśli można, to warto. A może znacie osobę, która lubi klimaty vintage i dodatki retro, ale szkoda jej pieniędzy, żeby zainwestować w elegancką, jedwabną apaszkę? Mnie pewnie też byłoby szkoda pozwolić sobie na taką fanaberię, ale moja vintage'owa dusza z pewnością doceniłaby gest. Jeśli wasza babcia, mama czy siostra dobrze odnajduje się w takich klimatach i chcecie jej podarować odrobinę luksusu, możecie postawić właśnie na jedwabną apaszkę Panna Retro. A z pewnego źródła wiem, że paczki dotrą nawet do spóźnialskich, bo ostatnia wysyłka inpostem jest 23 grudnia i na wigilię powinny dotrzeć ;)

4. Dobry alkohol i słodycze

Pewnie przewracacie oczami, że to kolejna droga propozycja. Otóż dobry alkohol wcale nie musi być bardzo drogi. Nie oszukujmy się, znam wiele osób, które z przyjemnością napije się wina z okazji lub bez większej okazji, ale nie znam nikogo, kto po aromacie wina pozna, w jakiej beczce i ile miesięcy było przechowywane, na którym zboczu winnicy dojrzewały winogrona i w jaki sposób były one zbierane. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, żeby teraz całej rodzinie kupić wino marki wino, mamrota czy amarenę, ale o to, że dobre wino niekoniecznie musi kosztować 100 zł i ani grosza mniej. W zeszłym roku poznałam Winiarnię Zamojską. Szukałam wina do prezentu dla mamy mojego chłopaka, która jest fanką wina porzeczkowego i tak trafiła w moje ręce butelka właśnie tej marki. Mają w swoim asortymencie różne warianty, linię owocową, w której skład wchodzi właśnie porzeczka, ale też gruszka czy wiśnia, nie są bardzo drogie, choć też nie z najniższej półki cenowej, sympatyczny design etykiety (te zamojskie kamieniczki!) i coś interesującego. Swoim smakiem przypominają mi nieco wino domowej roboty, które robił tata mojej koleżanki. Wino słodkie, ale nie za słodkie, otulające, idealne na zimowy wieczór przy choince i z książką. Budzi piękne wspomnienia. Mamie smakowało, poprosiła Dominika, żeby kupił to samo i w tym roku ;)
Tutaj dobrą opcją będą też kraftowe piwa z małych, lokalnych browarów. Warto zrobić szybki reserach i zorientować się, co można znaleźć w Waszej okolicy. 

Domowe pierniczki też będą świetnym pomysłem na prezent


Ze słodyczami sprawa ma się bardzo podobnie. Warto kierować się gustem osoby, dla której robicie prezent. Można kupić zwykłe czekoladki czy mikołaja z czekolady, ale pamiętajcie aby w tym drugim wypadku sprawdzić skład, aby nie kupić wyrobu czekoladopodobnego, o wątpliwym smaku. Można też wspierać lokalne piekarnie czy cukiernie. Może któraś sprzedaje ręcznie robione pierniczki? Pewnie na ostatnią chwilę będą już wszystkie wykupione, ale zostało jeszcze kilka dni do świąt, może jeszcze się uda. Osoby prywatne też ogłaszają się na różnych portalach, może akurat w waszej okolicy ktoś potrzebuje sobie dorobić przed świętami i piecze ciasteczka? Zawsze też można upiec pierniki samemu i dołożyć je do prezentu, wystarczy tylko ładnie je ozdobić i zapakować. Prezenty handmade są super!

5. Miód z lokalnej pasieki

Lecznicze właściwości miodu są znane od wieków. Obecnie można kupić wiele rodzajów "płynnego złota", a każdy z nich wywiera pozytywne działanie na coś innego. Zwłaszcza w sezonie zimowym lub jak ostatnio słyszałam - covidowym, warto wzmacniać swoją odporność na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza te naturalne. Herbata z miodem i cytryną rozgrzewa i poprawia nastrój w zimowe wieczory. To dobry prezent zwłaszcza dla osób, które zawsze wszystko mają i niczego nie potrzebują. Miód się nie psuje, może stać długo i zmieni się tylko jego konsystencja. Przy okazji, kupując miód od lokalnych pszczelarzy znów wspieramy małe biznesy. 
A może macie w rodzinie miłośnika herbat? Wtedy zestaw miodu, herbaty i czegoś słodkiego okaże się strzałem w dziesiątkę.
Uwaga! Niestety miód nie sprawdzi się dla wszystkich, ja niestety jestem uczulona i jem miód tylko pod postacią sosu do musztardowo-miodowego do sałatki, czyli w bardzo niewielkich ilościach. Zwróćcie uwagę, czy przypadkiem nie dajecie miodu osobie uczulonej. To samo odnosi się do słodyczy.


