Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bloggerlife. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bloggerlife. Pokaż wszystkie posty

06 października

Moje paznokcie wakacyjne (i jednocześnie zaręczynowe!)

Moje paznokcie wakacyjne (i jednocześnie zaręczynowe!)
Jak wiecie, maluję paznokcie klasycznymi lakierami. Na tyle dobrze mi się utrzymują, że nie ma sensu robić hybrydy, zwłaszcza że mój odrost po 4-5 dniach wygląda jak u niektórych po dwóch tygodniach. Dlatego nawet na wakacje jeżdżę z klasycznymi paznokciami. Z doświadczenia wiem, że dzięki odpowiedniej technice malowania i lakierom, których używam, paznokcie przetrwają bez większych uszczerbków nawet do 7 dni, czyli (zazwyczaj) do końca wyjazdu. 
Oczywiście zawsze zabieram ze sobą najważniejsze produkty niezbędne do wykonania nowego manicure w warunkach polowych. 


Nowy manicure na wakacjach: co zabieram ze sobą?

W zasadzie to zabieram te same produkty, które są mi niezbędne do zrobienia nowych paznokci w domu. Na szczęście do tej pory zawsze jeździliśmy na wakacje samochodem, więc nadmierny bagaż nie jest problemem ;) 

Paznokcie w monstery wykonałam na kilka godzin przed wyjazdem


Oczywiście nie jest tego wszystkiego aż tak dużo, choć lista wydaje się długa:
- płyn do usuwania skórek (u mnie niezmiennie od lat Sally Hansen)
- cążki i radełko do skórek
- odżywka do paznokci lub baza pod lakier
- jeden lub dwa lakiery do paznokci w uniwersalnym kolorze
- top coat 
- zmywacz do paznokci w małej pojemności (lub w chusteczkach)
- kilka wacików kosmetycznych
- mały pędzelek do czyszczenia skórek

Czasami zabieram ze sobą jeszcze płytkę do stempli, stempel, zdrapkę i taśmę klejącą (zamiast rolki do czyszczenia ubrań do usuwania resztek ze stempla).


Jak zorganizować sobie miejsce do malowania paznokci na wakacjach?

Po tylu latach malowania paznokci, przestrzeń nie stanowi dla mnie większego wyzwania. W liceum malowałam koleżankom paznokcie na lekcji religii w ostatniej ławce, albo w szatni w piwnicy, przy gołej żarówce (prawie w ciemności). W domu moje stanowisko do malowania paznokci musi być dobrze zorganizowane, ale na wakacjach wystarczy mi dosłownie kawałek blatu i krzesło. Światło też jest dość ważne. 
Innym istotnym elementem jest zabezpieczenie blatu. Nie chciałabym zniszczyć zmywaczem czy lakierem cudzej własności, więc zawsze podkładam sobie jakiś ręcznik czy ścierkę i na to kładę ręcznik papierowy.

Zdobienie wykonane już na wakacjach, roboczy tytuł to "spienione fale na piasku" (jedynie lakier + stemple na całości)


Przy okazji, to było moje pierwsze zaręczynowe mani

Po co marnować czas na wakacjach na malowanie paznokci?

To dobre pytanie. W zeszłym roku byliśmy nad morzem tydzień, zabrałam ze sobą cały paznokciowy ekwipunek, a do domu wróciłam z tymi samymi paznokciami, z którymi nad morze pojechałam. Zwyczajnie nie miałam ochoty siadać do paznokci. Pogoda nie była zła (tzn. codziennie padało, ale było ciepło), dużo czasu spędzaliśmy na plaży i spacerach.
W tym roku byliśmy nad morzem aż 11 dni, z czego mnóstwo czasu spędzaliśmy w pokoju, bo było zimno, wiało, jeden dzień lało od rana do wieczora, obydwoje się przeziębliśmy... Skoro i tak siedziałam w pokoju, to sobie malowałam paznokcie. No i zdjęcia z zaręczynowej sesji z obdartym lakierem na paznokciach... tak średnio :D

Teraz po prostu mogę sobie na to pozwolić. Nie mam dzieci, które trzeba zająć, zwłaszcza gdy jest brzydka pogoda, a mój Narzeczony rozumie i szanuje to, że potrzebuję chwili dla siebie.


Paznokcie w klimacie naszych wakacji - miały obrazować nieustanny sztorm. Równie proste jak pierwsze.




Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kto nie maluje paznokci, albo stawia na hybrydy czy żele, mój wpis może wydawać się śmieszny, ale nikt tak nie zrozumie drugiej lakieromaniaczki jak inna lakieromaniaczka. Poza tym to działa też w drugą stronę - nie skupiam się już tak na wakacyjnej kosmetyczce do makijażu: krem bb z spf, puder transparentny, zalotka do rzęs, żel do brwi i jestem gotowa. Powiedziałabym nawet, że mój Narzeczony zabiera tyle samo kosmetyków do włosów i brody, co ja do makijażu :D


Z tegorocznych wakacji wróciłam jako narzeczona. Jestem na prawdę niesamowicie szczęśliwa i kompletnie się tego nie spodziewałam! (chociaż po prawie 9 latach nie powinnam być zaskoczona - tak powiedział mi mój tata xD) Do końca wakacji trzymaliśmy wszystko w tajemnicy, żeby pierwsi dowiedzieli się nasi rodzice (osobiście, nie z facebooka czy instagrama), choć ciężko było nikomu się nie pochwalić, gdy ma się ochotę krzyczeć jak Monica z Friendsów :D Dlatego też dopiero teraz chwalę się tym faktem tutaj. 




18 grudnia

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

BLOGMAS, dzień 17. Prezentownik last minute oraz wspieram polski biznes

Ludzie przed Świętami dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy mają już dawno wszystko załatwione, a o prezentach myślą już od września, oraz tych, którzy o prezentach myślą dopiero w ostatniej chwili. Ja należę raczej do tej pierwszej kategorii. Staram się wcześniej przemyśleć temat. Prezenty kupuję już od listopada, bo wtedy można trafić na różne promocje, np. podczas black friday. Tak było również w tym roku. Prawie wszystko kupiłam właśnie podczas black week czy black friday, potem tylko dokupiłam alkohol czy słodycze.

Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

Co roku pojawia się ten sam problem, w internecie są miliony prezentowników, ale większość tych rzeczy jest dostępna tylko online i kosztuje krocie. Sama ostatnio przeglądałam takie posty w poszukiwaniu inspiracji. Po ekspresie do kawy za ponad tysiąc złotych i elektrycznej hulajnodze za jeszcze większą sumę wysiadłam. Ten rok jest wyjątkowy. Niestety w nie do końca dobrym tego słowa znaczeniu. Wielu ludzi straciło pracę, ma mniejsze dochody, zetknęło się z chorobą czy stratą kogoś bliskiego. Nie uważam, że takie drogie prezenty rodem z pięknej i długiej reklamy a*** są na miejscu... Ja też chciałabym dać każdemu członkowie mojej rodziny to co najlepsze, jakiś ogromny i drogi prezent. Tylko mało kto normalnie dysponuje budżetem na prezenty liczonym w dziesiątkach tysięcy, a co dopiero w dobie pandemii. Z tego powodu postanowiłam stworzyć swój prezentownik, wersja bardziej ekonomiczna. Starałam się też dobrać propozycje tak, aby wesprzeć przy okazji polski biznes. Co robić jeśli jednak należysz do tej drugiej kategorii i właśnie panikujesz, bo okazało się, że jednak mieścisz się w limicie 5 osób i jedziesz na Wigilię do rodziny i trzeba pomyśleć o prezentach last minute? Tutaj wchodzę ja z moimi propozycjami prezentowymi. Również takimi dostępnymi stacjonarnie, bo w tym momencie nie wszystkie sklepy dają gwarancję na dostawę przed Świętami. Oczywiście to tylko moje pomysły, takie które cieszą mnie i moich bliskich.

1. Coś dla urody, czyli polska pielęgnacja


W tym momencie panuje prawdziwy boom na naturalne czy wegańskie kosmetyki. Sama mocno zajarałam się tematem, ale zawsze było mi trochę szkoda kasy, bo jednak te produkty są dość kosztowne. Z mojej strony mogę Wam polecić jedną markę, która na razie mnie nie zawiodła, a nie kosztuje miliony monet. 
Firmę Uzdrovisco poznałam w tym roku na Meet Beauty. Byłam zachwycona prezentacją, która oprócz ogromu merytorycznych informacji była estetyczna, po prostu piękna. Uzdrovisco to naturalne kosmetyki na bazie roślin. To oczywiście polska marka, a jak wiemy, teraz, w czasie pandemii warto postawić na lokalny biznes. Odkąd dostałam przesyłkę z zestawem ich kosmetyków, moja pielęgnacja twarzy zmieniła się na lepsze. Moja skóra twarzy nie jest bardzo problematyczna, ale przez zmiany alergiczno-łuszczycowe łatwo ją podrażnić, jest sucha i czasem coś wyskoczy mi na czole czy brodzie. Odkąd stosuję kosmetyki Uzdrovisco, moja buzia wygląda o niebo lepiej, jest nawilżona, gładka, bez podrażnień, a pojedyńcze niedoskonałości pojawiają się rzadko, najczęściej w okolicy "tych dni". W tajemnicy powiem Wam, że produkty marki Uzdrovisco znajdą się również pod moją choinką. Na stronie firmy można znaleźć świetne zestawy prezentowe, ale jeśli boicie się, że paczka nie dojdzie na czas, to spokojnie, ich produkty są dostępne stacjonarnie, w Super Pharm oraz w Rossmannie. Ja jestem fanką serii fitodozującej, ale na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. 

2. Dobra książka

Święta 2017 i mój ulubiony rodzaj prezentu - książki i ciepłe skarpetki


Co roku, gdy ktoś mnie pyta o to, co chciałabym dostać pod choinkę, mówię bez wahania: książkę. Mam listę tytułów, które chciałabym kupić i przeczytać, ale też jestem otwarta na propozycje. Tutaj nie polecę jakiś szczególnych tytułów, bo to jest zależne od preferencji obdarowywanej osoby, ale na rynku jest tyle tytułów, że dosłownie każdy znajdzie coś odpowiedniego. Tu nie musimy się obawiać, większość księgarni jest normalnie otwarta, więc można się wybrać po prezent nawet 23. grudnia. Tutaj również radziłabym zajrzeć do mniejszych księgarni, które nie są częścią sieciówki. Małe księgarnie już od wielu lat zmagają się ze zmniejszonymi obrotami, bo większość ludzi kupuje książki w internecie, czy większych, sieciowych księgarniach. Możecie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, zrobić komuś prezent, a przy okazji spełnić dobry uczynek i sprawić radość księgarzowi.
Jeśli wiemy, że ktoś lubi czytać, ale nie do końca wiemy co, to świetną opcją jest też karta podarunkowa do księgarni. Tak, wiem, że nie wszyscy uznają bony upominkowe za udany prezent, ale karta podarunkowa do empiku, to jeden z moich ulubionych i ogromnie się cieszę, gdy go dostaję. Sama raczej nie kupuję książek w tym sklepie, ale zawsze gdy dostaję kartę do empiku, to czekam na dobrą promocję i udaje mi się wyhaczyć jakieś ciekawe tytuły.

3. Ubranie polskiej marki

Dbałość o detale, która nie przestaje mnie zachwycać


Ja w spódnicy Łucji od Panny Rosy i nasz bejbi doggo


Po raz kolejny powtórzę, że tym roku szczególnie powinniśmy zadbać o polskich przedsiębiorców. Nie oszukujmy się, 2020 wszystkim dał w kość, małym (i większym) firmom też się oberwało. Panna Rosa to polska marka odzieżowa prowadzona przez młodą dziewczynę, Teresę. Mam w swojej kolekcji kilka ubrań od Panny Rosy i na prawdę je lubię. Jestem szczęśliwą (ironia) posiadaczką sylwetki typu gruszka i bardzo ciężko kupić mi spódnicę, czy sukienkę z sieciówki, nie mówiąc już o tym, że wszystkie spódnice z sieciówek są na mnie bardzo krótkie, choć mam 169 cm wzrostu, więc nie jakoś dużo. Doceniam sukienki i spódnice Panny Rosy za kobiece kroje, wygodę (kieszenie w prawie każdym modelu!), przewiewne, naturalne materiały i podejście zero waste - ze ścinków materiału są produkowane gumki do włosów i turbany. Zdaję sobie sprawę, że to dużo droższy prezent (jak na moje standardy) i nie każdy może sobie pozwolić na taki, albo obawia się, że nie dopasuje rozmiaru i prezent trzeba będzie odsyłać, ale jeśli można, to warto. A może znacie osobę, która lubi klimaty vintage i dodatki retro, ale szkoda jej pieniędzy, żeby zainwestować w elegancką, jedwabną apaszkę? Mnie pewnie też byłoby szkoda pozwolić sobie na taką fanaberię, ale moja vintage'owa dusza z pewnością doceniłaby gest. Jeśli wasza babcia, mama czy siostra dobrze odnajduje się w takich klimatach i chcecie jej podarować odrobinę luksusu, możecie postawić właśnie na jedwabną apaszkę Panna Retro. A z pewnego źródła wiem, że paczki dotrą nawet do spóźnialskich, bo ostatnia wysyłka inpostem jest 23 grudnia i na wigilię powinny dotrzeć ;)

