sobota, 29 marca 2014

Pierwszy lakier 'z wyższej półki' - niepowodzenie 'z wyższej półki'

Dlaczego niepowodzenie 'z wyższej półki'? Otóż mimo ładnego koloru lakier jest BEZNADZIEJNY. Wybaczcie, że zaczęłam tak z grubej rury, ale to prawda.
Zapraszam na recenzję lakieru Orly - In the navy, który połączyłam z boskim Essence - 78 blue addicted.
Gdybym kupiła go w regularnej cenie to byłabym jeszcze bardziej zła. Nabyłam go w Tk Maxxie w komplecie. Może nie jest taki zły, ale jako że jest to lakier z wysokiej półki, spodziewałam się że będzie jakiś niesamowity. A tu zachowuje się jak jakiś z bazarku za 2,50. Szkoda, bo kolor ładny. Granat z niebieskim shimmerem. 
Zacznę od tego, że jest strasznie rzadki. Jak woda. łatwo się nim pozalewać. Może to i lepiej, bo wiadomo jak jest w tym sklepie, wszystko zmacane, pootwierane... Mógł mi się trafić glut..
Lekka konsystencja = beznadziejne krycie = 2 warstwy i prześwity.
Długo schnie, mimo że potraktowałam go topem. Nie dość że prześwity, to jeszcze dziurki w lakierze. No niezbyt dobrze. Przy okazji niezbyt dobrze manewrowało mi się jego pędzelkiem, stąd przy skórkach wygląda jak wygląda.
Barwi wszystko na niebiesko przy zmywaniu. 


Poza tym podoba mi się dizajn buteleczki, ta ogromna pojemność już mniej. Ale poza tym ma piękny kolor i dobrą trwałość.. Chce go ktoś przygarnąć? :D Serio, jak zrobię aktualizację wyprzedażowej zakładki to na pewno tam wyląduje.



środa, 26 marca 2014

Sklep ze słodyczami od Wibo - moja nagroda + praca konkursowa.

Witajcie!
Dziś pokażę wam najnowszą kolekcję wiosenną Wibo - piaskowe lakiery w cukierkowych kolorach. Dzięki temu, że zdobyłam II miejsce w kwiatowym konkursie miałam zaszczyt wypróbować je jako jedna z pierwszych, ponieważ są jeszcze niedostępne w Rossmannie.
Chociaż nie przepadam za różem to te przypadły mi do gustu, nie czułam się w nich źle. Gdy tylko zobaczyłam je na zdjęciach na facebookowym profilu Wibo, to byłam pewna, że fiolet będzie mój <3
W sumie to jestem zdziwiona, myślałam, że ta seria obejmie pastele w zróżnicowanych kolorach ;) Miałam nadzieję na miętowy, błękitny i bananowy piasek. Tak, zasmakowałam w bezdrobinkowych (bezbrokatowych?) piaskach, te mi pasują ;)

Tak prezentowała się moja nagroda :) Wszystko zapakowane bezpiecznie w elegancką torebeczkę i dodatkowo zabezpieczone pianką ;)
Od lewej nr 1, 2, 3, 4 i mascara Panoramic Lashes
Tuszu jeszcze nie próbowałam, ale ma na prawdę gigantyczną szczotę :D Teraz używam żółtego Lovely i tamta w porównaniu z tą jest mikrusia ;)
Zbliżenie na wszystkie kolory w świetle sztucznym + flesz. 
Piaskowy efekt jest w sumie taki sam, no może fuksja ma tych drobinek troszkę mniej, ale to może ja tak koślawo nałożyłam. Mnie się podoba ten dosyć delikatny, aczkolwiek wyczuwalny efekt. Na razie słoczowałam po jednym palcu, jak pomaluję całe dłonie to dodam kompletne recenzje.


