Witajcie :)
Tytuł posta trochę przewrotny. Sama miałam ogromny problem, bo kolor marsala bardzo mnie intrygował, ale nie umiałam się z nim polubić. Wiecie dlaczego? Problem tkwił w tym, że wybierałam zły odcień. Klasyczna marsala jest dla mnie o wiele zbyt ciemna, dlatego na początku wcale mi się nie podobała u mnie, u kogoś wyglądała na prawdę ładnie.
Wiem, że zostały jeszcze tylko 2 dni 'roku marsali' (i cieszę się, że zdążyłam z postem, bo wiecie jak to u mnie jest), ale jest to kolor na tyle uniwersalny i ma tyle zwolenników, że wciąż będzie popularny :)
Poszperałam w swoim helmerze i wydobyłam 3 lakiery, które mogę określić 'moją marsalą'. W takiej jaśniejszej wersji marsali czuję się wspaniale.
Na wzorniku widać różnicę między lakierami Essence. 111 english rose (od lewej) jest chłodny i trochę ciemniejszy, z kolei 48 my love diary ma takie ceglane tony, jest zdecydowanie cieplejszy.
Postanowiłam stworzyć zdobienie z każdym z odcieni. Do każdego wykorzystałam płytkę BP-L003, którą otrzymałam z Born Pretty Store w ramach współpracy. Na tej płytce znajdują się same duże wzory, więc nada się również dla posiadaczek długich paznokci :)
Essence The Gel 48 my love diary
Essence Colour&Go 111 english rose
Manhattan Lotus Effect 53S (+ maziaje dodane srebrnym lakierem metodą suchego pędzla)
Zdecydowanie moim ulubieńcem jest Essence The Gel 48. Nie wiem dlaczego tak mi się podoba, może to połączenie ze złotem tak do mnie przemawia :) Na + jest też formuła, bardzo polubiłam się z lakierami z tej serii, więc nie tylko ma najładniejszy kolor z całej trójki, ale także właściwości. Manhattan również bardzo mi się podoba i na pewno będę go często używała :)
A wam który najbardziej przypadł do gustu? :)
Podobał wam się kolor marsala? Czy może cieszycie się już na kolory roku 2016 - rose quartz i serenity? :)












