Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stemple. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stemple. Pokaż wszystkie posty

09 grudnia

Pierwszy śnieg - #zimazowidia. BLOGMAS 2021

Pierwszy śnieg - #zimazowidia. BLOGMAS 2021
Zastanawiałam się, czy dodawać moje zdobienia na projekt również na bloga. Tak długo myślałam, że aż się spóźniłam z pierwszym tygodniem i jest już połowa drugiego :D Na instagramie na szczęście post pojawił się na czas. 

Oczywiście śnieżynki nosiłam już w tym roku kilka razy, ale do projektu wybrałam bardzo klasyczną odsłonę śnieżynkowych paznokci: granatowe tło i białe gwiazdki.






Niedawno swoje urodziny obchodziła nasza lakierowa koleżanka Kasia Lochnailsmonster i razem z dziewczynami z urodzinowej grupy tworzyłyśmy dla niej kolaż, którego motywem przewodnim były zdobienia inspirowane pracami Kasi. Ja finalnie wysłałam inne zdobienie, bo dziewczyny tworzyły jeszcze w klimacie jesiennym i nie chciałam wyskakiwać z moimi śnieżynkami jak Filip z konopi, ale zachowałam je na później i na pierwszy tydzień projektu było jak znalazł.
 




Lakier, który stworzył mi takie piękne tło pod śnieżynki, to stary i zapomniany Avon Speed Dry o nazwie Underworld. Musiałam go od kogoś dostać lub wygrać w rozdaniu, bo znalazłam go w kącie Helmera przy remontowych porządkach, nie przypominam sobie, żebym go używała. 

Lakier jest wyjątkowy. W granatowej bazie ma niebieski i zielonkawy shimmer oraz kawałki folii, która w połączeniu ze śnieżynkami sprawia wrażenie kawałków lodu. Niestety nakłada się go ciężko - malowałam tak jak zwykle, cienkimi warstwami a cały czas miałam wrażenie, że lakier ucieka mi z paznokcia, jakby zostawał na pędzelku, a na paznokciu miałam brudne niebieskie smugi, które w dodatku szybko zasychały i przy nakładaniu kolejnej warstwy potwornie się mazały. Znalazłam jednak na to sposób - bardzo szybkie nakładanie i grubsza warstwa produktu.


Do zdobienia użyłam:
lakier Avon Underworld
biały lakier do stempli B. loves plates BLP02 B. an Arctic Snow
płytki Born pretty BP-L018 (pierwsza wersja z matrioszkami, już niedostępna)




06 października

Moje paznokcie wakacyjne (i jednocześnie zaręczynowe!)

Moje paznokcie wakacyjne (i jednocześnie zaręczynowe!)
Jak wiecie, maluję paznokcie klasycznymi lakierami. Na tyle dobrze mi się utrzymują, że nie ma sensu robić hybrydy, zwłaszcza że mój odrost po 4-5 dniach wygląda jak u niektórych po dwóch tygodniach. Dlatego nawet na wakacje jeżdżę z klasycznymi paznokciami. Z doświadczenia wiem, że dzięki odpowiedniej technice malowania i lakierom, których używam, paznokcie przetrwają bez większych uszczerbków nawet do 7 dni, czyli (zazwyczaj) do końca wyjazdu. 
Oczywiście zawsze zabieram ze sobą najważniejsze produkty niezbędne do wykonania nowego manicure w warunkach polowych. 


Nowy manicure na wakacjach: co zabieram ze sobą?

W zasadzie to zabieram te same produkty, które są mi niezbędne do zrobienia nowych paznokci w domu. Na szczęście do tej pory zawsze jeździliśmy na wakacje samochodem, więc nadmierny bagaż nie jest problemem ;) 

Paznokcie w monstery wykonałam na kilka godzin przed wyjazdem


Oczywiście nie jest tego wszystkiego aż tak dużo, choć lista wydaje się długa:
- płyn do usuwania skórek (u mnie niezmiennie od lat Sally Hansen)
- cążki i radełko do skórek
- odżywka do paznokci lub baza pod lakier
- jeden lub dwa lakiery do paznokci w uniwersalnym kolorze
- top coat 
- zmywacz do paznokci w małej pojemności (lub w chusteczkach)
- kilka wacików kosmetycznych
- mały pędzelek do czyszczenia skórek

Czasami zabieram ze sobą jeszcze płytkę do stempli, stempel, zdrapkę i taśmę klejącą (zamiast rolki do czyszczenia ubrań do usuwania resztek ze stempla).


