Pokazywanie postów oznaczonych etykietą double stamping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą double stamping. Pokaż wszystkie posty

01 listopada

Emo paznokcie. Halloween 2020

Emo paznokcie. Halloween 2020

Nigdy nie obchodzę Halloween, ale tematyczne paznokcie to zupełnie coś innego. W tym roku postanowiłam cofnąć się w czasie o 10, 11 lat i stworzyć paznokcie w stylu charakterystycznym dla subkultury emo. Przebierać się nie będę, bo zupełnie nie mam na to ochoty, ale od czego jest wyobraźnia ;)

Znów mam 12 lat, grzywkę na bok, krótką spódniczkę z zakładkami, zmienia się mój gust muzyczny: zaczynam swoją przygodę z metalem, a gdy rodziców nie ma w domu pożyczam czarną kredkę do oczu mamy i ćwiczę swoje umiejętności przed lustrem. A na gadu-gadu koniecznie muszę mieć ustawiony jakiś depresyjny opis. Gdybym malowała wtedy paznokcie, to na pewno nosiłabym dokładnie takie!






Jeśli nie pamiętacie dokładnie jak wyglądali Emo i czym charakteryzowała się ta grupa, to przytoczę Wam kilka wiadomości:

Emo można podciągnąć pod kontrkulturę, ponieważ ich pojawienie się było swoistym sprzeciwem przeciw materialistycznemu i wulgarnemu stylowi życia amerykańskich raperów. Według Emo ich kultura to nie styl bycia a raczej stan ducha. Prawdziwy Emo to osoba dość depresyjna i introwertyczna, zamknięta w sobie, uważająca że nikt na świecie nie jest w stanie zrozumieć jego bólu egzystencjalnego- oprócz oczywiście innych Emo (...).

W stylu Emo możemy dopatrzeć się zapożyczeń z kilku innych subkultur. Noszą się podobnie do punków i gothów. Charakterystyczne są długie skośne grzywki zasłaniające twarz, potargane włosy przeważnie przefarbowane na czarno, blady makijaż, w którym mocno podkreślone są oczy. Spodnie rurki, stare trampki i koszulki z ukochanym zespołami. Ulubiony kolor to oczywiście czarny, ale także fiolet, czerwień i róż. W tych koniecznie trzeba też mieć pomalowane paznokcie. Mimo że ich wygląd jest dość mroczny nie stronią od ubrań na których widnieje słodki kotek czy miś. Moda Emo jest modą unisex.

źródło: klik!



Ze mną w sumie tak było. Nie odnajdywałam się w towarzystwie klasy, gdzie większość słuchała rapu czy reggae. Zawsze byłam osobą introwertyczną, która lepiej bawi się przy książce, niż w towarzystwie ludzi, więc kultura emo trafiła na podatny grunt. Melancholijna natura i skłonność do przemyśleń idealnie wpisywała się w myśl przewodnią tej kultury, czyli sens życia, a raczej jego brak. Obecnie trochę mnie to śmieszy, ale ta subkultura, czy kontrkultura mogła wyrządzić dorastającemu człowiekowi sporą krzywdę, jeśli nie miał odpowiedniego wsparcia w bliskich, którzy w odpowiedniej chwili mogliby pomóc. 

Jednak mimo wszystko z dozą rozrzewnienia wspominam czasy, gdy byłam nastolatką, życie było proste, a problemy pierwszego świata ograniczały się do tego, że pani od maty zadała więcej, albo że trzeba się przygotować do olimpiady z niemieckiego. Emo po jakimś czasie przekształciło się w zamiłowanie do metalu i rocka i tak już zostało. Z tym że oczywiście nie chodzę już w glanach i nie noszę agrafki zamiast kolczyka. Teraz mój styl określiłabym raczej jako modern retro.




Do moich emo paznokci postanowiłam wybrać sobie trzy motywy, które najbardziej kojarzą mi się ze stylem emo: słodkie czaszki, połączenie różu z czernią i paski. 