6. Najbardziej oklepane? - bon upominkowy lub skarpetki

Najbardziej oklepany z prezentów... ale zupełnie niesłusznie. Kiedyś podczas rozmowy o prezentach, koleżanka z pracy powiedziała, że jej ulubiony prezent to bon do galerii handlowej. Nie do konkretnego sklepu, tylko właśnie do całej galerii.  Nie ogranicza jej wtedy to, gdzie może wydać pieniądze i na co. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale Galeria Jurajska w Częstochowie daje taką możliwość. Z kolei moja przyjaciółka poprosiła mnie przed swoją osiemnastkową imprezą, żebym - jeśli ktoś mnie zapyta, co chciałaby dostać - powiedziała od razu, że kartę podarunkową do określonego sklepu odzieżowego. Faktycznie, ja również lubię dostawać bony upominkowe. Jeśli ktoś nie wie co mi kupić, to na pewno nie obrażę się za kartę podarunkową, wręcz przeciwnie. To również prezent z gatunku last minute, na spokojnie zdążycie jeszcze go kupić. 

Domyślam się, że dziecko raczej nie ucieszy się z nowej pary skarpet, oczekując na jakąś super wypasioną zabawkę pod choinką, ale czy to nie jest nasza wina? Nasza i tego komercyjnego świata, który przez reklamy w telewizji i wszechobecny komercyjny kicz wmawia mu, że pod choinkę musi dostać nową konsolę, hulajnogę elektryczną, czy kolejną zabawkę interaktywną na baterie, która robi mnóstwo hałasu i szybko pójdzie w odstawkę? Nie uczmy tego najmłodszych. To, że nigdy nie dostałam laptopa, smartfona czy choćby szczeniaczka uczniaczka pod choinkę nie znaczy, że rodzice mniej mnie kochali, po prostu okazywali mi to na milion różnych innych sposobów. Oczywiście prezenty zawsze były, ale może nie aż tak drogie, nie aż tak dużo. Może po prostu te 15-20 lat temu nikt nie prześcigiwał się na social mediach ile prezentów położy pod choinką. Koniec dygresji. Jestem osobą, która bardzo cieszy się z nowych skarpetek. A w świąteczne wzory to już w ogóle. Kiedyś przeczytałam, że zakładane nowej pary skarpetek to takie miłe uczucie, jakby nasze stopy głaskały aniołki. I to prawda. Bardzo lubię to uczucie, gdy wyciągam nowiuteńką parę z paczki i zakładam na stopy. I wiem że nie tylko ja tak mam!

7. Prezenty handmade

Komu ręcznie robioną makramową śnieżynkę?


W tym roku niektórzy nie mogą sobie pozwolić na drogi prezenty. Tak się tylko powie, ale jeśli ktoś ma dużą rodzinę i każdemu wypada coś dać to uzbiera się niezła suma, nawet gdy w grę wchodzą drobiazgi jak słodycze. Dlatego nie ma się co martwić, jest wiele tutoriali i sposobów na prezenty diy. Począwszy od ręcznie robionych ciasteczek czy pierników, o których już wspominałam. Świetną opcją może też być domowy dżem czy słoik innych przetworów, ładnie zapakowany cieszy oko, a potem zostanie zjedzony ze smakiem. Przykładowa sytuacja: mój tata na pewno ucieszyłby się ze słoika grzybków marynowanych, bo bardzo je lubi. Mama w tym roku nie robiła, w naszym domu tylko on je jada, więc nie ma sensu robić dużo słoików, lepiej je ususzyć, będą do pierogów, uszek i barszczu na wigilię. I tutaj wkracza babcia z ładnie opakowanym słoiczkiem grzybków. Oczywiście to tylko taki luźny przykład. Super prezentem jest też domowa nalewka, likier, czy wino. Ja w tym roku do każdego prezentu dołączam ręcznie robioną śnieżynkę. Zakochałam się w technice makramy, co prawda na te duże, ścienne nie mam w tym momencie czasu, ale na pewno kiedyś sobie jakąś zrobię. Na razie zaczęłam od mniejszych i większych śnieżynek i aniołków. Sznurek nie jest drogi, za 20 złotych można kupić jakieś 300-500 m i wykonać wiele śnieżynek, czy innych drobiazgów. 