Jak zorganizować sobie miejsce do malowania paznokci na wakacjach?

Po tylu latach malowania paznokci, przestrzeń nie stanowi dla mnie większego wyzwania. W liceum malowałam koleżankom paznokcie na lekcji religii w ostatniej ławce, albo w szatni w piwnicy, przy gołej żarówce (prawie w ciemności). W domu moje stanowisko do malowania paznokci musi być dobrze zorganizowane, ale na wakacjach wystarczy mi dosłownie kawałek blatu i krzesło. Światło też jest dość ważne. 
Innym istotnym elementem jest zabezpieczenie blatu. Nie chciałabym zniszczyć zmywaczem czy lakierem cudzej własności, więc zawsze podkładam sobie jakiś ręcznik czy ścierkę i na to kładę ręcznik papierowy.

Zdobienie wykonane już na wakacjach, roboczy tytuł to "spienione fale na piasku" (jedynie lakier + stemple na całości)


Przy okazji, to było moje pierwsze zaręczynowe mani

Po co marnować czas na wakacjach na malowanie paznokci?

To dobre pytanie. W zeszłym roku byliśmy nad morzem tydzień, zabrałam ze sobą cały paznokciowy ekwipunek, a do domu wróciłam z tymi samymi paznokciami, z którymi nad morze pojechałam. Zwyczajnie nie miałam ochoty siadać do paznokci. Pogoda nie była zła (tzn. codziennie padało, ale było ciepło), dużo czasu spędzaliśmy na plaży i spacerach.
W tym roku byliśmy nad morzem aż 11 dni, z czego mnóstwo czasu spędzaliśmy w pokoju, bo było zimno, wiało, jeden dzień lało od rana do wieczora, obydwoje się przeziębliśmy... Skoro i tak siedziałam w pokoju, to sobie malowałam paznokcie. No i zdjęcia z zaręczynowej sesji z obdartym lakierem na paznokciach... tak średnio :D

Teraz po prostu mogę sobie na to pozwolić. Nie mam dzieci, które trzeba zająć, zwłaszcza gdy jest brzydka pogoda, a mój Narzeczony rozumie i szanuje to, że potrzebuję chwili dla siebie.


Paznokcie w klimacie naszych wakacji - miały obrazować nieustanny sztorm. Równie proste jak pierwsze.




Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kto nie maluje paznokci, albo stawia na hybrydy czy żele, mój wpis może wydawać się śmieszny, ale nikt tak nie zrozumie drugiej lakieromaniaczki jak inna lakieromaniaczka. Poza tym to działa też w drugą stronę - nie skupiam się już tak na wakacyjnej kosmetyczce do makijażu: krem bb z spf, puder transparentny, zalotka do rzęs, żel do brwi i jestem gotowa. Powiedziałabym nawet, że mój Narzeczony zabiera tyle samo kosmetyków do włosów i brody, co ja do makijażu :D


Z tegorocznych wakacji wróciłam jako narzeczona. Jestem na prawdę niesamowicie szczęśliwa i kompletnie się tego nie spodziewałam! (chociaż po prawie 9 latach nie powinnam być zaskoczona - tak powiedział mi mój tata xD) Do końca wakacji trzymaliśmy wszystko w tajemnicy, żeby pierwsi dowiedzieli się nasi rodzice (osobiście, nie z facebooka czy instagrama), choć ciężko było nikomu się nie pochwalić, gdy ma się ochotę krzyczeć jak Monica z Friendsów :D Dlatego też dopiero teraz chwalę się tym faktem tutaj. 




30 lipca

Wracam do blogowania! Kwiatowe zdobienie paznokci w letnich kolorach.

Wracam do blogowania! Kwiatowe zdobienie paznokci w letnich kolorach.