Wcale nie było tak łatwo znaleźć w mojej kolekcji odpowiedni odcień różu, bo jak wiecie nie przepadam za bardzo za tym kolorem. W końcu postawiłam na róż od Kinetics,  o jakże adekwatnej nazwie Sweet but psycho, po prostu idealna dla emo girl!

Wykorzystałam wzory z dwóch płytek B. loves plates. Paski pochodzą z płytki B.07 beauty of simplycity, a czaszki z halloweenowej oczywiście - B.09 spooky halloween. Żeby nadać całości troszkę głębi, najpierw wystemplowałam wzory pastelowym różem (Colour Alike - Sweetheart), następnie odbiłam to samo za pomocą czerni, przesuwając stempel o dosłownie mniej niż 1mm. W ten sposób powstał nam kontur wystający lekko spod wzoru. Oczywiście mogłam użyć bieli zamiast pastelowego różu, ale zależało mi na takim właśnie delikatniejszym efekcie. 





Ostatnio jakoś tak polubiłam ozdabianie i robienie zdjęć mojego kciuka. Reszta paznokci jest dość wąska i nie wszystkie wzory da się na nich dokładnie wyeksponować, postanowiłam więc jeszcze częściej ozdabiać kciuk, żeby lepiej oddać cały wzór. Co o tym sądzicie?






Choć fanką różu już nie jestem (i nawet jak bliżej mi było do emo girl, to jakoś za nim nie przepadałam), to bardzo podobało mi się to zdobienie. Fajnie było znów poczuć się jak nastolatka. Chyba muszę częściej powracać do korzeni i tworzyć inne zdobienia inspirowane przeszłością. Może innym razem pomaluję paznokcie w stylu metal girl? ;)



26 października

#ypslackiertchallenge - Pumpkin Party. Dyniowe paznokcie

 #ypslackiertchallenge - Pumpkin Party. Dyniowe paznokcie

Dynie. W sezonie jesiennym widzimy je na każdym kroku. Można przerobić ją dosłownie na wszystko, bo jej smak jest raczej neutralny. Na ciasto, zupę krem, makaron, co tylko chcecie. Podobno nawet kawę, choć słyszałam, że ta słynna pumpkin spice latte, to po prostu latte z przyprawą korzenną. Kolejna niepopularna opinia z mojej strony: nie cierpię dyni. Jak muszę, to zjem zupę krem lub ciasto, ale nie odczuwam jakiejś dużej przyjemności z jedzenia tego warzywa. Niemniej jednak jest to symbol jesieni i także Halloween. Na pewno nie tylko moim pierwszym skojarzeniem z tym świętem jest wydrążona dynia. 








Znowu zdecydowałam się wziąć udział w projekcie u koleżanki zza zachodniej granicy. Tym razem Steffy Yps lakiert postanowiła zorganizować dla nas jesienną zabawę. Zaglądajcie na jej bloga i instagram. Pozwoliłam sobie odpuścić pierwszy temat, bo nie jestem i nigdy nie byłam fanką zwierzęcych wzorów. Wiem, że można to obejść, ale już wiele razy robiłam to w projektach, kiedyś zmalowałam krowie łatki, innym razem motyle... Tym razem po prostu nie miałam ochoty ;)
Dynie i inne tematy jednak bardzo mi pasują ;)





Ten przepiękny oliwkowy lakier pochodzi z najnowszej kolekcji lakierów Maga Jesień/Zima 2020 (choć na nalepce pod lakierem mam napis Jesień/Zima 2021, Maga zagięła czasoprzestrzeń? :D) i nosi oznaczenie 7Z Los Moros. Ja kupiłam go w drogerii, ale lakiery są dostępne także online, w sklepie firmowym Maga. A co sama firma pisze o swojej nowej kolekcji?