Na koniec mam dla Was krótki apel. Ja w tym roku specjalnie zamawiałam wcześniej prezenty. Po części chodzi o pandemię i spowodowany przez to wzrost sprzedaży internetowej. Niby staram się zawsze zamawiać prezenty wcześniej, bo nie lubię się stresować, że coś nie dojdzie, ale odkąd pracuję w sklepie internetowym, szczególnie zwracam na to uwagę. To właśnie drugi powód. Ja co prawda pracuję w dziale zagranicznym i tutaj nie ma aż takich akcji, ale allegro rządzi się swoimi prawami. Ludzie zamawiają prezenty nawet dwa dni lub dzień przed wigilią, mimo adnotacji, że produkt będzie wysłany w ciągu 3/4 dni roboczych, a potem dzwonią z rana w wigilię i rzucają tekstami "przez panią mam teraz zepsute święta. NIE DZIĘKUJĘ" (zastąpcie "zepsute" brzydszym słowem, ja nie będę przeklinać na blogu). Wczoraj koleżanka obdzwaniała klientów, których paczki miały wyjść tego dnia, że zostaną wysłane następnego, bo dostawa się opóźniła. Niektórzy rozumieją, inni bluzgają w telefon. Jakiś nieprzyjemny klient wyzwał ją, że zamiast dzwonić i pisać maila powinna się wziąć do pracy i paczki pakować to by wszystko wyszło o czasie. Nieważne, że w magazynie są inni pracownicy, a na słuchawce inni. Nieważne, że dostawa się opóźniła, bo kurierzy pracują na okrągło i nie wyrabiają. Wiadomo że dla każdego jego zamówienie jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli to prezent i w tym całym świątecznym amoku mogą puścić nerwy, ale przecież chyba nie o to chodzi w Świętach. Następnym razem, gdy dostaniecie maila, że dostawa paczki może się opóźnić, nie wyżywajcie się proszę na pracownikach sklepów internetowych, czy (zwłaszcza!) na kurierach. Grudzień to trudny miesiąc dla tej branży. Okażmy sobie trochę empatii i zrozumienia. Bądźmy dla siebie dobrzy, chociaż na Święta.

Właśnie dlatego odnotowałam przy większości moich propozycji, że są dostępne stacjonarnie. Wiadomo że covid, pandemia, reżim sanitarny, bla bla bla. Oczywiście to są ważne tematy i nie mam zamiary ich kwestionować. Jestem jednak przekonana, że każdy będzie jeszcze załatwiał przedświąteczne sprawunki i z tego powodu i tak wyjdzie z domu. Może więc lepiej i szybciej będzie kupić coś stacjonarnie, przy okazji innych zakupów. Bądźmy po prostu ostrożni i odpowiedzialni.

15 grudnia

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

Oh, the weather outside is frightful
But the fire is so delightful
And since we're no place to go
Let it snow, let it snow, let it snow

- Dean Martin Let it snow!


Dziś mam dla Was szczególny post, bo mam do pokazania aż dwa mani, z czego to drugie nie zostało stworzone przeze mnie, tylko przez Weronikę, którą na pewno znacie z bloga Malinaila oraz instagrama o tej samej nazwie. Rok temu miałam przyjemność współpracować z Weroniką pierwszy raz, stworzyłyśmy wtedy zdobienie z wzorem lakieru do paznokci z płytki B.00 rainbows and unicorns. Tym razem wybrałyśmy wspólny motyw, czyli grafikę z misiem polarnym i te same kolory. Technika tym razem była dowolna, bo niestety nie podołałam ręcznym malowankom i mój miś wyglądał lekko obscenicznie xD