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że w końcu mogę tu wrócić. Ostatnie pół roku było bardzo intensywne, ale mam nadzieję, że teraz już będę mogła się skupić na sobie i swoich zainteresowaniach. Na instagramie dodałam obszerną relację o tym, czym zajmowałam się gdy mnie nie było, ale pochwalę się jeszcze raz. Ukończyłam studia magisterskie, we wrześniu będę szukała nowej pracy, pochłonął mnie remont pokoju i lakierowego kącika... 
No i jak widać zmieniłam kształt paznokci! Na instagramie pojawiło się w międzyczasie kilka postów z moimi paznokciami w nowej odsłonie, ale mam nadzieję, że tutaj również przyjmiecie je ciepło. Ja jestem absolutnie zachwycona moimi kwadracikami. Mam w głowie pewien pomysł na post, w którym napiszę o nich coś więcej. 




Przez ostatnie pół roku rzadko nosiłam zdobienia, raczej malowałam paznokcie na jeden kolor, albo nosiłam samą odżywkę. Postanowiłam, że skoro i tak noszę jednokolorowe paznokcie, to będę sobie swatchowała różne lakiery z mojej kolekcji, szczególnie takie mniej używane, czy zapomniane... A skończyło się na tym, że całą zimę i pół wiosny nosiłam po kolei wszystkie odcienie czerwonych lakierów do paznokci jakie tylko posiadam :D

Tak też narodził się pomysł na zdobienie z użyciem żółtego neonowego lakieru LeMax... 




Nie wiem czy są tutaj jeszcze inne paznokciowe dinozaury jak ja, które pamiętają szał na marmurki Lemax sprzed... 8 lat. *Storytime* Najpierw wyszła kolekcja pięciu pastelowych marmurków: beż, biały, jasnożółty i dwa odcienie różu z czarnymi drobinkami. Ojejunciu jakie one były piękne! Akurat poszłam do liceum i pamiętam, że znalazłam je w Chińczyku i kupiłam od razu trzy: biel, beż i róż. Każdy za zawrotne 3,50 :D Były dostępne w sklepach typu "Wszystko za x zł", czy Chińczykach, na bazarkach... Żeby było zabawniej, można było je dorwać w totalnie różnych buteleczkach. Ja miałam takie duże kule, ale były też owalne i płaskie buteleczki, a nawet takie w kształcie gwiazdki :D Pół roku później, na wiosnę 2014 wyszła kolekcja neonowa, już w ujednoliconych buteleczkach, takich kanciastych. Ja z tej kolekcji złowiłam pomarańcz i zieleń. 

Żółty neon i pastel wygrałam w jakimś rozdaniu trochę później i tak sobie stały w Helmerze aż do 2021 roku, zupełnie nieużywane. 






Niestety na zdjęciach kolor lakieru wyszedł zbyt ciepły. Lepiej oddaje go buteleczka niż paznokcie. Lakiery Lemax były określane jako neonowe, ale to nie były to takie typowe zakreślaczowe neony. Może też dlatego się nimi zainteresowałam, bo nie przepadam za neonami-żarówami, które wypalają oczy przy jednym spojrzeniu ;) Żółty neon kryje po 3 warstwach, oczywiście na moich krótkich paznokciach. Gdybym miała dłuższe, to pewnie potrzebowałabym więcej warstw żeby zakryć białe końcówki. Szybko wysycha i ma żelkowe wykończenie. Czarne drobinki nie wystają poza taflę lakieru, nie haczą, a po pokryciu topem całość pięknie lśni. 

Nie mam pojęcia, czy da się gdzieś kupić lakiery Lemax stacjonarnie, ale wyszperałam na allegro cały zestaw pastelowych marmurków za zawrotne 18 złotych klik!. Neonowych marmurków niestety nie znalazłam, a szkoda, bo zielony chętnie bym sobie odkupiła. Mój zgluciał i musiałam go wyrzucić. 





Oprócz pięknego neonowego maczku postanowiłam odkurzyć moje ulubione stemple. W jednej z ostatnich paczek od Born pretty znalazłam świetną płytkę Flower Tango L003 (#49338) z wzorami kwiatowo-roślinnymi, a jak wiecie, takie lubię najbardziej (zaraz obok śnieżynek). Jak przy większości płytek tej firmy, nie miałam żadnych problemów z odbijaniem wzorów. To co mnie cieszy, to fakt, że wzory są dość drobne, co przy moich małych paznokciach (a teraz jeszcze krótszych niż wcześniej) jest bardzo ważne. 