Ekspresyjna, prowokacyjna, awangardowa – Jesień/Zima 2020 to sezon zaskakujący nieszablonowymi trendami w zestawieniach kolorów!
Odrzuć schematy, przełam konwenanse, eksperymentuj – wyraź SIEBIE kolorami, które pokochali światowi projektanci mody!
Dziś subtelna, delikatna, romantyczna – jutro pewna siebie, odważna i bardzo kobieca!

źródło: www.sklep.maga-lab.pl


Ja bardzo lubię lakiery tej firmy. Formuła jest lekko gęsta, żelowa, coś jak przy lakierach hybrydowych, no i  faktycznie spokojnie będzie się trzymać kilka dobrych dni, nie wiem czy aż 10, bo nie testowałam ich aż tak długo. Ale nosiłam kiedyś inny lakier z zeszłorocznej jesienno/zimowej kolekcji prawie tydzień, wszystko pięknie się trzymało. Lakiery są dwuwarstwowe, choć po pierwszej otrzymamy już niezłe krycie, schną bardzo szybko i pięknie lśnią. No i jest to produkt polski, a w dzisiejszych trudnych czasach warto stawiać na naszych!

W zdobieniu nosiłam ten lakier z matowym topem, ale na drugiej ręce zostawiłam go solo, żeby zaprezentować go w pełnej krasie. Ja jestem zakochana w oliwkowym Los Moros <3 żałuję tylko, że nie kupiłam jeszcze musztardowego Boho, zamiast niego wybrałam również piękną głęboką czerwień.

Zauważyłam też uroczy szczegół, w zeszłym roku zakrętki były złote, a w tym roku są miedziane. Ciekawy detal ;)






Od dawna miałam ochotę na paznokcie z motywem dyni, ale nie posiadałam takiego wzoru w moich płytkowych zbiorach, a że nie jestem typem, który posiada jakieś ogromne uzdolnienia plastyczne, raczej nie sięgam po pędzle i farbki. 
Doczekałam się jednak halloweenowej płytki od B. loves plates - B.09 Spooky Halloween. Tylko czekałam na jesień, aby w końcu ją użyć. Zawsze wydawało mi się, że nie przepadam za halloweenowymi paznokciami, a ja po prostu nie miałam odpowiedniej płytki! Oprócz dyni znajdziecie na niej również kilka wzorów z czaszkami, duchy, czarownice, kości czy pajęczą sieć.

Do stempli użyłam również lakieru do stempli od B. loves plates. Chodzi o moje ulubione złotko BLP05 B. a royal gold. Wygląda pięknie zarówno w macie jak i z błyszczącym topem <3







A jak wykonałam to zdobienie? Najpierw wystemplowałam złote kropeczki (oliwkowa baza już wtedy prezentowała się cudnie!). Potem zrobiłam naklejki z dyniami metodą reverse stamping, do nich również użyłam złotego lakieru do stempli. Po przeniesieniu dyniek na paznokcie, odbiłam jeszcze raz kontur dyni za pomocą czarnego lakieru, jednak przesunęłam go o milimetr, żeby było też widać złoto.

Brzmi może jak skomplikowane zdobienie, ale wykonałam je w niecałą godzinę. A skąd o tym wiem? Bo malowałam to zdobienie podczas live na instagramie Malinaili i Pulinki. Dziewczyny malowały nietoperze, też miałam taki plan, ale w końcu postawiłam na dynie. 




Mam nadzieję, że moje dynie Wam się podobają. Przy okazji przepraszam za ewentualne wpadki ze zdjęciami, testuję możliwości aparatu w nowym telefonie. Wydaje mi się, że są wyraźniejsze i prezentują się lepiej niż wcześniej ;)


26 września

Fioletowe Monstery na zakończenie lata. B. loves plates - BLP16 B. a Plum

Fioletowe Monstery na zakończenie lata. B. loves plates - BLP16 B. a Plum

Wiem, że już czas najwyższy zacząć z jesiennymi zdobieniami i nawet już kilka nosiłam.. ale jakoś tak nie mam ochoty jeszcze żegnać się z latem... Mam całkiem sporo letnich zdobień, które nie ukazały się na blogu, więc może do końca września pokażę chociaż ze dwa z nich, żeby nie czekały pół roku na dysku. 