A tu już porównanie w świetle dziennym:

Troszkę się zawiodłam, bo nr 1 jest identyczny jak GR Holiday nr 66. Na zdjęciach na profilu Wibo fuksja była ciemniejsza i podchodziła bardziej pod fiolet, coś jak bez ;) na szczęście nr 2 jest bardziej koralowy niż różowy, dla mnie idealny <3 kojarzy mi się z grapefruitem ;)
Niestety jak to jasne piaski - strasznie się brudzą. Ale ja pocieram je delikatnie szczoteczką do rąk z mydłem i znów są śliczne ;)

Jeszcze raz cała kolekcja, tym razem w świetle dziennym, w słońcu:

A żeby nie było łyso na kciuku, to dodałam GR Holiday nr 63 ;) Całość wyglądała bardziej jak skittle mani w różowo-fioletowych tonacjach niż jak ombre, ale mnie nie przeszkadzało ;)

A to mój konkursowy projekt - pastelowe różyczki ;)

To byłoby na tyle. Myślę, że lakiery te można polecić, jeśli lubicie piaski bez brokatu, to na pewno wam się spodobają ;) Dodatkowo nie widziałam jeszcze fuksji w piaskowym wydaniu ;) ani tak ładnego koralu ;) Jestem zachwycona szczególnie numerem 2 i 4 i myślę, że tego lata będą często gościły na moich paznokciach ;)
Jeśli wciąż wahacie się nad zakupem tych piasków, to mam nadzieję, że moje słocze okażą się pomocne w ostatecznej decyzji ;)

Dziękuję jeszcze raz firmie Wibo za to wyróżnienie :) II miejsce wśród tylu świetnych prac to dla mnie wciąż ogromne zaskoczenie i niesamowita radość, a także motywacja do dalszych prób w zdobieniu ;).


poniedziałek, 24 marca 2014

Moja nieudolna wersja popularnego motywu ;)

Witajcie ;)
Pokażę wam dzisiaj mani, które początkowo miało być wysłane na konkurs Wibo. Ja nie wiem jak ja przeczytałam regulamin, ale byłam pewna, że tam jest napisane, że mają być CO NAJMNIEJ DWA dowolne lakiery Wibo. Dopiero za trzecim razem jak przeczytałam, to zrozumiałam, że tam nic takiego nie ma :D
W tym mani są tylko trzy lakiery Wibo, dlatego nie wysłałam go na konkurs. Poza tym nie podoba mi się. Olga, Klaudia, nie ważne co mówicie, i tak mi się nie podoba i już ;)

Ostatnio pojawiło się dużo paznokci inspirowanych kwiatami Jana Weissa, takimi jak ten:
Ja jednak nie przepadam za neonowymi barwami. Postanowiłam zmalować to w swojej wersji kolorystycznej - w barwach sasanek, moich ulubionych kwiatków zwiastujących wiosnę ;) Co roku jako pierwsze kwitną nam w ogródku ;)

Nie jestem zadowolona z moich kwiatków, bo zrobiłam zbyt grube linie, które dodatkowo rozmazał top coat. Poza tym moje skórki pozostają wciąż w okropnym stanie mimo moich starań. Nie zauważyłam tego, dopiero teraz na zdjęciach - poprzyczepiały się do nich kłaczki z wacików kosmetycznych...
Z resztą zobaczcie same.





Lakiery, które wykorzystałam do tego zdobienia:
Co prawda to zdobienie nie poszło na konkurs, ale wysłałam jeszcze dwa i... jedno zdobyło II miejsce!
Jestem niesamowicie szczęśliwa <3




niedziela, 23 marca 2014

Elegancki marmurek Lemax.