Wybrałam jeden z wzorów, odbiłam go lakierem Essence Colour Boost Instant Match 11 i pokolorowałam. Strasznie tęskniłam za stemplowymi naklejkami. W ogóle to połączenie niebieskiego z białym przywodzi mi na myśl malowaną porcelanę, ale dodatek żółtego trochę to przełamuje. 



Przy okazji tworzenia tego zdobienia miałam pewną refleksję. Maczki z Lemaxa były strasznie popularne te 7-8 lat temu... Magnetyczne czy termiczne lakiery do paznokci jeszcze wcześniej. Jednak gdy produkt tego typu zostaje przełożony na lakier hybrydowy, to nagle ogłasza się go mianem super innowacji i nowego trendu w zdobieniu paznokci. Jaki nowy trend ja się pytam, jak to jest odgrzewany kotlet sprzed iluś tam lat, tylko nikt o nim nie pamięta, bo mało kto maluje już paznokcie zwykłymi lakierami? W tym roku również widziałam pastelowe (i żywsze) kolory z czarnym maczkiem w kolekcjach wiosenno-letnich u marek produkujących lakiery hybrydowe. Nie każda nowość jest jednak takim odkryciem jakby się zdawało ;)

19 stycznia

Winter Wonderland. Zimowe zdobienie z gałązkami.

Winter Wonderland. Zimowe zdobienie z gałązkami.

Sleigh bells ring, are you listening, 
In the lane, snow is glistening 
A beautiful sight, We're happy tonight. 
Walking in a winter wonderland.
- Michael Buble "Winter Wonderland"



Zima nie jest może moją ulubioną porą roku, ale potrafię docenić jej piękno. Niestety w ostatnich latach nie mamy szczęścia do śniegu, ale za to zdarzają się przymrozki. Niby nic miłego, trzeba się ciepło ubrać i jak najszybciej dotrzeć do pracy i szkoły, a potem do domu, a najlepiej jeszcze od razu rozgrzać się gorącą herbatą lub kawą. Na pewno jednak nieraz zwróciłyście uwagę na piękne wzory malowane przez mróz. Nie mogę oderwać oczu od tych białych mroźnych kwiatuszków, które widzę w zimowe poranki na bramie, akurat tam są widoczne najlepiej. Albo zmarznięte gałązki krzewów w ogrodzie otoczone igiełkami mrozu. 





Takie dokładnie było moje wyobrażenie o tym zdobieniu. Gałązki zmarzniętych krzewów w zimowy poranek. Specjalnie wybrałam na tło szarobłękitny odcień bieli, bo dzień się dopiero zaczyna, śnieg będzie całkiem biały dopiero w pełnym słońcu. Temperatura powoli rośnie. Dopiero zaczyna się świt, robi się coraz jaśniej. Gałązki dzikiej róży, głogu i kaliny pokryte są lekkim szronem, który zniknie gdy ogrzeją go pierwsze promienie słońca.





Zimowe zdobienia to nie tylko śnieżynki, swetry czy mikołaje. Zima kryje w sobie wiele pięknych motywów, nawet te liściaste i kwiatowe. Muszę w końcu zrobić paznokcie z gwiazdą betlejemską (poinsecją), bo ciągle odkładam to na później, a to taki piękny motyw! Zaczęłam jednak od tych zimowych gałązek, bo pomysł na nie miałam w głowie już od zeszłego sezonu. 
Wzór pochodzi z tej samej płytki, co niedawno pokazywany przeze mnie ostrokrzew (nie jemioła!). Płytki Nicole Diary niestety wciąż nie ma na stronie, ale pewnie da się ją kupić na Aliexpres. 






Jednak po dwóch dniach noszenia całych paznokci wymalowanych w zimowe gałązki, postanowiłam coś zmienić. Zmyłam dwa paznokcie i pomalowałam je lakierem, który jest dla mnie kwintesencją Świąt w buteleczce, czyli Precision Twinkle Toes.

W żelkowej malinowo-czerwonej bazie znajduje się mnóstwo brokatu. Sam lakier daje pełne krycie po 3-4 warstwach (na moich ciemnych końcówkach raczej 4), ale ja nakładam go na warstwę czerwonego lakieru. Polecam nakładać szybkoschnący top, bo jedyną wadą tej pięknej czerwieni jest właśnie czas wysychania. 