No i jak nam poszło? ;)

Jak widzicie, Weronika wiernie odwzorowała misia, a nawet napis! Chciałabym mieć takiego skilla we freehandzie ;) Na szczęście na ratunek przybyły mi stemple. Co ja bym bez nich zrobiła? Pewnie nosiłabym gładkie paznokcie. Albo w końcu musiałabym się nauczyć jak się poprawnie trzyma pędzel w dłoni :D U Weroniki na blogu widnieje wpis, gdzie dowiecie się, jak namalować takiego misia oraz poznacie technikę malowania śnieżynek za pomocą farbek akrylowych, klik!

Inspiracją do naszego zdobienia była grafika Nastji Holtfreter, ilustratorki i autorki książek dla dzieci. Zobaczcie te urocze zwierzątka na instagramie autorki klik! Ja osobiście jestem fanką owieczki w zimowym sweterku i lamy w świątecznym ponczo.


Niżej napiszę kilka słów o tym, jak powstawało moje zdobienie.






Moje zdobienie dzięki stemplom nie było zbyt skomplikowane, ale czasochłonne, bo łączyłam różne wzory z różnych płytek i stemplowałam dwoma lakierami - białym i czarnym. Zaczęłam od naklejki z misiem robionej techniką reverse stamping. Wzór pochodzi z płytki Born Pretty Christmas L002. Misiaczka odbiłam czarnym lakierem, oczyściłam ze stempla otaczające go śnieżynki, pokolorowałam go na biało i dodałam czerwony szaliczek. 

Podczas gdy misiek wysychał na stemplu, odbiłam na pozostałych paznokciach śnieżynki z innej płytki, a dokładnie z zeszłorocznej Born Pretty Christmas L006. Niestety nie mogę jej podlinkować, bo nie ma jej w tym momencie na stronie, ale ma na prawdę świetne wzory, które nieczęsto są spotykane na innych świątecznych płytkach. Na środkowym palcu odbiłam cały zwór, a na małym i wskazującym tylko fragment motywu. Dodałam też więcej białych kropeczek między śnieżynkami. 

Gdy misio troszkę wysechł, przeniosłam go na paznokieć serdeczny i kciuk, a potem odbiłam białym lakierem pojedyncze śnieżynki, które go otaczały na płytce i białą zaspę, na której siedział. Dodałam też białe kropeczki. Tak, te białe kropeczki to freehand na miarę moich możliwości :D


Kciuk dla zobrazowania mojej instrukcji





Tak na prawdę do tego zdobienia wykorzystałam dwa kolory, biel i granat. Może nie kojarzą się bardzo świątecznie w tym połączeniu, ale zimowo na pewno. Zwróćcie uwagę na to metaliczne wykończenie! Lakiery o tym wykończeniu mogą dla mnie nie istnieć przez cały rok, ale zimą zakochuję się w nich co roku od nowa. A potem wiosną znikają w szufladzie i czekają na kolejną zimę. Ten piękny metalik Golden Rose Rich Color 59 był hitem zeszłorocznej zimy. Pokazywałam go Wam na instagramie w zdobieniu z bombką 3D tu i tu. Teraz sobie przypomniałam, że nie tylko dobór kolorów, ale i samych lakierów miałam wtedy identyczny! Bo również stemplowałam bielą od B. loves plates BLP02 B. an arctic snow. Tyle tylko że do tegorocznego zdobienia otworzyłam nową buteleczkę, bo w starej nic już nie zostało.






Dziękuję Ci Weronika za super zabawę! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś razem zmalujemy <3 

11 grudnia

BLOGMAS, dzień 11. Winter is coming

BLOGMAS, dzień 11. Winter is coming

Na dworze jest coraz zimniej, spadł już pierwszy śnieg i nawet leżał przez jakiś czas. Choć strasznie tego nie lubię, już czas na botki i zimowe trzewiki. Jakoś z płaszczem, szalikiem i czapką łatwiej mi się pogodzić niż z zimowymi butami. Swetry też od dawna leżą w szafie i z chęcią je noszę. Moja niechęć do zimowego obuwia nie zmienia jednak faktu, że zima nadchodzi i nic nie da się z tym zrobić, trzeba ją przeczekać. Najlepiej w ciepłych splotach wełnianych skarpet, czapek, szali i swetrów.