4. Dobry alkohol i słodycze

Pewnie przewracacie oczami, że to kolejna droga propozycja. Otóż dobry alkohol wcale nie musi być bardzo drogi. Nie oszukujmy się, znam wiele osób, które z przyjemnością napije się wina z okazji lub bez większej okazji, ale nie znam nikogo, kto po aromacie wina pozna, w jakiej beczce i ile miesięcy było przechowywane, na którym zboczu winnicy dojrzewały winogrona i w jaki sposób były one zbierane. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, żeby teraz całej rodzinie kupić wino marki wino, mamrota czy amarenę, ale o to, że dobre wino niekoniecznie musi kosztować 100 zł i ani grosza mniej. W zeszłym roku poznałam Winiarnię Zamojską. Szukałam wina do prezentu dla mamy mojego chłopaka, która jest fanką wina porzeczkowego i tak trafiła w moje ręce butelka właśnie tej marki. Mają w swoim asortymencie różne warianty, linię owocową, w której skład wchodzi właśnie porzeczka, ale też gruszka czy wiśnia, nie są bardzo drogie, choć też nie z najniższej półki cenowej, sympatyczny design etykiety (te zamojskie kamieniczki!) i coś interesującego. Swoim smakiem przypominają mi nieco wino domowej roboty, które robił tata mojej koleżanki. Wino słodkie, ale nie za słodkie, otulające, idealne na zimowy wieczór przy choince i z książką. Budzi piękne wspomnienia. Mamie smakowało, poprosiła Dominika, żeby kupił to samo i w tym roku ;)
Tutaj dobrą opcją będą też kraftowe piwa z małych, lokalnych browarów. Warto zrobić szybki reserach i zorientować się, co można znaleźć w Waszej okolicy. 

Domowe pierniczki też będą świetnym pomysłem na prezent


Ze słodyczami sprawa ma się bardzo podobnie. Warto kierować się gustem osoby, dla której robicie prezent. Można kupić zwykłe czekoladki czy mikołaja z czekolady, ale pamiętajcie aby w tym drugim wypadku sprawdzić skład, aby nie kupić wyrobu czekoladopodobnego, o wątpliwym smaku. Można też wspierać lokalne piekarnie czy cukiernie. Może któraś sprzedaje ręcznie robione pierniczki? Pewnie na ostatnią chwilę będą już wszystkie wykupione, ale zostało jeszcze kilka dni do świąt, może jeszcze się uda. Osoby prywatne też ogłaszają się na różnych portalach, może akurat w waszej okolicy ktoś potrzebuje sobie dorobić przed świętami i piecze ciasteczka? Zawsze też można upiec pierniki samemu i dołożyć je do prezentu, wystarczy tylko ładnie je ozdobić i zapakować. Prezenty handmade są super!

5. Miód z lokalnej pasieki

Lecznicze właściwości miodu są znane od wieków. Obecnie można kupić wiele rodzajów "płynnego złota", a każdy z nich wywiera pozytywne działanie na coś innego. Zwłaszcza w sezonie zimowym lub jak ostatnio słyszałam - covidowym, warto wzmacniać swoją odporność na wszelkie możliwe sposoby, zwłaszcza te naturalne. Herbata z miodem i cytryną rozgrzewa i poprawia nastrój w zimowe wieczory. To dobry prezent zwłaszcza dla osób, które zawsze wszystko mają i niczego nie potrzebują. Miód się nie psuje, może stać długo i zmieni się tylko jego konsystencja. Przy okazji, kupując miód od lokalnych pszczelarzy znów wspieramy małe biznesy. 
A może macie w rodzinie miłośnika herbat? Wtedy zestaw miodu, herbaty i czegoś słodkiego okaże się strzałem w dziesiątkę.
Uwaga! Niestety miód nie sprawdzi się dla wszystkich, ja niestety jestem uczulona i jem miód tylko pod postacią sosu do musztardowo-miodowego do sałatki, czyli w bardzo niewielkich ilościach. Zwróćcie uwagę, czy przypadkiem nie dajecie miodu osobie uczulonej. To samo odnosi się do słodyczy.


6. Najbardziej oklepane? - bon upominkowy lub skarpetki

Najbardziej oklepany z prezentów... ale zupełnie niesłusznie. Kiedyś podczas rozmowy o prezentach, koleżanka z pracy powiedziała, że jej ulubiony prezent to bon do galerii handlowej. Nie do konkretnego sklepu, tylko właśnie do całej galerii.  Nie ogranicza jej wtedy to, gdzie może wydać pieniądze i na co. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale Galeria Jurajska w Częstochowie daje taką możliwość. Z kolei moja przyjaciółka poprosiła mnie przed swoją osiemnastkową imprezą, żebym - jeśli ktoś mnie zapyta, co chciałaby dostać - powiedziała od razu, że kartę podarunkową do określonego sklepu odzieżowego. Faktycznie, ja również lubię dostawać bony upominkowe. Jeśli ktoś nie wie co mi kupić, to na pewno nie obrażę się za kartę podarunkową, wręcz przeciwnie. To również prezent z gatunku last minute, na spokojnie zdążycie jeszcze go kupić. 

Domyślam się, że dziecko raczej nie ucieszy się z nowej pary skarpet, oczekując na jakąś super wypasioną zabawkę pod choinką, ale czy to nie jest nasza wina? Nasza i tego komercyjnego świata, który przez reklamy w telewizji i wszechobecny komercyjny kicz wmawia mu, że pod choinkę musi dostać nową konsolę, hulajnogę elektryczną, czy kolejną zabawkę interaktywną na baterie, która robi mnóstwo hałasu i szybko pójdzie w odstawkę? Nie uczmy tego najmłodszych. To, że nigdy nie dostałam laptopa, smartfona czy choćby szczeniaczka uczniaczka pod choinkę nie znaczy, że rodzice mniej mnie kochali, po prostu okazywali mi to na milion różnych innych sposobów. Oczywiście prezenty zawsze były, ale może nie aż tak drogie, nie aż tak dużo. Może po prostu te 15-20 lat temu nikt nie prześcigiwał się na social mediach ile prezentów położy pod choinką. Koniec dygresji. Jestem osobą, która bardzo cieszy się z nowych skarpetek. A w świąteczne wzory to już w ogóle. Kiedyś przeczytałam, że zakładane nowej pary skarpetek to takie miłe uczucie, jakby nasze stopy głaskały aniołki. I to prawda. Bardzo lubię to uczucie, gdy wyciągam nowiuteńką parę z paczki i zakładam na stopy. I wiem że nie tylko ja tak mam!