Dlatego dziś mam dla Was fioletowe monstery. Motyw bardzo letni, na pewno przez was znany, ponieważ paznokcie w monstery, ubrania w monstery, pościel, dodatki do domu w monstery czy w końcu sama roślina o dziurawych liściach od kilku sezonów gości we wszystkich zakątkach internetu. W jakimś programie ślubnym widziałam nawet liście monstery w roli podtalerzy! Sama już kilka razy nosiłam na paznokciach ten wzór, więc postanowiłam odświeżyć ten motyw w innym kolorze i przy okazji przetestować nowy lakier do stempli. 


fioletowe paznokcie w monstery, stemple B. loves Plates i lakier Mollon Pro


Fiolet nie jest oczywistym wyborem, zarówno jeśli chodzi o monstery, jak i o moje paznokcie. Nie jest to pierwszy wybór, po który sięgam, gdy nie wiem na jaki kolor się zdecydować. Poza tym rzadko też już sięgam po pastele. Kiedyś uważałam, że najlepsze kolekcje lakierów wychodzą wiosną, właśnie przez te piękne pastelowe błękity, mięty, czy bananowe odcienie żółtego. Teraz bliżej mi do tych jesiennych, zdecydowanych burgundów, granatów czy ciemnych odcieni zieleni. No i przede wszystkim głęboki musztardowy żółty <3

Wiosną wygrałam w konkursie u B.loves plates całą tęczową kolekcję lakierów do stempli i od początku wiedziałam, że muszę wypróbować fiolet. BLP16 B. a Plum totalnie mnie zauroczył. Nie miałam jeszcze w swojej kolekcji lakierów do stempli takiego fioletu. 


paznokcie na lato w monstery



fioletoweletnie paznokcie w monstery, stemple B. loves Plates


 Lakier do stempli BLP16 B. a Plum o czystym, podstawowym odcieniu fioletu idealnie zgrał się z pastelowym odcieniem tła. Mam już kilka(naście?) lakierów do stempli od BLP i wszystkimi dobrze mi się pracuje: mają idealną konsystencję, lekko gęstszą niż klasyczny lakier, ale nie tak gęstą jak niektóre gluty do stempli, idealnie się odbijają i mają BEZBŁĘDNE krycie <3


fioletowe paznokcie w monstery, stemple B. loves Plates i lakier Mollon Pro



fioletowe paznokcie na lato w monstery, stemple B. loves Plates i lakier Mollon Pro


Żeby nie było nudno, pod monsterami i na paznokciach nieakcentowanych znalazła się biała krata. W końcu na czasie są teraz połączenia geometrii z florystycznymi motywami. 

Lawendowy lakier Mollon Pro gościł już na moim blogu, o tutaj. Moje zdanie na temat tego lakieru się nie zmieniło. Bardzo go lubię, choć rzadko używam, bo nie przepadam za fioletami. 
Mimo, że kolor nie do końca mój, to świetnie nosiło mi się to zdobienie i chętnie powtórzyłabym je w innym kolorze ;)


paznokcie migdałki w monstery na lato fioletowe stemple do paznokci B. loves Plates



30 sierpnia

G jak... grynszpan ze zdobieniem. Essie Naughty Nautical.

G jak... grynszpan ze zdobieniem. Essie Naughty Nautical.
Projekt mi się rozjechał. Początkowe założenie, że będę publikować post co miesiąc, jak zwykle się nie sprawdził. Co roku mam zjazd jeśli chodzi o blogowanie właśnie w okresie wakacji. Choć w tym roku wakacji tak w sumie nie miałam, bo pracuję, ale ciężko mi się zmotywować. Zrzućmy to na karb roku 2020, gdy wszystko jest dziwne i inne niż zwykle.
Kolor na g... miałam trzy typy: granat, gołębi i grynszpan. Na granat miałam straszną ochotę, ale w końcu wybrałam grynszpan, bo ten lakier od Essie czeka już chyba z 5 lat na swoją premierę na blogu. 