Hej dziewczyny ;)
Pamiętacie jeszcze marmurki Lemax, które szturmem wdarły się do blogosfery na przełomie lata i jesieni ubiegłego roku?
Ja wciąż pamiętam ;) mam trzy: różowy, beżowy i biały. Dwa pierwsze są moimi ulubieńcami, biały z kolei jest taki sobie. Nie wiem dlaczego tak długo zwlekałam z wypróbowaniem beżowego. Jest prześliczny ;)
Teraz marzą mi się przepiórcze jajeczka Models Own, zwłaszcza fioletowy i miętowy ;)
Pod względem technicznym nie różni się od pozostałych, które już recenzowałam tutaj, klik!
Kryje lepiej niż biały, tak jak różowy już po trzech warstwach. (nie zrażajcie się moimi końcówkami, są wybitnie jasne i prawie zawsze prześwitują..). Przy zmywaniu trzeba się troszkę pomęczyć, bo czarne kropeczki po przetarciu zmywaczem okazują się srebrnym brokatem. 
Ja zestawiłam go z czarną  końcówką, nie chciałam klasycznego frencza, więc jest takie czarne nie wiadomo co ;)


Bardzo dobrze się czułam w tym połączeniu ;)  Taka odmiana dla zwykłego nudziaczka.
Co myślicie o marmurkach? Podobają się wam, czy nie macie ich w swojej kolekcji?




sobota, 22 marca 2014

Nowości Essence - Cukierasek.

Piasek?! RÓŻOWY?! - Zdziwienie mojej przyjaciółki było niesamowite ;) Stwierdziła, że jak następnym razem pojawię się w pomarańczowych dresach, to nawet to jej już nie zdziwi :D (jak miałam 10 lat to najbardziej na świecie uwielbiałam pomarańczowy kolor i miałam dres właśnie w tym kolorze ;) potem przeszło mi w róż, a potem znienawidziłam oba na rzecz czerni, czerwieni, szarości, bieli i kobaltu i tak jest do dziś ;)
Lakier Essence 182 hello rosy zauroczył mnie już na zdjęciach reklamujących wiosenne nowości tej firmy. Spodobały mi się również zielenie, błyszcząca czerwień, niestety nie wiem jaki numerek, ale na trzonku pędzla jest napis 'our favourite', analogicznie z fioletowo-niebieskim z napisem 'I'm trendy', ale tego akurat nie mogę nigdzie spotkać.
No właśnie. O ile Hebe ma dosyć mało produktów Essence, bo ma małą szafę,toteż nowości jest mało - nieliczne Colour & go i toppery, to w Super Pharm i w Douglasie, a zwłaszcza w tym ostatnim gdzie jest dwustronny stojak, nie ma nic. NIC. Ogólnie Galeria Jurajska zaczyna mnie wkurzać. Na serio to co tu jest to jakieś odrzuty lub wadliwe towary. Nie chcę uogólniać, jednak lakiery Essence w Douglasie są wszystkie poodkręcane, porozwarstwiane lub zaschnięte. Szkoda gadać. Jedyny plus jest taki, że można tam dostać produkty które są już lata temu wycofane. O ile znajdzie się świeży egzemplarz.
Użytkowo nie różni się od czerwonego braciszka klik!. Jednak ma jedną poważną wadę. Odpryskuje już na drugi dzień. Najpierw przy końcówkach. Wtedy domalowałam mu łatki, nie było nic widać. Myślałam, że to moja wina, w tych miejscach lakieru było mniej (przez nieuwagę nałożyłam go nierównomiernie, ale nie było widać prześwitów, bo ma dobre krycie już po jednej warstwie). Jednak kolejnego dnia lakier odpadł mi na środku paznokcia, a tylko delikatnie puknęłam nim o stół. Przy zapinaniu guzika to samo. 
Od czerwonego różni go też czas schnięcia, bo schnie dłużej.
Zawiera małe czerwone piegi, czerwony brokat i różowy shimmer.

Mimo wszystko bardzo mi się podoba. To taki odcień różu który toleruję. Nie lubię tych chłodnych czy fuksji. Nie zamykam się na różowe paznokcie. Odkąd kupiłam różowy maczek Lemax toleruję ten odcień na paznokciach. I nawet dobrze się w nim czuję ;)

Nie widziałam podobnego lakieru. Jest wyjątkowy ;) Kupiłam go w sumie w ciemno, bo jeszcze nie widziałam jego recenzji na polskich blogach. Jedynie na nielicznych zagranicznych.





Jak wam się podoba? Jak dla mnie jest uroczy ;)




środa, 12 marca 2014

Garść frustracji. Czyli jak ciężko o dobrego dermatologa.