7. Prezenty handmade

Komu ręcznie robioną makramową śnieżynkę?


W tym roku niektórzy nie mogą sobie pozwolić na drogi prezenty. Tak się tylko powie, ale jeśli ktoś ma dużą rodzinę i każdemu wypada coś dać to uzbiera się niezła suma, nawet gdy w grę wchodzą drobiazgi jak słodycze. Dlatego nie ma się co martwić, jest wiele tutoriali i sposobów na prezenty diy. Począwszy od ręcznie robionych ciasteczek czy pierników, o których już wspominałam. Świetną opcją może też być domowy dżem czy słoik innych przetworów, ładnie zapakowany cieszy oko, a potem zostanie zjedzony ze smakiem. Przykładowa sytuacja: mój tata na pewno ucieszyłby się ze słoika grzybków marynowanych, bo bardzo je lubi. Mama w tym roku nie robiła, w naszym domu tylko on je jada, więc nie ma sensu robić dużo słoików, lepiej je ususzyć, będą do pierogów, uszek i barszczu na wigilię. I tutaj wkracza babcia z ładnie opakowanym słoiczkiem grzybków. Oczywiście to tylko taki luźny przykład. Super prezentem jest też domowa nalewka, likier, czy wino. Ja w tym roku do każdego prezentu dołączam ręcznie robioną śnieżynkę. Zakochałam się w technice makramy, co prawda na te duże, ścienne nie mam w tym momencie czasu, ale na pewno kiedyś sobie jakąś zrobię. Na razie zaczęłam od mniejszych i większych śnieżynek i aniołków. Sznurek nie jest drogi, za 20 złotych można kupić jakieś 300-500 m i wykonać wiele śnieżynek, czy innych drobiazgów. 


Na koniec mam dla Was krótki apel. Ja w tym roku specjalnie zamawiałam wcześniej prezenty. Po części chodzi o pandemię i spowodowany przez to wzrost sprzedaży internetowej. Niby staram się zawsze zamawiać prezenty wcześniej, bo nie lubię się stresować, że coś nie dojdzie, ale odkąd pracuję w sklepie internetowym, szczególnie zwracam na to uwagę. To właśnie drugi powód. Ja co prawda pracuję w dziale zagranicznym i tutaj nie ma aż takich akcji, ale allegro rządzi się swoimi prawami. Ludzie zamawiają prezenty nawet dwa dni lub dzień przed wigilią, mimo adnotacji, że produkt będzie wysłany w ciągu 3/4 dni roboczych, a potem dzwonią z rana w wigilię i rzucają tekstami "przez panią mam teraz zepsute święta. NIE DZIĘKUJĘ" (zastąpcie "zepsute" brzydszym słowem, ja nie będę przeklinać na blogu). Wczoraj koleżanka obdzwaniała klientów, których paczki miały wyjść tego dnia, że zostaną wysłane następnego, bo dostawa się opóźniła. Niektórzy rozumieją, inni bluzgają w telefon. Jakiś nieprzyjemny klient wyzwał ją, że zamiast dzwonić i pisać maila powinna się wziąć do pracy i paczki pakować to by wszystko wyszło o czasie. Nieważne, że w magazynie są inni pracownicy, a na słuchawce inni. Nieważne, że dostawa się opóźniła, bo kurierzy pracują na okrągło i nie wyrabiają. Wiadomo że dla każdego jego zamówienie jest najważniejsze, zwłaszcza jeśli to prezent i w tym całym świątecznym amoku mogą puścić nerwy, ale przecież chyba nie o to chodzi w Świętach. Następnym razem, gdy dostaniecie maila, że dostawa paczki może się opóźnić, nie wyżywajcie się proszę na pracownikach sklepów internetowych, czy (zwłaszcza!) na kurierach. Grudzień to trudny miesiąc dla tej branży. Okażmy sobie trochę empatii i zrozumienia. Bądźmy dla siebie dobrzy, chociaż na Święta.

Właśnie dlatego odnotowałam przy większości moich propozycji, że są dostępne stacjonarnie. Wiadomo że covid, pandemia, reżim sanitarny, bla bla bla. Oczywiście to są ważne tematy i nie mam zamiary ich kwestionować. Jestem jednak przekonana, że każdy będzie jeszcze załatwiał przedświąteczne sprawunki i z tego powodu i tak wyjdzie z domu. Może więc lepiej i szybciej będzie kupić coś stacjonarnie, przy okazji innych zakupów. Bądźmy po prostu ostrożni i odpowiedzialni.

11 grudnia

BLOGMAS, dzień 11. Winter is coming

BLOGMAS, dzień 11. Winter is coming

Na dworze jest coraz zimniej, spadł już pierwszy śnieg i nawet leżał przez jakiś czas. Choć strasznie tego nie lubię, już czas na botki i zimowe trzewiki. Jakoś z płaszczem, szalikiem i czapką łatwiej mi się pogodzić niż z zimowymi butami. Swetry też od dawna leżą w szafie i z chęcią je noszę. Moja niechęć do zimowego obuwia nie zmienia jednak faktu, że zima nadchodzi i nic nie da się z tym zrobić, trzeba ją przeczekać. Najlepiej w ciepłych splotach wełnianych skarpet, czapek, szali i swetrów.





Pomysł na to zdobienie zupełnie nie jest odkrywczy. Jestem fanką łączenia wzorów z napisami. Niestety nie mam wielu płytek z ciekawymi hasłami, ale akurat świąteczna mi się trafiła, w dodatku zupełnie przypadkowo. Kiedyś Born Pretty pomyliło się przy wysyłce współpracowej i wrzuciło mi do paczki tę płytkę zamiast innej. Mowa o płytce Harunouta L031. Niestety w tym momencie jest chyba niedostępna na stronie sklepu.  
Oprócz klasycznych tekstów w stylu merry christmas jest jeszcze kilka innych oraz świąteczne ornamenty. Niestety część napisów jest za duża na moje paznokcie, ale zawsze można coś pokombinować i umieścić napis bokiem, dokładnie tak jak zrobiłam to z napisem "Winter is coming".