Pewnie wielu to zdobienie wyda się nieco świąteczne i jest w tym trochę racji, bo wykonałam je w grudniu. Nie do końca wyrobiłam się z blogmasem, choć przygotowałam kilka wpisów na zapas, ale albo nie ogarnęłam zdjęć, albo coś innego stanęło mi na przeszkodzie. Nie zamierzam jednak rezygnować zupełnie z zimowych zdobień. Jeszcze nie. Muszę się nacieszyć śnieżynkami zanim nadejdzie wiosna. 

 

15 grudnia

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

BLOGMAS, dzień 15. Zimowe twin mani z Malinailą.

Oh, the weather outside is frightful
But the fire is so delightful
And since we're no place to go
Let it snow, let it snow, let it snow

- Dean Martin Let it snow!


Dziś mam dla Was szczególny post, bo mam do pokazania aż dwa mani, z czego to drugie nie zostało stworzone przeze mnie, tylko przez Weronikę, którą na pewno znacie z bloga Malinaila oraz instagrama o tej samej nazwie. Rok temu miałam przyjemność współpracować z Weroniką pierwszy raz, stworzyłyśmy wtedy zdobienie z wzorem lakieru do paznokci z płytki B.00 rainbows and unicorns. Tym razem wybrałyśmy wspólny motyw, czyli grafikę z misiem polarnym i te same kolory. Technika tym razem była dowolna, bo niestety nie podołałam ręcznym malowankom i mój miś wyglądał lekko obscenicznie xD



No i jak nam poszło? ;)

Jak widzicie, Weronika wiernie odwzorowała misia, a nawet napis! Chciałabym mieć takiego skilla we freehandzie ;) Na szczęście na ratunek przybyły mi stemple. Co ja bym bez nich zrobiła? Pewnie nosiłabym gładkie paznokcie. Albo w końcu musiałabym się nauczyć jak się poprawnie trzyma pędzel w dłoni :D U Weroniki na blogu widnieje wpis, gdzie dowiecie się, jak namalować takiego misia oraz poznacie technikę malowania śnieżynek za pomocą farbek akrylowych, klik!

Inspiracją do naszego zdobienia była grafika Nastji Holtfreter, ilustratorki i autorki książek dla dzieci. Zobaczcie te urocze zwierzątka na instagramie autorki klik! Ja osobiście jestem fanką owieczki w zimowym sweterku i lamy w świątecznym ponczo.


Niżej napiszę kilka słów o tym, jak powstawało moje zdobienie.






Moje zdobienie dzięki stemplom nie było zbyt skomplikowane, ale czasochłonne, bo łączyłam różne wzory z różnych płytek i stemplowałam dwoma lakierami - białym i czarnym. Zaczęłam od naklejki z misiem robionej techniką reverse stamping. Wzór pochodzi z płytki Born Pretty Christmas L002. Misiaczka odbiłam czarnym lakierem, oczyściłam ze stempla otaczające go śnieżynki, pokolorowałam go na biało i dodałam czerwony szaliczek. 

Podczas gdy misiek wysychał na stemplu, odbiłam na pozostałych paznokciach śnieżynki z innej płytki, a dokładnie z zeszłorocznej Born Pretty Christmas L006. Niestety nie mogę jej podlinkować, bo nie ma jej w tym momencie na stronie, ale ma na prawdę świetne wzory, które nieczęsto są spotykane na innych świątecznych płytkach. Na środkowym palcu odbiłam cały zwór, a na małym i wskazującym tylko fragment motywu. Dodałam też więcej białych kropeczek między śnieżynkami. 

Gdy misio troszkę wysechł, przeniosłam go na paznokieć serdeczny i kciuk, a potem odbiłam białym lakierem pojedyncze śnieżynki, które go otaczały na płytce i białą zaspę, na której siedział. Dodałam też białe kropeczki. Tak, te białe kropeczki to freehand na miarę moich możliwości :D


Kciuk dla zobrazowania mojej instrukcji





Tak na prawdę do tego zdobienia wykorzystałam dwa kolory, biel i granat. Może nie kojarzą się bardzo świątecznie w tym połączeniu, ale zimowo na pewno. Zwróćcie uwagę na to metaliczne wykończenie! Lakiery o tym wykończeniu mogą dla mnie nie istnieć przez cały rok, ale zimą zakochuję się w nich co roku od nowa. A potem wiosną znikają w szufladzie i czekają na kolejną zimę. Ten piękny metalik Golden Rose Rich Color 59 był hitem zeszłorocznej zimy. Pokazywałam go Wam na instagramie w zdobieniu z bombką 3D tu i tu. Teraz sobie przypomniałam, że nie tylko dobór kolorów, ale i samych lakierów miałam wtedy identyczny! Bo również stemplowałam bielą od B. loves plates BLP02 B. an arctic snow. Tyle tylko że do tegorocznego zdobienia otworzyłam nową buteleczkę, bo w starej nic już nie zostało.