Wracając do nazwy... Grynszpan. Ja poznałam ten kolor dzięki Oli Arsenic i jej analizom kolorystycznym. Stąd wiem też, że ten kolor nie wpisuje się w moją kolorystykę, ale na paznokciach nie jest to aż takie ważne. Grynszpan to kolor miedzianej patyny, połączenie zieleni z niebieskim, można inaczej nazwać go kolorem patynowym. Wcześniej ten kolor był dla mnie po prostu turkusem albo "ciemną miętą".

Essie Naughty Nautical oprócz pięknego odcienia ma w sobie srebrne drobinki, które ładnie migoczą w słońcu. Może nie powinnam opisywać właściwości po 5 latach ale są niezmienne: lejąca konsystencja, trzeba uważać na skórki; krycie po 2 warstwach, trwałość przeciętna, po 2 dniach mogą pojawić się odpryski. 



 

Żeby nie było nudno postanowiłam dodać mu ornamentowe zdobienie. Postawiłam na połączenie srebra z czernią. Miało to wyglądać jak stara srebrna biżuteria. Mnie przypomina to pierścionek należący do mojej babci - srebrna obrączka z wygrawerowanym czarnym wzorem. 
Do tego zdobienia wykorzystałam płytkę Nicole Diary 105 z Born Pretty. Mam już kilka płytek tej marki i nigdy się nie zawiodłam, zawsze odbijają się perfekcyjnie. 






W najbliższym czasie postaram się dodać zaległe kolory w naszym kolorowym abecadle. Musimy nadrobić H, I i już niedługo czas na J... Macie już pomysł na kolor zaczynający się na te litery alfabetu? 


Wszystkie informacje o moim projekcie znajdziecie tutaj.


16 maja

Frischlackiertchallenge - Made of stone. Marmurek na paznokciach z lakierem NCLA.

Frischlackiertchallenge - Made of stone. Marmurek na paznokciach z lakierem NCLA.
Drugi tydzień wyzwania u Steffi Frischlakiert to Made of stone. Mój tok myślenia był bardzo prosty: kamienie...paznokcie...marmurki! Marmurki....hmm...stemple!
Bo jeśli o mnie chodzi, to lubię proste rozwiązania. Jeśli da się coś wystemplować i mam taki wzór, to po co mam sięgać po pędzel i męczyć się sama. A akurat płytkę z marmurkami posiadam i nawet pisałam o niej już na blogu, o tutaj, klik!




Żeby troszkę urozmaicić sobie te marmurki, zamiast znów robić biało-szare zdobienie, postanowiłam, że spróbuję zrobić coś w stylu różowego kwarcu, czyli różowy marmurek z białymi i srebrnymi żyłkami. Wyszło nawet nawet, żałuję tylko, że dałam błyszczący top zamiast matowego, przez co srebrna żyłka była mocno błyszcząca i wybijała się za bardzo.
Potem troszkę żałowałam, że nie podeszłam do tematu nieco kreatywniej, mogłam pokombinować coś z wzorem brylantu, zachwyciła mnie też koncepcja betonowych paznokci, które stworzyła Steffi. 






Lakier, który gra główną rolę w tym zdobieniu, to NCLA z kolekcji Sivan Ayla i nazywa się Rose for breakfast. Oprócz niego z tej serii posiadam jeszcze Capri Sunset. Obydwa pokazałam na blogu w tym zdobieniu klik! Uwaga, na zdjęciach zobaczycie moje paznokcie w kwadratowym kształcie, odrastały po nieudanej pierwszej przygodzie z frezarką.
Lakier ma piękny różowy, mocno rozbielony odcień. Niestety nie jest on najłatwiejszy w obsłudze, przy niewprawnej ręce może smużyć. Za to szybo schnie i jest trwały. Warto się pomęczyć, po pociągnięciu topem daje efekt delikatnych, zadbanych paznokci, nasze dłonie prezentują się bardzo elegancko.