Na pozostałych paznokciach wystemplowałam sweterek o ryżowym splocie przy użyciu bordowego lakieru Colour Alike B. a falling leaf.
Jako tło użyłam lakieru Golden Rose Nude Look 01, miałam zamiar uzyskać efekt bordowego swetra o luźnym splocie na ciele, ale wybrałam nie ten wzór - zamiast wystemplować sploty w kolorze bordo, wystemplowałam tło. Czyli tak jakby zamiast przez dziurki, to przez sploty prześwituje goła skóra xD 
Na szczęście dałam dwie warstwy lakieru żeby uzyskać efekt lepszego krycia, na początku chciałam dać całkiem mleczny lakier. Na prawdę nie wiem gdzie ja miałam głowę.




Nie jestem do końca zadowolona z tego zdobienia, ale nie zmienia to faktu, że bardzo lubię sweterki na paznokciach. Jakoś tak od razu cieplej mi jak tylko spojrzę na paznokcie. A od kilku lat jestem strasznym zmarzluchem, dlatego powinnam chyba całą zimę nosić takie zdobienia :D Ale żeby nie było, że tylko paznokcie w swetrach Wam tu pokazuję, następnym razem zmienimy temat ;)

 

08 grudnia

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze

BLOGMAS, dzień 8. Reindeer nails, czyli paznokcie w norweskim swetrze
W weekend zrobiłam sobie wolne od blogmas i przeciągnęło się ono aż do dziś. Wzięłam w pracy dwa dni wolnego żeby pozałatwiać sprawy związane z pracą magisterską (i nawet udało mi się cokolwiek napisać!) no i oczywiście z prezentami. Jest 8. grudnia a ja mam praktycznie wszystko, to czego nie mam właśnie idzie pocztą, a trzy prezenty są już nawet owinięte w papier! Właśnie tak lubię, wolę nie zostawiać rzeczy na ostatnią chwilę. No chyba że związanych z nauką, te odciągam w nieskończoność :D
Zdobienie z zeszłego roku, ale nie mogłam przecież trzymać go na dysku. Co prawda opublikowałam je na Instagramie, ale jest tak urocze, że zasługuje na szczególne miejsce również tutaj. Uwielbiam motywy z norweskich swetrów. Nie na darmo jestem szwedystką i kocham wszystko co skandynawskie, począwszy od języków, na stylu i ubraniach skończywszy. 

Sweter z reniferem od razu kojarzy mi się z zimą i świętami. Sama chętnie kupiłabym sobie taki, z pewnością nosiłabym go cały grudzień i pół stycznia :D Szukałam nawet czegoś podobnego na vinted, ale niestety nie udało mi się. No bo kto nie lubi otulić się ciepłym swetrem, gdy za oknem pada śnieg, albo co gorsza deszcz? Tylko ciepły sweter, skarpety, koc i kakao mogą uratować tę sytuację. Ewentualnie można wymienić kakao na kawę.






Standardowo większość swetrów świątecznych jest czerwona, czerwono-biała, ewentualnie z zielonymi czy granatowymi akcentami. Ja poszłam jednak w otulającą szarość z białymi splotami. Wzór renifera, pochodzi z płytki BPL-032 z Born Pretty, połączyłam go z wzorem swetrowego splotu na pozostałych paznokciach. Ten konkretny splot pochodzi z płytki Beauty Big Bang 05. Wzory odbijałam moim ulubionym białym lakierem do stempli z B. loves plates - BPL02 B. an arctic snow. Musiałam go odkupić przy okazji zakupów na black friday, bo już dawno mi się skończył i tylko czekałam na okazję.
 





Grafitowy lakier to Essie Cashmere Bathrobe. Już sama nazwa jest taka przytulna, że idealnie pasuje do takich milusich sweterkowych zdobień. Ten lakier mam w swojej kolekcji od dawna i przywołuje masę miłych wspomnień, bo dostałam go na 18 urodziny od przyjaciółki. Bardzo go lubię i nosiłam go już wiele razy. Najbardziej podoba mi się w macie, kiedy błyszczące drobinki są takie lekko przytłumione i sprawiają wrażenie czegoś miękkiego i puszystego, coś jak hybrydy Semilac z kolekcji Sweather Weather.



Lubicie sweterkowe zdobienia? Macie w swojej kolekcji lakiery z historią?

04 grudnia

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

BLOGMAS, dzień 4. It's beginning to look a lot like Christmas

It's beginning to look a lot like Christmas, 
Toys in every store, 
But the prettiest sight to see, 
Is the holly that will be, 
On your own front door. 
Sure it's Christmas, Once more.
- Michael Bublé It's beginning to look a lot like Christmas


Ostrokrzew to nie jemioła!



Zawsze myślałam, że tylko mnie to wkurza, gdy ktoś myli te dwie świąteczne roślinki i podpisuje zielone ostre listki z czerwonymi kuleczkami jako "mistletoe". Przecież jemioła wygląda zupełnie inaczej! Ostrokrzew to właśnie "holly", jak w wyżej zacytowanej piosence, czy w starej i wszystkim znanej "Deck the halls with boughs of holly". Czuję się teraz jak Wojciech z "Listów do M" opowiadający o pochodzeniu kolędy "Cicha noc" :D
Ostatnio oglądałam świąteczny serial netfliksa "Dash i Lily" i możecie wierzyć mi na słowo, uśmiechnęłam się do monitora, gdy główna bohaterka zwróciła komuś uwagę, że trzymana przez niego gałązka ostrokrzewu to nie jemioła, choć wielu ludzi myli te dwa pojęcia. Kochana Lily, ty moja bratnia duszo! 
Tak wiem, jestem okropnym czepiaczem-perfekcjonistą, zawsze muszę znaleźć coś do mnie wkurza i jestem znana z tego zarówno w domu jak i w pracy. 




Ostrokrzew to chyba najpopularniejszy motyw związany ze Świętami Bożego Narodzenia. Możemy go zobaczyć dosłownie wszędzie, zarówno w swojej żywej postaci, w wieńcach i zielonych dekoracjach, jak i w sztucznej formie, czy nawet narysowany. Zwykły papier do pakowania? Namalujmy na nim liście i czerwone kropki, będzie świątecznie! Mam ogromną słabość do tego motywu i zawsze chciałam odtworzyć ostrokrzew na paznokciach, niestety albo nie miałam odpowiedniej płytki, albo jak już miałam, to zabrakło mi czasu i było już po świętach.

W tym roku korzystając z mojego blogmasowego przedsięwzięcia planuję zrobić wiele rzeczy na które wcześniej nie miałam czasu. Przecież praca magisterska może poczekać, najlepiej w nieskończoność ;) Stąd oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam w końcu ostrokrzew na paznokciach. 