Dziękuję Ci Weronika za super zabawę! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś coś razem zmalujemy <3 

08 grudnia

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze
W weekend zrobiłam sobie wolne od blogmas i przeciągnęło się ono aż do dziś. Wzięłam w pracy dwa dni wolnego żeby pozałatwiać sprawy związane z pracą magisterską (i nawet udało mi się cokolwiek napisać!) no i oczywiście z prezentami. Jest 8. grudnia a ja mam praktycznie wszystko, to czego nie mam właśnie idzie pocztą, a trzy prezenty są już nawet owinięte w papier! Właśnie tak lubię, wolę nie zostawiać rzeczy na ostatnią chwilę. No chyba że związanych z nauką, te odciągam w nieskończoność :D
Zdobienie z zeszłego roku, ale nie mogłam przecież trzymać go na dysku. Co prawda opublikowałam je na Instagramie, ale jest tak urocze, że zasługuje na szczególne miejsce również tutaj. Uwielbiam motywy z norweskich swetrów. Nie na darmo jestem szwedystką i kocham wszystko co skandynawskie, począwszy od języków, na stylu i ubraniach skończywszy. 

Sweter z reniferem od razu kojarzy mi się z zimą i świętami. Sama chętnie kupiłabym sobie taki, z pewnością nosiłabym go cały grudzień i pół stycznia :D Szukałam nawet czegoś podobnego na vinted, ale niestety nie udało mi się. No bo kto nie lubi otulić się ciepłym swetrem, gdy za oknem pada śnieg, albo co gorsza deszcz? Tylko ciepły sweter, skarpety, koc i kakao mogą uratować tę sytuację. Ewentualnie można wymienić kakao na kawę.






Standardowo większość swetrów świątecznych jest czerwona, czerwono-biała, ewentualnie z zielonymi czy granatowymi akcentami. Ja poszłam jednak w otulającą szarość z białymi splotami. Wzór renifera, pochodzi z płytki BPL-032 z Born Pretty, połączyłam go z wzorem swetrowego splotu na pozostałych paznokciach. Ten konkretny splot pochodzi z płytki Beauty Big Bang 05. Wzory odbijałam moim ulubionym białym lakierem do stempli z B. loves plates - BPL02 B. an arctic snow. Musiałam go odkupić przy okazji zakupów na black friday, bo już dawno mi się skończył i tylko czekałam na okazję.
 





Grafitowy lakier to Essie Cashmere Bathrobe. Już sama nazwa jest taka przytulna, że idealnie pasuje do takich milusich sweterkowych zdobień. Ten lakier mam w swojej kolekcji od dawna i przywołuje masę miłych wspomnień, bo dostałam go na 18 urodziny od przyjaciółki. Bardzo go lubię i nosiłam go już wiele razy. Najbardziej podoba mi się w macie, kiedy błyszczące drobinki są takie lekko przytłumione i sprawiają wrażenie czegoś miękkiego i puszystego, coś jak hybrydy Semilac z kolekcji Sweather Weather.



Lubicie sweterkowe zdobienia? Macie w swojej kolekcji lakiery z historią?

04 grudnia

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

It's beginning to look a lot like Christmas, 
Toys in every store, 
But the prettiest sight to see, 
Is the holly that will be, 
On your own front door. 
Sure it's Christmas, Once more.
- Michael Bublé It's beginning to look a lot like Christmas


Ostrokrzew to nie jemioła!