Pomysł na to zdobienie zupełnie nie jest odkrywczy. Jestem fanką łączenia wzorów z napisami. Niestety nie mam wielu płytek z ciekawymi hasłami, ale akurat świąteczna mi się trafiła, w dodatku zupełnie przypadkowo. Kiedyś Born Pretty pomyliło się przy wysyłce współpracowej i wrzuciło mi do paczki tę płytkę zamiast innej. Mowa o płytce Harunouta L031. Niestety w tym momencie jest chyba niedostępna na stronie sklepu.  
Oprócz klasycznych tekstów w stylu merry christmas jest jeszcze kilka innych oraz świąteczne ornamenty. Niestety część napisów jest za duża na moje paznokcie, ale zawsze można coś pokombinować i umieścić napis bokiem, dokładnie tak jak zrobiłam to z napisem "Winter is coming".





Na pozostałych paznokciach wystemplowałam sweterek o ryżowym splocie przy użyciu bordowego lakieru Colour Alike B. a falling leaf.
Jako tło użyłam lakieru Golden Rose Nude Look 01, miałam zamiar uzyskać efekt bordowego swetra o luźnym splocie na ciele, ale wybrałam nie ten wzór - zamiast wystemplować sploty w kolorze bordo, wystemplowałam tło. Czyli tak jakby zamiast przez dziurki, to przez sploty prześwituje goła skóra xD 
Na szczęście dałam dwie warstwy lakieru żeby uzyskać efekt lepszego krycia, na początku chciałam dać całkiem mleczny lakier. Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam głowę.




Nie jestem do końca zadowolona z tego zdobienia, ale nie zmienia to faktu, że bardzo lubię sweterki na paznokciach. Jakoś tak od razu cieplej mi jak tylko spojrzę na paznokcie. A od kilku lat jestem strasznym zmarzluchem, dlatego powinnam chyba całą zimę nosić takie zdobienia :D Ale żeby nie było, że tylko paznokcie w swetrach Wam tu pokazuję, następnym razem zmienimy temat ;)

 

08 grudnia

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze
W weekend zrobiłam sobie wolne od blogmas i przeciągnęło się ono aż do dziś. Wzięłam w pracy dwa dni wolnego żeby pozałatwiać sprawy związane z pracą magisterską (i nawet udało mi się cokolwiek napisać!) no i oczywiście z prezentami. Jest 8. grudnia a ja mam praktycznie wszystko, to czego nie mam właśnie idzie pocztą, a trzy prezenty są już nawet owinięte w papier! Właśnie tak lubię, wolę nie zostawiać rzeczy na ostatnią chwilę. No chyba że związanych z nauką, te odciągam w nieskończoność :D
Zdobienie z zeszłego roku, ale nie mogłam przecież trzymać go na dysku. Co prawda opublikowałam je na Instagramie, ale jest tak urocze, że zasługuje na szczególne miejsce również tutaj. Uwielbiam motywy z norweskich swetrów. Nie na darmo jestem szwedystką i kocham wszystko co skandynawskie, począwszy od języków, na stylu i ubraniach skończywszy. 

Sweter z reniferem od razu kojarzy mi się z zimą i świętami. Sama chętnie kupiłabym sobie taki, z pewnością nosiłabym go cały grudzień i pół stycznia :D Szukałam nawet czegoś podobnego na vinted, ale niestety nie udało mi się. No bo kto nie lubi otulić się ciepłym swetrem, gdy za oknem pada śnieg, albo co gorsza deszcz? Tylko ciepły sweter, skarpety, koc i kakao mogą uratować tę sytuację. Ewentualnie można wymienić kakao na kawę.






Standardowo większość swetrów świątecznych jest czerwona, czerwono-biała, ewentualnie z zielonymi czy granatowymi akcentami. Ja poszłam jednak w otulającą szarość z białymi splotami. Wzór renifera, pochodzi z płytki BPL-032 z Born Pretty, połączyłam go z wzorem swetrowego splotu na pozostałych paznokciach. Ten konkretny splot pochodzi z płytki Beauty Big Bang 05. Wzory odbijałam moim ulubionym białym lakierem do stempli z B. loves plates - BPL02 B. an arctic snow. Musiałam go odkupić przy okazji zakupów na black friday, bo już dawno mi się skończył i tylko czekałam na okazję.
 