To przepiękne bordo to El Corazon No 423/503 Illusionist. Kupiłam ten lakier przy okazji zakupów z innymi bloggerkami. To lśniące bordo jest w mojej kolekcji od 4 lat. Wybrałam ten kolor, specjalnie na studniówkę mojego chłopaka, pamiętam że połączyłam je ze złotem i granatem, ale nie byłam za bardzo zadowolona z efektu końcowego, dlatego nigdy nie opublikowałam tego manicure. Potem przez dłuższy czas go nie używałam, bo nie wiedziałam z czym go połączyć. I miał jedną wadę - bardzo szybko wycierają się końcówki paznokci. I jeszcze jedną, choć dla niektórych może to nie być wada, ale mi przeszkadza: butelka jest bardzo wywrotna. Podczas jednego malowania przewróciłam ją kilka razy. Na szczęście nic nie pobrudziłam.  Ze stemplowymi naklejkami i podwójną warstwą topu trzymał się ok. 3 dni, tym razem nawet aż tak bardzo się nie zniszczył i nie powycierał. To z pewnością jeden z piękniejszych ale też wymagających lakierów w mojej kolekcji. 




Lakier w kolorze rosegold to Precision Red Velvet Cupcake. Kupiłam go na Eurofashion, tak jak pozostałe lakiery z tej firmy. Pokazywałam Wam już bordo z holo drobinkami. Zdradzę Wam też w sekrecie, że z tej marki pochodzi mój ulubiony, najbardziej świąteczny lakier jaki posiadam. Koniecznie będę go musiała pokazać na blogu. Wracając do rosegold - nie jest to czysty odcień różowego złotka, jest bardziej miedziany. W transparentnej różowawej bazie został umieszczony glitter w kolorze złota o ciepłym odcieniu. O dziwo krycie nie jest takie straszne jak na brokat, ja nałożyłam trzy warstwy, można też posiłkować się gąbeczką, ale ja wolę nie, nie przeszkadzają mi ewentualne prześwity.




Wzór ostrokrzewu  pochodzi z płytki Nicole Diary L13, którą dostałam rok temu od Born Pretty. Niestety aktualnie nie ma jej na stronie sklepu. W zeszłym roku użyłam jej np. do zdobienia z ośnieżonym lasem. Ma bardzo ciekawe wzory i wiele z nich strasznie mi się podoba, choć część jest zbyt duża na moje małe paznokcie (standard). 




Mam nadzieję, że Wam się spodoba. A Wy odróżniacie jemiołę od ostrokrzewu? :D


02 grudnia

BLOGMAS, dzień 2. Mikołajkowe rozdanie

BLOGMAS, dzień 2. Mikołajkowe rozdanie
W tym roku Mikołaj przybył do mnie nieco wcześniej niż zwykle i poprosił, abym w jego imieniu obdarowała też moje obserwatorki. Przygotował dla Was małą lakierową niespodziankę. Już teraz mogę Wam zdradzić, że nie jest to tylko jedna niespodzianka, ale ciiii, wszystko w swoim czasie ;)



Zapraszam na mój instagram: owidia_nails, bo to właśnie tam będzie się obywać konkurs. Aby wziąć udział należy tam odpowiedzieć w komentarzu na pytanie "Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie związane ze świętym Mikołajem?". 

Konkurs jest skierowany tylko do obserwatorów, więc jeśli jeszcze tego nie robisz, to proszę, zaobserwuj mnie ;) Nie mam żadnych innych wymagań, będzie mi miło jak puścisz informację o konkursie na instastory, ale nie jest to warunek konieczny. 



Wygraną są lakiery i produkty do stemplowania widoczne na zdjęciu oraz mała niespodzianka. 
Wyniki ogłoszę 07.12 pod postem na instagramie i na instastory. 
Nagrodę wysyłam tylko na terytorium Polski. 

Widzimy się na instagramie. Powodzenia Dziewczyny!

01 grudnia

BLOGMAS, dzień 1. Osiem lat blogowania. *Policzyłam moje wszystkie lakiery*

BLOGMAS, dzień 1. Osiem lat blogowania. *Policzyłam moje wszystkie lakiery*

Sama w to nie wierzę, ale chcę spróbować. Eksperyment po ośmiu latach blogowania to dobry pomysł na przełamanie rutyny. 

Na pewno znacie ideę blogmas, tudzież vlogmas. Twórcy internetowi, czy w tym drugim przypadku konkretnie youtuberzy tworzą codzienny post, film, w odliczaniu do świąt. Coś jak kalendarz adwentowy tylko bez czekoladki. Czy co tam preferujecie, skoro są  nawet kalendarze ze świeczkami, czy przysmakami dla kota, to już chyba wszystko tam ładują. 
Tak, tak na prawdę jestem zazdrosna, bo szkoda mi kasy na te drogie kosmetyczne, a takiego z czekoladką nie miałam okazji kupić...;)


Postanowiłam w tym roku spróbować. Oczywiście spóźniłam się jakieś 3-4 lata, bo kto jeszcze czyta blogi, ale na instagramie też będą pojawiać się posty i relacje. Nie wiem czy dam radę z codziennymi migawkami tutaj i na instagramie, ale postaram się. Oczywiście niemożliwym byłoby tworzyć codziennie nowe zdobienie (ej, a 31day challenge organizowany co roku we wrześniu to co?!), dlatego chciałabym napisać też kilka postów dotyczących innych zagadnień, kosmetycznych i nie tylko. W końcu mój blog nie zaczął się od samych paznokci ;)


3 lata temu szczerzyłam się jak aktorki z długiej reklamy apartu, a wszystko przez spotkanie lakieromaniaczek z NCLA

Wydaje mi się, że poznaliśmy się przez te osiem lat na wylot, ale przecież zaglądają tu też nowe osoby, miłośniczki paznokci, czy też przybysze zagubieni w internecie, i może chcieliby się dowiedzieć czegoś o mnie i o moim miejscu w sieci. Na początku bloga wplatałam więcej prywaty, ale teraz jest tego zdecydowanie mniej, jakieś ciekawsze momenty z prywatnego życia wrzucam czasem na instastory.