Z marmurków nie jestem szczególnie zadowolona, może też dlatego, że nastawiałam się już na kolejny temat, czyli Green Garden, bo ostatnio mam straszną jazdę na roślinne motywy i zielone paznokcie. Nic straconego, od poniedziałku wjeżdża kolejny temat, powiem wam w sekrecie, że zdjęcia czekają już na dysku ;) 


27 kwietnia

Wełniane kwiatuszki. Nicole diary.

Wełniane kwiatuszki. Nicole diary.
Wełniane kwiatuszki? A no tak mi się skojarzyło...
Jestem fanką sweterkowych zdobień, więc w mojej kolekcji nie mogło zabraknąć płytki do stempli z różnymi teksturami. Dzięki uprzejmości Born Pretty i taka płytka znalazła się w mojej kolekcji.
Jakby co, to nosiłam to zdobienie jak jeszcze było troszkę chłodniej, więc sweterkowe i dziergane motywy lepiej pasowały do klimatu, ale jest mi dziś od rana tak strasznie zimno, że cały dzisiejszy wieczór zamierzam spędzić z herbatką, książką i kocykiem. Brakuje tylko kocykowego motywu na paznokciach.




Płytka, o której mowa to Nicole Diary L15. Znajdziemy na niej 20 całopaznokciowych wzorów, z czego większość przypomina sploty materiału lub właśnie sweter, firankę, babciny obrus i takie tam. Płytka zawiera też 3 wzory kwiatowe, ale te kwiatuszki też wyglądają jak wyszyte lub nadrukowane na materiale. Stąd robocza nazwa zdobienia, czyli wełniane kwiatuszki.
Nie będę się rozpisywać odnośnie jakości płytki, bo jest bardzo dobra, jak z resztą wszystkie płytki z Born Pretty czy Nicole Diary.

Zdobienie wykonałam metodą double stamping. Najpierw wystemplowałam wzór lakierem w kolorze miedzianym, a następnie szarym, lekko przesuwając stempel względem pierwszego odbitego wzoru. Chciałam uzyskać efekt szarego kwiatu z miedzianym cieniem.






Przepiękny szary lakier, który towarzyszy stemplowemu zdobieniu to Sophin 184, mam go od kilku lat, kiedyś byłam ambasadorką tej marki. Nosiłam go na paznokciach wiele razy, był ze mną nawet na maturze, więc jest dla mnie bardzo ważny. Dzięki ciemniejszym kłaczkom idealnie pasuje do wszelkich sweterkowo-kocykowych kombinacji. 






W tym przytulnym zdobieniu miał swój debiut szary lakier do stempli B. a cozy blanket od B. loves plates. Przyznacie chyba, że do tego zdobienia nie mógł mieć trafniejszej nazwy <3 
Jestem zachwycona jakością lakierów do stempli od B. Ale przecież któż mógłby stworzyć lepsze lakiery do stempli niż zapalona stemplomaniaczka? ;)
Mam wrażenie że niedługo na blogu będzie coraz więcej zdobień z wykorzystaniem lakierów od Ani... Odkąd dostałam w swoje łapki tęczową kolekcję, to najpierw odstała swoje na biurku, bo ją podziwiałam, a teraz co chwilkę biegam do szuflady, żeby tylko popatrzeć. Te produkty tak cieszą oczy!



PS. Czy wy też zauważyłyście, że ostatnio strasznie mnie ciągnie do takich jasnych i neutralnych kolorów? Ostatnio przeglądałam mój instagram i sama nie wiem jak to możliwe, chyba dorosłam :D


07 marca

Marmurowe paznokcie w kilka minut. Płytka do stempli Harunouta

Marmurowe paznokcie w kilka minut. Płytka do stempli Harunouta
Pamiętam jak dwa, trzy lata temu weszła moda na marmurkowe paznokcie.  W pewnym momencie w internecie było ich już tyle, że miałam wrażenie, że zaczną mi wyskakiwać z lodówki w momencie gdy wyłączę insta. Sama wykonywałam marmurki kilkakrotnie mojej siostrze, bo uwielbiała ten wzór. Pamiętam zwłaszcza połączenie z lustrzanym pyłkiem w kolorze rosegold. 