Hej dziewczyny!
Muszę się wam troszkę pożalić. Byłam ostatnio u kolejnego dermatologa i...kolejna porażka.
Znów poszłam do przychodni, tym razem innej. Byłam już w dwóch lub trzech. Pisałam o tym troszkę o tutaj, klik! Liczyłam, że w tej będzie inaczej. Że skoro już stwierdzili, że mam AZS, to miła pani potwierdzi, popatrzy ewentualnie, przepisze nowe, bardziej skuteczne lekarstwa. Głupia nadzieja!
Bardzo cieszyłam się, bo mama podrzuciła mnie troszkę wcześniej i mimo to weszłam bez kolejki. Byłam już w tej przychodni, miałam tu usuwaną zmianę barwnikową, mikroskopijnego pieprzyka, do którego doczepiła się inna pani dermatolog. Był w porządku, ale jak miało się coś z nim złego potem dziać to wolałam wyciąć. Wiedziałam więc co i jak.
Zza biurka wyjrzała na mnie nabzdyczona pani i rzuciła suche 'dzień dobry!', brzmiące tak jakby chciała mi powiedzieć obelżywe 'wynocha!'. Siadłam więc cichutko. Po chwili ciszy (coś pisała, to wolałam się nie odzywać), popatrzyła na mnie i rzuciła 'no?', zaczęłam opowiadać, że w dzieciństwie skaza białkowa, potem alergia wziewna i pękającą, ropiejącą czasem skórę z tym wiązano. Kobieta nie była tym zainteresowana, wręcz przeciwnie: 'no i co?'. Wkurzyła mnie tym jeszcze bardziej. Powiedziałam, że mam podejrzenie atopowej skóry na głowie na tle alergicznym, wcześniej były jeszcze gdzie indziej objawy, ale po smarowaniu takim i takim kremem przeszło, zostaje tylko pękające ucho i głowa. Popatrzyła na mnie, popatrzyła i nagle ryknęła, że ona to w życiu nie słyszała o alergii w owłosionej skórze głowy! Co ja sobie w ogóle wymyśliłam?! Po czym kazała mi usiąść na kozetce, założyła rękawiczki, zaczęła przeglądać pasmo po paśmie moje włosy. Minę miała taką jakbym tam miała wszy, wrzody, spływający tłuszcz, ropiejące czyraki i nie wiadomo co jeszcze, no mało na mnie nie zwymiotowała. Powiedziała: Łojotokowe zapalenie skóry, czyli przewlekły łupież, pani się z tego nie wyleczy, może jedynie zneutralizować szamponem, tamtych maści nie używać, suszarki nie stosować. Ironicznie powiedziałam, że to w moim przypadku niemożliwe (mam strasznie grube włosy, ponad 10 cm obwodu w kucyku, myjąc na wieczór, a inaczej się nie da, bo wracam późno, musiałabym spać z mokrymi, które do rana i tak nie wyschną), złośliwie się uśmiechnęła i stwierdziła, że zdaje sobie z tego sprawę. Dobrze że się o ucho upomniałam, bo nie popatrzyła nawet, zapytała się czym smaruję i czy pomaga, uznała, ze też ŁZS. (notabene stosuję maść na AZS i właśnie ta pomaga, przepisała mi tą samą). Wypisała mi recepty, jedną na maść, drugą na dwa szampony i wyszłam stamtąd czym prędzej. Byłam na tę babę tak wściekła, że miałam ochotę wrócić i na nią nawrzeszczeć, a jednocześnie się popłakać.