Zawsze myślałam, że tylko mnie to wkurza, gdy ktoś myli te dwie świąteczne roślinki i podpisuje zielone ostre listki z czerwonymi kuleczkami jako "mistletoe". Przecież jemioła wygląda zupełnie inaczej! Ostrokrzew to właśnie "holly", jak w wyżej zacytowanej piosence, czy w starej i wszystkim znanej "Deck the halls with boughs of holly". Czuję się teraz jak Wojciech z "Listów do M" opowiadający o pochodzeniu kolędy "Cicha noc" :D
Ostatnio oglądałam świąteczny serial netfliksa "Dash i Lily" i możecie wierzyć mi na słowo, uśmiechnęłam się do monitora, gdy główna bohaterka zwróciła komuś uwagę, że trzymana przez niego gałązka ostrokrzewu to nie jemioła, choć wielu ludzi myli te dwa pojęcia. Kochana Lily, ty moja bratnia duszo! 
Tak wiem, jestem okropnym czepiaczem-perfekcjonistą, zawsze muszę znaleźć coś do mnie wkurza i jestem znana z tego zarówno w domu jak i w pracy. 




Ostrokrzew to chyba najpopularniejszy motyw związany ze Świętami Bożego Narodzenia. Możemy go zobaczyć dosłownie wszędzie, zarówno w swojej żywej postaci, w wieńcach i zielonych dekoracjach, jak i w sztucznej formie, czy nawet narysowany. Zwykły papier do pakowania? Namalujmy na nim liście i czerwone kropki, będzie świątecznie! Mam ogromną słabość do tego motywu i zawsze chciałam odtworzyć ostrokrzew na paznokciach, niestety albo nie miałam odpowiedniej płytki, albo jak już miałam, to zabrakło mi czasu i było już po świętach.

W tym roku korzystając z mojego blogmasowego przedsięwzięcia planuję zrobić wiele rzeczy na które wcześniej nie miałam czasu. Przecież praca magisterska może poczekać, najlepiej w nieskończoność ;) Stąd oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam w końcu ostrokrzew na paznokciach. 




To przepiękne bordo to El Corazon No 423/503 Illusionist. Kupiłam ten lakier przy okazji zakupów z innymi bloggerkami. To lśniące bordo jest w mojej kolekcji od 4 lat. Wybrałam ten kolor, specjalnie na studniówkę mojego chłopaka, pamiętam że połączyłam je ze złotem i granatem, ale nie byłam za bardzo zadowolona z efektu końcowego, dlatego nigdy nie opublikowałam tego manicure. Potem przez dłuższy czas go nie używałam, bo nie wiedziałam z czym go połączyć. I miał jedną wadę - bardzo szybko wycierają się końcówki paznokci. I jeszcze jedną, choć dla niektórych może to nie być wada, ale mi przeszkadza: butelka jest bardzo wywrotna. Podczas jednego malowania przewróciłam ją kilka razy. Na szczęście nic nie pobrudziłam.  Ze stemplowymi naklejkami i podwójną warstwą topu trzymał się ok. 3 dni, tym razem nawet aż tak bardzo się nie zniszczył i nie powycierał. To z pewnością jeden z piękniejszych ale też wymagających lakierów w mojej kolekcji. 




Lakier w kolorze rosegold to Precision Red Velvet Cupcake. Kupiłam go na Eurofashion, tak jak pozostałe lakiery z tej firmy. Pokazywałam Wam już bordo z holo drobinkami. Zdradzę Wam też w sekrecie, że z tej marki pochodzi mój ulubiony, najbardziej świąteczny lakier jaki posiadam. Koniecznie będę go musiała pokazać na blogu. Wracając do rosegold - nie jest to czysty odcień różowego złotka, jest bardziej miedziany. W transparentnej różowawej bazie został umieszczony glitter w kolorze złota o ciepłym odcieniu. O dziwo krycie nie jest takie straszne jak na brokat, ja nałożyłam trzy warstwy, można też posiłkować się gąbeczką, ale ja wolę nie, nie przeszkadzają mi ewentualne prześwity.




Wzór ostrokrzewu  pochodzi z płytki Nicole Diary L13, którą dostałam rok temu od Born Pretty. Niestety aktualnie nie ma jej na stronie sklepu. W zeszłym roku użyłam jej np. do zdobienia z ośnieżonym lasem. Ma bardzo ciekawe wzory i wiele z nich strasznie mi się podoba, choć część jest zbyt duża na moje małe paznokcie (standard). 




Mam nadzieję, że Wam się spodoba. A Wy odróżniacie jemiołę od ostrokrzewu? :D