U siebie jednak jakoś nie nosiłam marmurowych paznokci. Nie wiem czy to ze względu że mi się przejadły, czy raczej ładniej wychodziły na hybrydzie, a ja noszę zwykłe lakiery... Dopiero gdy dotarła do mnie płytka z różnymi marmurkowymi wzorami, odkryłam na nowo ten trend.





Stemplowe marnurki mają wiele zalet. Nie trzeba ciapać, rozmazywać wzorków, efekt widać od razu. Wzór wyjdzie dokładnie taki jak wybierzecie - czasami miałam z tym problem przy malowanych marmurkach, przy rozcieraniu cleanerem, wzór nie spłynął tam gdzie chciałam i tworzyła się jedna plama. No i oczywiście oszczędność czasu jest niewątpliwym plusem.






Płytka Harunouta L079 przybyła do mnie w ramach współpracy z Born Pretty. Z tego co widzę nie jest w tym momencie dostępna na stronie, ale to chyba chwilowy brak, bo na stronie są inne produkty tej marki. Jeśli lubicie marmurkowe wzory, to szczerze ją polecam. Znajdziecie na niej różne rodzaje marmurków, gęstsze, rzadsze, a także wzory reverse (stemplujecie "tło", a wzór jest pusty). Oprócz efektu marmuru jest jeszcze wzór przecinających się linii, który również wykorzystałam do mojego zdobienia.

Jeśli chodzi o kolorystykę, to moje marmurowe paznokcie są raczej "oczywiste" - biel i szary, ale początkowo zamierzałam zrobić coś w stylu różowego kwarcu, tyle że nie wyszło zbyt ładnie :D 
No i oczywiście inspiracją do tego zdobienia były marmurkowe bransoletki wykonane przez moją kochaną Babcię.





Do zdobienia użyłam:
lakierów Golden Rose biel 02 i szary 115
złotego lakieru do stempli Moyra
płytki Harunouta L079
chropowatych ćwieków z Born Pretty
matowego topu Golden Rose


Lubicie marmurki na paznokciach? Nosiłyście je kiedyś?

08 lutego

Projekt #malinailove - Moja miłość stemple.

Projekt #malinailove - Moja miłość stemple.
Ze względu na Walentynki luty jest uważany za miesiąc miłości. Ja za tym dniem nie przepadam, bo jak dla mnie to kiczowate i komercyjne święto, kiedy nie da się nigdzie wyjść, bo w restauracjach jest pełno ludzi, a przed kinami tłoczą się tłumy kobiet, które piszczą z radości, bo właśnie emitują kolejną odsłonę Greja, czy tam innej szmirowatej komedii romantycznej (i ich znudzeni małżonkowie, którzy z cierpiętniczą miną znoszą seans, no bo Walentynki, więc wypadałoby zabrać Grażynkę na randkę, choć woleliby obejrzeć jakieś kino akcji niż te babskie filmy).
Ja uważam że miłość powinniśmy okazywać sobie cały rok. Kwiaty, kino czy wyjście na randkę można zorganizować każdego innego dnia, a nawet powinno się robić to częściej niż raz do roku, akurat tego 14. lutego. 