Bo czy to tak dużo być uprzejmym dla drugiego człowieka? Ja nie wymagam, żeby ciuciała nade mną i rozprawiała jakie wspaniałe mam włosy i nie żałowała mnie, że AZS czy ŁZS (bo już sama nie wiem)... Oczekiwałam tylko, że ktoś w końcu mi powie co i jak mam robić, a nie działać na własną rękę, bo przecież ja nie wiem co mam robić w tej sytuacji. Ja nie kończyłam medycyny i nie robiłam specjalizacji w tym kierunku.Mnie rodzice uczyli, że dobro, uśmiech to piłeczka, która się odbija niekoniecznie od tej samej osoby, której okazaliśmy ciepło, ale zawsze do nas wróci...
 Dobijające jest to, że teraz nie ma już lekarza z powołania, są za to 'lekarze', którzy kompletnie nie nadają się do tego co robią, a tylko ciągną z nas pieniądze. No chyba że pójdziemy prywatnie, to wtedy można liczyć na kilka uśmiechów za te 100 czy nieraz więcej zł.

W domu mama przejrzała moje włosy, bo nie wierzyłam w to co tamta nagadała i chciałam sprawdzić czy faktycznie coś mi się nie zalęgło, bo mina tej lekarki była przerażająca. Mama pozaglądała i naliczyła 3, słownie TRZY płatki łupieżu na całej głowie. 

Ale najlepsza historia to była z receptą. Poszłam kilka dni później do apteki, bo akurat tak wyszło, że od razu nie mogłam. Recepta z maścią przyjęta, bez problemu, a ta z szamponami... No cóż. Jeden szampon został napisany po łacinie, po naradzie dwóch farmaceutów wyszło, że to Pharmaceris dla łuszczyków po prostu, a drugi... Pan farmaceuta przeprosił mnie, ale mimo konsultacji z dwoma farmaceutami oraz innymi pracownikami, którzy akurat byli w pobliżu (byłam w Super Pharm) doszli do wniosku, że tam chyba jest napisane 'SZAMPON KONOPNY', ale równie dobrze może to być coś innego, bo tam dalej były jeszcze jakieś mazgroły i oni mi tego nie mogą sprzedać, bo nawet nie mają nic takiego...

Nie jest najgorszy... Zobaczymy co będzie dalej. 

Wybaczcie ten ogromny wylew żalu i złości, ale nie mogłam się powstrzymać. Jeśli któraś z was to przeczytała w całości, to jestem bardzo wdzięczna.

wtorek, 11 marca 2014

Kobaltowo.

Witajcie ;)
Strasznie u mnie ostatnio niebiesko. Wciąż maluję paznokcie lakierami z tej gamy kolorystycznej. Zaczęłam od niezapominajki, przeszłam przez kobalt, pastelowy błękit, znów kobalt, a ostatnio prawie czarny granat. Jeszcze mi się nie znudziło ;) mało tego, powiem wam, że zamówiłam sobie kobaltowy piasek na wyprzedaży u Sajjidy (klik!) No cóż, zawsze byłam zwariowana na punkcie niebieskości na paznokciach :)
Dawniej moim naczelnym kobaltem był ten od Wibo (klik!), jednak miał wiele wad. Nie mogłam się powstrzymać widząc identyczny kolor konkurencyjnej marki w Biedronce.
Jest o wiele lepszy od Wibosia. Mimo że kryciem nie zachwyca, to po 3 warstwach końcówki aż tak nie rażą (moje są bardzo jasne). Trzyma się długo, bo u mnie aż 4 dni (co prawda z topem, bez topu szybciej wycierają się końcówki, ale i tak nie odpryskuje). Nakłada się w porządku, nie zalewa skórek, nie brudzi ich także przy zmywaniu.
A co do 'oddychania' to nie wierzę w to ani trochę :P ale za to urocze są te bąbelki na buteleczce ;) i dobrze że zmienili trzonek pędzla na czarny, ten przezroczysty (klik!) mi się nie podobał, a poza tym po zalaniu zmywaczem stał się matowy i nieładny.



Wiecie na pewno jak ciężko jest oddać ten odcień na zdjęciu. Dlatego dodaję takie w złym świetle, bo na środkowym palcu wyszedł prawie idealnie ;)

Tak uwielbiam ten kolor i świetnie się w nim czuję, że mam nawet bluzeczkę w tym kolorze, co raczej nieczęsto się zdarza. Prawie wszystko mam szaro-czarno-białe z elementami czerwieni no i właśnie kobaltu ;)

Lubicie kobalt i ogólnie niebieski na paznokciach?





niedziela, 9 marca 2014

Przywołujemy wiosnę!