Jestem Owidia, a tak na prawdę to Karina. Owidia to wymyślone imię, bo gdy zaczęłam blogować miałam...15 lat i chodziłam do gimnazjum. Wstydziłam się, że ktoś przeczyta moje nastoletnie wypociny, pozna mnie i będę wyśmiewana w szkole. Bloga założyłam w wakacje, na początku traktowałam to jako przygodę, ciekawostkę. Moje paznokcie wołały o pomstę do nieba, nie umiałam ich ładnie pomalować, choć bardzo chciałam żeby były piękne... Niestety łamały się strasznie. Dlatego zaczęłam od kosmetyków ogólnie. Wcale nie przeszkadzała mi nikła wiedza w tym temacie.


A tak mniej więcej wyglądałam w momencie założenia bloga 

Teraz mam 23 lata. Pasja do paznokci nie minęła, z roku na rok rozwija się coraz bardziej. Piszę praktycznie tylko o klasycznych lakierach, hybrydy noszę jednak cały rok. Na stopach oczywiście ;) Moją ulubioną techniką zdobienia paznokci są oczywiście stemple, do ręcznie malowanych zdobień brakuje mi talentu i wprawy.
Oprócz bloga dużo czytam, uwielbiam The Sims 2 i ręczne robótki, ostatnio pokochałam makramy.
W przyszłym roku kończę studia magisterskie z germanistyki, pracuję w dziale zagranicznym sklepu internetowego, choć z zawodu jestem nauczycielem niemieckiego i szwedzkiego.


Pierwsza wspólna fotka z helmerem, czyli domkiem dla lakierów, grudzień 2014

Kilka faktów technicznych. Lakiery przechowuję w szafce Helmer z IKEA, moja kolekcja jest dość spora, ale porównując z innymi lakieromaniaczkami, to nie jest tego aż tak dużo. Od dawna już nie liczyłam ile czego mam, wolałam nie wiedzieć. Obstawiałam coś około 250 sztuk lakierów, policzyłam wszystkie i wyszło trochę więcej.
Podsumowując moją kolekcję: 

Lakiery: 332

Płytki do stempli: 102

Lakiery do stempli: 40

Płytki i lakiery do stempli, a także część ozdób trzymam w dużej szufladzie pod szafą. W biurku również mam szufladę przeznaczoną dla paznokci, trzymam tam najczęściej używane przybory, jak cążki czy radełko, odżywkę, topy, czarny lakier do stempli, ogólnie to, po co najczęściej sięgam. Oprócz tego trzymam w niej również słodycze xD

Tak na prawdę moja kolekcja jest trochę większa, mam cały karton lakierów nowych lub użytych raz, płytek do stempli czy stempli, których już nie używam. To rzeczy do oddania komuś innemu, które czekają już od kwietnia, ale jeszcze się nie zebrałam od kwietnia. Moim noworocznym postanowieniem jest zrobienie z tym porządku :D

Mam w swojej kolekcji też kilka lakierów, które są ze mną od początku i zwyczajnie szkoda mi je wyrzucić, choć już nimi nie maluję. Takie buteleczki mają specjalne miejsce w helmerze. Nie liczyłam ich do ogólnej liczby lakierów, bo gdyby nie sentyment, już dawno byłyby wyrzucone.

Zatem skoro już lepiej znacie mnie i moją kolekcję, pozostaje mi tylko zaprosić Was do śledzenia moich blogmasowych poczynań :)

18 września

Twin mani z Malinailą. B.00 rainbows and unicorns.

Twin mani z Malinailą. B.00 rainbows and unicorns.
Dziś mam dla was wyjątkowy post. Bloga prowadzę już chyba 8 lat a pierwszy raz wzięłam udział w twin mani! Weroniko (Malinaila), dziękuję Ci za zorganizowanie tej zabawy, bo pewnie sama bym się nie odważyła zapytać. Mam nadzieję, że jeszcze coś razem zmalujemy!





Z racji że ja niestety nie jestem tak utalentowana jak Weronika jeśli chodzi o ręczne malowanki (no zobaczcie tylko te żabki albo Mulan!), zaproponowałam więc abyśmy wybrały jedną wspólną płytkę i stworzyły paznokcie oparte na tym samym wzorze. Padło na płytkę B.00 rainbows and unicorns i wzór w lakiery. Jak widzicie, podeszłyśmy do tematu zupełnie inaczej!




Ja postanowiłam zaszaleć i zrobić naklejki stemplowe na wszystkie paznokcie. Byłam jednak bardzo niezadowolona! Naklejki rozjechały mi się na dwóch paznokciach i nawet przez chwilę miała ochotę wszystko zmyć i robić od nowa. Na zdjęciach chyba jednak aż tak nie rzuca się to w oczy. Długo zastanawiałam się nad kolorem tła. Miał być róż, srebrne holo, biały. W końcu stanęło na błękicie i to był chyba najlepszy wybór ;)



Weronika wybrała wzór pojedynczego lakieru, a małe lakiery wykorzystała jako tło i do tego użyła fantastycznego lakieru termicznego, który daje efekt gradientu. Bardzo mi się podoba! To niesamowite jak można zinterpretować ten sam wzór na różne sposoby ;) wybrałyśmy zupełnie inną kolorystykę, wykończenia lakierów i inną metodę stemplowania. 

Dziękuję Ci za zabawę Kochana ;* mam nadzieję, że jeszcze kiedyś razem coś stworzymy i że to będzie całkiem niedługo ;)
tutaj zobaczycie wpis Weroniki i dowiecie się jak powstało jej zdobienie, zaglądajcie! ;)




Do zdobienia użyłam:
błękitnego Golden Rose Ice Color 149
ciemnego różu, bieli i kobaltu z Golden Rose do kolorowania stempli
czarnego lakieru do stempli Born Pretty
płytki B.00 rainbows and unicorns

19 grudnia

Relacja ze spotkania z NCLA w Warszawie.

Relacja ze spotkania z NCLA w Warszawie.
Witajcie kochane ;)
W sobotę miałam przyjemność brać udział w spotkaniu z NCLA. To pierwsze takie spotkanie w mojej lakierowej karierze, więc troszkę się stresowałam, ale nie było czym, bo świetnie się bawiłam! 
Do Warszawy dotarłam pociągiem, a potem przemaszerowałam przez miasto, dzięki czemu troszkę sobie pozwiedzałam. Dla osoby, która potrafi się zgubić we własnym pokoju to niezły wyczyn :D 


Spotkanie było przygotowane PERFEKCYJNIE! Najpierw została nam przedstawiona prezentacja o marce i jej założycielce, miałyśmy też okazję wypróbować naklejki, testować wszystkie lakiery, które nam się podobały, zarówno hybrydowe jak i klasyczne oraz zostałyśmy poczęstowane wegańskimi przekąskami ;)

Pożyczyłam zdjęcie od Pulinki, bo ja byłam tak zaaferowana, że praktycznie nic nie cyknęłam. Naklejki tak mnie wciągnęły, że nawet nie wiem kiedy zostało zrobione to zdjęcie :D Te dwie pochylone, totalnie skupione na wzornikach głowy to właśnie ja i Wiola z bloga Lakierowy Kuferek.