Ja się tu wymądrzam, a prawda jest taka, że my swoje prywatne święto miłości obchodzimy w Dzień Singla, czyli 15. lutego. A mało brakowało, bo 7 lat temu mieliśmy zobaczyć się właśnie w Walentynki. Gdyby nie to, że musieliśmy przenieść spotkanie na następny dzień, usłyszałabym pierwszą miłosną deklarację w święto, za którym tak nie przepadam :D



Uwielbiam wszelkie projekty i wyzwania paznokciowe, choć nie wszystko udaje mi się robić na czas. Gdy tylko zobaczyłam, że Malinaila organizuje walentynkowy projekt, postanowiłam wziąć udział.
Najbardziej podoba mi się to, że tematy można rozumieć na wiele sposobów, nie ma ścisłych reguł i terminów. W końcu projekt ma być zabawą ;) Wszystkie tematy zobaczycie na instagramie Weroniki, klik!






Dopiero w momencie publikowania posta zauważyłam, że nieświadomie wybrałam tę samą płytkę, co do twin mani, które wykonałyśmy z Malinailą we wrześniu! Co za zbieg okoliczności!

Ja od razu wiedziałam, że moją miłość do stempli będę wyrażała właśnie przy pomocy tej płytki i produktów B. loves plates. Bo cóż może być piękniejszego niż marka, która powstała z pasji i miłości do stemplowania? Płytka B.00 rainbows and unicorns powstała na 3 urodziny marki i zawiera w sobie wszystko co co się z nią kojarzy, czyli firmowe serduszka, lakiery, jednorożce i tęczę.
Oprócz płytki, użyłam też dwóch lakierów do stempli od B. loves plates: białego B. an arctic snow i różowego glitteru B. beautiful.

W tym zdobieniu połączyłam 3 techniki stemplowania, czyli zwykłe stemple (białe błyski), double stamping (napisy) i reverse stamping (lakier). W zdobieniu dzieje się bardzo dużo, ale właśnie w ten sposób chciałam wam pokazać jak bardzo uwielbiam stemple i ile można z nimi zdziałać.




Jako tło pod zdobienie posłużył mi lakier Kiko Milano 022, który przywiozłam sobie razem z dwoma innymi z wycieczki z Kolonii. Zakochałam się w lakierach Kiko, gdy założyłam bloga i oglądałam je na zdjęciach innych bloggerek. Miały piękne kolory i ciekawe wykończenia. Po tym jak przywiozłam sobie jeden z Włoch, a drugi dostałam w ramach nagrody w jakimś konkursie, nabrałam ochoty na więcej. Niestety nie było mi po drodze ze sklepem stacjonarnym, a z zamówieniem internetowym coś było nie tak i nie mogłam zamówić sobie więcej. 
Byłam więc wniebowzięta, jak zobaczyłam sklep Kiko w Niemczech. A tu taka niespodzianka - zmiana buteleczek. Była promocja, kupiłam więc 3 na próbę, choć wykończenia i kolory nie były już tak piękne jak w tych starszych seriach.

No i się zawiodłam. Po pierwsze nie leży mi ten kolor. Jest zbyt zimny do mojej karnacji i mam wrażenie, że moje ręce są lekko sine, choć na zdjęciach aż tak tego nie widać. Kolor to moja wpadka, więc nie powinnam narzekać. Jest jednak wiele innych minusów. Krycie to porażka, po 3 warstwach nadal mamy prześwity i smugi. Dzieje się tak przy wszystkich 3 kolorach (mam jeszcze kobalt i buraczkowy). Konsystencja jest bardzo lejąca i spływa na skórki. Nie mają tak lśniącego wykończenia jak poprzednia seria. Jedyne co mogę pochwalić to czas wysychania, bo jest przyzwoity, choć nie ekspresowy. Trwałości nie ocenię, bo nosiłam go z topem i po 3 dniach zmyłam.
Ogólnie nie polecam już lakierów Kiko. Chyba że macie inne doświadczenia to chętnie poczytam ;)



Przy okazji, chciałam wam kogoś przedstawić.  Nie wiem czy już się Wam chwaliłam moim pieprzykiem przy kciuku. Pojawił się w tym miejscu około 1.5 roku temu i bardzo się polubiliśmy. Na większości zdjęć go jednak nie widać, bo się chowa. Może jednak będę go Wam częściej pokazywać ;)