...bo już nie mogę się doczekać!
Ja bardzo lubię zimę. Uwielbiam siadać na parapecie i wpatrywać się w wirujące płatki śniegu popijając gorące kakao. A najlepiej to leżeć pod kocykiem i czytać książkę albo oglądać film...
Ale jakoś tak mi się ostatnio porobiło, że tęsknię za ciepłem. Tęsknię za wakacjami, za krótkimi spodenkami, japonkami, lodami, rowerami, spacerami z ukochanym, truskawkami, czytaniem książek w altanie, rodzinnym grillem, zwiewnymi letnimi sukienkami, mnóstwem czasu na czytanie książek i gotowanie, leczo z ryżem <3 i wieloma innymi rzeczami kojarzącymi się właśnie z tą częścią roku.
Zapraszam na moje koślawe kwiatuszki ;)




Wykorzystałam te oto lakiery i farbki akrylowe.

Jak wam się podobają moje koślawce? ;)





Nowości w lutym.

Witajcie ;)
Luty pod względem zakupowym był dość ubogi. Ani jednego lakieru, uwierzycie? ;) Kupiłam tylko odżywkę jeśli chodzi o tematykę okołopaznokciową ;)

Zaszalałyśmy z mamą w Rossmannie i SP. W sumie to wzięłyśmy tylko to co potrzebne, bo aktualnie się kończyło. Sama nie wiem, co na tym zdjęciu robi centrum rodziców o.O... Jakieś moje chwilowe zamroczenie.
Allerco to szampon na moją chorą skórę głowy, nie był najgorszy. A tak odnośnie to byłam ostatnio u dermatologa i... wymiękłam. Kolejny raz. Czy w moim mieście i okolicach nie można liczyć na fachową pomoc lekarzy tej specjalizacji?! Szczegóły podam w osobnej notce.
Jestem bardzo zadowolona z odżywki Garniera, wzięłam ją na wypróbowanie i się nie zawiodłam. A do tego bosko pachnie <3
W Rossmannie wzięłam kolejną buteleczkę topcoatu Miss Sporty, bo jest genialny, uwielbiam go ;), żółty tusz jest dla babci, prosiła o jakiś dobry, wypróbowany i nieuczulający pordukt to poleciłam ten, bo dla mnie jest genialny.

Prezent od tatusia dla mnie i dla siostry ;) Wymieniamy się w zależności od stroju.
Łupy z biedronki. Szampon na wypróbowanie, mimo że moja skóra jest chora to na długość włosów stosuję zwykłe szampony. Jestem z tego bardzo zadowolona, włosy go lubią ;) 
Płyn micelarny uwielbiam, bo jako jeden z nielicznych tylko troszkę drażni moje oczy, a każdy inny jakim zmyłam makijaż począwszy od pierwszego do ostatniego przed biedronkowym powodował fontannę łez i czerwone podpuchnięte oczy. Ten chwilkę poszczypie przy zmywaniu i już po chwili nic nie czuję.
Żel, ponieważ w domu wyszło wszystko co było przeznaczone dla skóry wrażliwej i suchej lub miało działanie nawilżające. Jeszcze go nie miałam, ale polubiłam. Zaczynam chyba rozumieć fenomen żelu micelarnego ;)
A karteczki indeksujące to tak przy okazji ;) przydają się bardzo, do tego za 2 zł! Żal nie wziąć.
Lakier już recenzowałam, przyjechał do mnie z Krakowa, dostałam w prezencie od Klaudii ;)

Szukałam jakiejś taniej wcierki i padło na Isanową wodę brzozową.

Prezent od mamy - w rzeczywistości to piękna wiśnia, a nie jakiś róż jak na zdjęciu.

Mam nadzieję, że marzec będzie obfitował w więcej lakierów ;)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...