Marka NCLA tworzy szczególne produkty. Lakiery są w pełni wegańskienietestowane na zwierzętach oraz nie zawierają "toksycznej siódemki", czyli formaldehydu, toluenu, żywicy formaldehydowej, DPB, kamfory, ksylenu i TPHP. Muszę się wam przyznać, że do tej pory zwracałam uwagę tylko na to, aby moje odżywki nie zawierały formaldehydu. Nie miałam pojęcia, że pozostałe substancje mogą być tak szkodliwe! Zapraszam was do zapoznania się z negatywnymi skutkami stosowania każdej z tej substancji klik!


Byłam totalnie zdziwiona, gdy pod koniec spotkania, każda z nas została obdarowana paczuchą - niespodzianką. W paczkach znajdowały się różne lakiery, mnie trafiły się dwa z dostępnej już donutowej kolekcji Sivan Ayla - Capri sunset i Rose for breakfast oraz dwa z nadchodzącej wiosennej kolekcji Plastic - Hey Doll! oraz Life is your creation. Oprócz tego każda paczka zawierała przesłodki złoty przybornik do manicure i szklany pilnik do paznokci.


NCLA nie zapomniało też o was, moich czytelniczkach! Mam dla was kod na 25% rabatu, musicie się jednak spieszyć, bo promocja trwa tylko do 1. stycznia. Myślę że warto skorzystać i sprawić sobie mały prezent na święta, bo lakiery NCLA są na prawdę wyjątkowe i niepowtarzalne. 

Poza tym muszę wam coś wyjaśnić. Tak na prawdę nie mam na imię Owidia, tylko Karina, co mogłyście zauważyć na plakietkach. Dziewczyny, które miałam okazję poznać były tym faktem zaskoczone :D

Dziękuję marce NCLA za zaproszenie, Ani z bloga B. for beautiful nails za współorganizację wydarzenia oraz wszystkim dziewczynom, które miałam okazję poznać. To niesamowite przeżycie, spotkać na raz 20 osób tak samo zafiksowanych na punkcie nailartu jak ja. Dziękuję za wspaniałą sobotę i mam nadzieję na więcej takich spotkań <3


14 marca

Targi Beauty Forum Warszawa 11.03.2017 - co udało mi się upolować.

Targi Beauty Forum Warszawa 11.03.2017 - co udało mi się upolować.
Witajcie ;)
Od kilku lat w okresie targów zawsze śledziłam zakupy i relacje u innych dziewczyn, zawsze zazdrościłam, więc w zeszłym roku wybrałam się do Krakowa z Dominikiem. Na chwilę moja ciekawość została zaspokojona. Jednak gdy kilka dni przed targami Beauty Forum zgadałam się z Anią, którą na pewno znacie z bloga BforBeautifulNails i z B. loves Plates, zaproponowała mi, że może mnie zgarnąć z Częstochowy... Nie mogłam się długo zastanawiać ;)


I to właśnie było dla mnie sedno targów. Ogromnie się cieszę, że mogłam poznać te wspaniałe dziewczyny: Anię, Basię, Agnieszkę i Paulinę. Zawsze czułam się trochę na uboczu, dopiero w sobotę poczułam, że przecież jestem częścią bloggerskiego świata, społeczności zakręconych lakiero- i stemplomaniaczek. To wspaniałe móc dzielić się z kimś spostrzeżeniami, wrażeniami, opiniami o ulubionych lakierach, stemplach, płytkach... Brakowało mi tego ;) Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy <3

Przejdę już do moich zdobyczy. Nie jest tego dużo, bo szczerze mówiąc nie chciało mi się wystawać po półtorej godziny w kolejkach np. u Indigo, Golden Rose też nie odwiedziłam zniechęcona kolejką.. A o kilku rzeczach zapomniałam (np o Andromedzie z Neonail... chlip)

Najbardziej napaliłam się na stoisko Orly.. i w końcu udało mi się upolować Androgynie! jedna jedyna buteleczka leżała na wierzchu i czekała na mnie <3 Poza tym dobrałam sobie jeszcze dwa brokaty z kosza wyprzedażowego po 8 zł i dwa z 'nowszych' kolekcji po 15 ;) na hasło "La la land" można było dostać malutki zmywacz gratis. Mój już czeka na wakacje - pojemność idealna na podróż ;)

Na stoisku Orly pojawiłyśmy się kilka razy, nawet nasze zdjęcie grupowe zrobiłyśmy sobie obok, razem z przemiłymi paniami, które podarowały każdej z nas po turbo kanapce "ze wszystkim". Dziękuję jeszcze raz, były przepyszne! <3


W Eurofashion nabyłam przepiękny Hot-hot-hot pants, to już drugi pastelowy neon z tej serii w mojej kolekcji (mam Disco's not dead z targów Krakowskich), ideał na wiosnę <3 dobrałam jeszcze dwa cieniutkie pędzle i jeden płaski do skórek. Mam jeszcze zapas zmywacza, więc tym razem spasowałam ;)


Stoisko Moyry również było na mojej liście. Bardzo cieszę się, że udało mi się upolować złoto do stempli, w końcu mam "zastępcę" mojego ukochanego Avona. Wszystkie inne stemplowe złotka są bardzo ciepłe, a ja szukałam właśnie takiego chłodnego odcienia. Bardzo chciałam wypróbować też jakąś płytkę i w końcu wybrałam Nature ;)


W Mistero Milano była promocja 3 za 2, ale nic nie wpadło mi w oko oprócz pięknego bordo i szarego beżu (musicie mi wierzyć na słowo - zapomniałam zrobić zdjęcia wzornikom, zrobię update w sobotę ;) Jakie one mają piękne nazwy! Mufinkowa pokusa.. Uwielbiam kiedy lakiery mają swoje nazwy, a nie tylko numerki ;)


Ania rozdała nam wszystkim tęczowe gadżety - smycz i długopis. Ogromnie ucieszył mnie ten gest i teraz za każdym razem gdy wyciągam klucze do mieszkania, mogę cieszyć się moją małą tęczą <3

Podsumowując: Bawiłam się przewspaniale, dzięki dziewczynom, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy ;) Dziękuję Wam <3 Majątku nie przepuściłam, więc jest dobrze :D