Grafitowy lakier to Essie Cashmere Bathrobe. Już sama nazwa jest taka przytulna, że idealnie pasuje do takich milusich sweterkowych zdobień. Ten lakier mam w swojej kolekcji od dawna i przywołuje masę miłych wspomnień, bo dostałam go na 18 urodziny od przyjaciółki. Bardzo go lubię i nosiłam go już wiele razy. Najbardziej podoba mi się w macie, kiedy błyszczące drobinki są takie lekko przytłumione i sprawiają wrażenie czegoś miękkiego i puszystego, coś jak hybrydy Semilac z kolekcji Sweather Weather.



Lubicie sweterkowe zdobienia? Macie w swojej kolekcji lakiery z historią?

04 grudnia

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

It's beginning to look a lot like Christmas, 
Toys in every store, 
But the prettiest sight to see, 
Is the holly that will be, 
On your own front door. 
Sure it's Christmas, Once more.
- Michael Bublé It's beginning to look a lot like Christmas


Ostrokrzew to nie jemioła!



Zawsze myślałam, że tylko mnie to wkurza, gdy ktoś myli te dwie świąteczne roślinki i podpisuje zielone ostre listki z czerwonymi kuleczkami jako "mistletoe". Przecież jemioła wygląda zupełnie inaczej! Ostrokrzew to właśnie "holly", jak w wyżej zacytowanej piosence, czy w starej i wszystkim znanej "Deck the halls with boughs of holly". Czuję się teraz jak Wojciech z "Listów do M" opowiadający o pochodzeniu kolędy "Cicha noc" :D
Ostatnio oglądałam świąteczny serial netfliksa "Dash i Lily" i możecie wierzyć mi na słowo, uśmiechnęłam się do monitora, gdy główna bohaterka zwróciła komuś uwagę, że trzymana przez niego gałązka ostrokrzewu to nie jemioła, choć wielu ludzi myli te dwa pojęcia. Kochana Lily, ty moja bratnia duszo! 
Tak wiem, jestem okropnym czepiaczem-perfekcjonistą, zawsze muszę znaleźć coś do mnie wkurza i jestem znana z tego zarówno w domu jak i w pracy. 




Ostrokrzew to chyba najpopularniejszy motyw związany ze Świętami Bożego Narodzenia. Możemy go zobaczyć dosłownie wszędzie, zarówno w swojej żywej postaci, w wieńcach i zielonych dekoracjach, jak i w sztucznej formie, czy nawet narysowany. Zwykły papier do pakowania? Namalujmy na nim liście i czerwone kropki, będzie świątecznie! Mam ogromną słabość do tego motywu i zawsze chciałam odtworzyć ostrokrzew na paznokciach, niestety albo nie miałam odpowiedniej płytki, albo jak już miałam, to zabrakło mi czasu i było już po świętach.

W tym roku korzystając z mojego blogmasowego przedsięwzięcia planuję zrobić wiele rzeczy na które wcześniej nie miałam czasu. Przecież praca magisterska może poczekać, najlepiej w nieskończoność ;) Stąd oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam w końcu ostrokrzew na paznokciach. 




To przepiękne bordo to El Corazon No 423/503 Illusionist. Kupiłam ten lakier przy okazji zakupów z innymi bloggerkami. To lśniące bordo jest w mojej kolekcji od 4 lat. Wybrałam ten kolor, specjalnie na studniówkę mojego chłopaka, pamiętam że połączyłam je ze złotem i granatem, ale nie byłam za bardzo zadowolona z efektu końcowego, dlatego nigdy nie opublikowałam tego manicure. Potem przez dłuższy czas go nie używałam, bo nie wiedziałam z czym go połączyć. I miał jedną wadę - bardzo szybko wycierają się końcówki paznokci. I jeszcze jedną, choć dla niektórych może to nie być wada, ale mi przeszkadza: butelka jest bardzo wywrotna. Podczas jednego malowania przewróciłam ją kilka razy. Na szczęście nic nie pobrudziłam.  Ze stemplowymi naklejkami i podwójną warstwą topu trzymał się ok. 3 dni, tym razem nawet aż tak bardzo się nie zniszczył i nie powycierał. To z pewnością jeden z piękniejszych ale też wymagających lakierów w mojej kolekcji. 




Lakier w kolorze rosegold to Precision Red Velvet Cupcake. Kupiłam go na Eurofashion, tak jak pozostałe lakiery z tej firmy. Pokazywałam Wam już bordo z holo drobinkami. Zdradzę Wam też w sekrecie, że z tej marki pochodzi mój ulubiony, najbardziej świąteczny lakier jaki posiadam. Koniecznie będę go musiała pokazać na blogu. Wracając do rosegold - nie jest to czysty odcień różowego złotka, jest bardziej miedziany. W transparentnej różowawej bazie został umieszczony glitter w kolorze złota o ciepłym odcieniu. O dziwo krycie nie jest takie straszne jak na brokat, ja nałożyłam trzy warstwy, można też posiłkować się gąbeczką, ale ja wolę nie, nie przeszkadzają mi ewentualne prześwity.




Wzór ostrokrzewu  pochodzi z płytki Nicole Diary L13, którą dostałam rok temu od Born Pretty. Niestety aktualnie nie ma jej na stronie sklepu. W zeszłym roku użyłam jej np. do zdobienia z ośnieżonym lasem. Ma bardzo ciekawe wzory i wiele z nich strasznie mi się podoba, choć część jest zbyt duża na moje małe paznokcie (standard). 




Mam nadzieję, że Wam się spodoba. A Wy odróżniacie jemiołę od ostrokrzewu? :D


03 grudnia

BLOGMAS, dzień 3 - Moje najładniejsze zimowe zdobienia.

BLOGMAS, dzień 3 - Moje najładniejsze zimowe zdobienia.

Lubię od czasu do czasu wracać do swoich ulubionych zdobień i przypominać sobie kiedy je nosiłam, w jakich okolicznościach je robiłam, czym się inspirowałam. Dla mnie prawie każde zdobienie wiąże się z jakąś historią, wspomnieniem. Czasami przeglądając stare zdjęcia przypominają mi się chwile, które uleciały mi już z pamięci. 

A jak już jesteśmy przy ulubionych zdobieniach, to moimi najulubieńszymi są oczywiście świąteczne, choć kiedyś dodawałam w tym samym rzędzie jeszcze kwiaty i koronki... Teraz ewentualnie ze śnieżynkowymi i świątecznymi mogą konkurować abstrakcyjno-minimalistyczne i liściaste. Dlatego wiele radości sprawiło mi przeglądanie świąteczno-zimowych zdobień z ostatnich lat. Przed Wami #throwbackthursday Xmas Edition. 










Ciekawostka: wszystkie 5 powyższych zdobień pochodzi z jednego roku, a dokładnie 2018. Pisałam wtedy licencjat i jak widać, miałam wenę do zdobień, ale do pisania pracy jakoś nie :D Do tej pory są to moje ulubione zdobienia na święta jakie wykonałam. No bo czyż ten Mikołajek rozdający pingwinkom rybki przewiązane wstążką nie jest słodki? Albo bałwanek na łyżwach <3 
No dobra, to ostatnie jest lekko naciągane, ale w okresie zimowym jest dużo okazji do noszenia takich biżuteryjnych zdobień... No i to jedno z nielicznych zdobień na moich kwadratowych paznokciach, do którego wracam z sentymentem ;)
Poniżej pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć z instagrama, które nie były publikowane na blogu. 


Paznokcie z ostatniego zdjęcia nie są może najładniejszymi bożonarodzeniowymi paznokciami jakie stworzyłam, ale dzięki obecności mamy, babci i siostry jest to dla mnie magiczne zdjęcie. W tej rodzinie kobiety rządzą nie tylko w Święta :D

To cała galeria moich świątecznych inspiracji z ubiegłych lat. Mam ochotę na powtórzenie lub przerobienie kilku zdobień, ale nie wiem czy wystarczy mi czasu... A Wy macie może swoje ulubione bożonarodzeniowe paznokcie? Jakie kolory najczęściej wybieracie na Święta?