czwartek, 29 listopada 2012

Magnetycznie, czyli konkretnie i troszkę mniej.

Hej.
Jestem już po olimpiadzie. Cały stres ze mnie opadł. No może nie cały, bo jutro się dowiem jaki wynik. Troszkę mnie to martwi, ale jestem zadowolona. W zasadzie nic mnie nie zaskoczyło, a z językiem to różnie bywa.

Z geografii przeszłam do kolejnego etapu, choć wcale się tego nie spodziewałam, ani tego nie chciałam :D wolałam skupić się na niemieckim i jedno zrobić porządnie. Tak więc najbliższe weekendy będę poświęcała na malowanie paznokci i naukę o Ameryce Połudnoiwej, bo ten kontynent będzie rdzeniem olimpiady. Bosko. Na dodatek muszę przeczytać "Tomka w Gran Chako" oraz "Tomka u źródeł Amazonki". Wcale mi się to nie uśmiecha, bo nie lubię książek przygodowych. Mój tatuś za to bardzo się ucieszył, bo Szklarski to całe jego dzieciństwo, a żeby mnie dobić wymienił mi wszystkie państwa wraz ze stolicami, językiem urzędowym i najważniejsze krainy geograficzne. W sumie to dobrze, może będzie się uczył razem ze mną ;).

Aby zafundować sobie odstresowanie wybrałam się do fryzjera. Niby nic nie zrobiłam, bo podcięłam tylko grzywkę i wyrównałam zmasakrowane końcówki, ale zawsze to jakaś odmiana. Nie chciałm ścinać z długości, w zasadzie to sama nie wiedziałam czego chciałam. Bo wolałam mieć albo takie do brody, albo za talię. Jak na razie sięgały mniej więcej do połowy pleców. Ale kilka osób skutecznie wybiło mi pomysł ścinania ich z głowy :D. Może to i lepiej. I tak troszkę ich straciłam, bo 2 cm.. Ale końcówki były porozdwajane, więc trzeba.

Żeby nie było tak niekonkretnie to pokażę wam magnetyczny lakier od Lovely.

Sam lakier kosztował ok. 7 zł, magnes 6 zł. Czy się opłacało?


Stare fotki, jak jeszcze śnieżek leżał :)


Nie wiem czy jestem z niego do końca zadowolona. Kryje po dwóch grubszych warstwach. Schnie przyzwoicie. Nie podoba mi się magnes. Niby jest dobrze wyprofilowany i wszystko, ale trzeba go przyłożyć prawie do samego lakieru. Ułamek milimetra nad nim, bo wzorek nie wyjdzie. A wiadomo, ręka się zatrzęsie i trzeba malować od nowa.. -.-
Kolor jest w porządku. Choć wydaje się troszkę plastikowy. Taki sztuczny. Nie umiem tego wytłumaczyć :D.  Po trzech dniach pojawiają się starte końcówki, więc trwałość przyzwoita. 
Będę jeszcze próbowała, ale nie wiem czy się pokochamy.

3-/6




środa, 28 listopada 2012

Musujące kule do kąpieli z Biedry :D

Znowu są!
Babcia się wybrała kiedyś i zauważyła. Jeszcze swojej nie wypróbowywałam, choć nie mogę się doczekać, bo przez papierek pachnie genialnie. Ja posiadam wersję jeżyna-mango, siostra miała lawendową.

Recenzja mojej młodszej siostry :

Lawenda w papierku nie pachnie,w wodzie zapach się rozwija. (Ja wyczuwałam taką ostrzejszą nutę, jakby troszkę pieprz. Ale mimo to zapach ciekawy). Barwi wodę na różowo. Tak jakby 'zmiękcza' wodę. Fajnie nawilża skórę. Ciekawy dodatek dla urozmajcenia kąpieli :) Kulka (165g) kosztuje ok 5 zł.


Widziałyście je? Czy one są w stałej ofercie? Powiem wam szczerze, że ja się zdziwiłam, bo nigdy ich w Biedronce nie widziałam, poza promocją 'Moje piękno' czy jakoś tak :D.



poniedziałek, 26 listopada 2012

Imprezowe pazurki ;)

Hej :)
Dziś notka na szybko, bo muszę się uczyć. Właśnie wróciłam z imprezy andrzejkowej. Stąd tytułowe paznokcie ;). W tym tygodniu będę aktywna dopiero w weekend, bo w czwartek piszę niemiecki. Błagam, trzymajcie kciuki :). Jestem pod ogromną presją. Strasznie się boję. Wszyscy uważają, że przejdę, że dam radę, niektórzy, że wręcz MAM przejść.  A ja też jestem tylko człowiekiem. Dobrze, że moja wychowawczyni a za razem nauczycielka niemieckiego mnie rozumie ;)



Najpierw zostawiłam błyszczące, ale stwierdziłam, że taki blask do mnie nie pasuje. 
Na pazurkach mam 2 warstwy Golden Rose z drobinkami i 1 warstwę srebrnego brokatu Miss Selene.
          Więc sięgnęłam po matowy top :) (tak, wiem, że zdania nie zaczyna się od więc :D nieważne)



Tak lepiej, co? 
Na pewno są one bardziej 'moje'. Nie lubię jarczmarnego połysku. Myślę, że takie są w porządku.
Co prawda matowy top skraca trwałość takiego manicure..
Świetny na jeden dzień, na drugi już nie bardzo.. Odpryskuje, a lakier odchodzi płatami. W sumie to dobrze, bo nie trzeba męczyć się z brokatem.


sobota, 24 listopada 2012

Projekt "Inspiruj się naturą" - podejście piąte ;)

A jednak wyrobiłam się ;) miały być pazurki, ale stwierdziłam, że zaszaleję i zmaluję coś na twarzy. W prawdzie na początku miałam się umalować ot tak, ale przeglądając kolory pomyślałam, że miedź i jodłowa zieleń dobrze się spiszą jako kolory ziemi. Z tego co wiem ziemia też jest żywiołem, prawda?










Oczywiście na żywo było pięknie. Nie ogarniam tego aparatu...
Zdjęcia robiłam przed kilkoma możliwymi lustrami dlatego tak się różnią.

Nie śmiać się z fryzury! Pokazałam wam się bez grzywki tylko dlatego, że byłam przez prawie cały dzień z mamą w szkole u siostry i pomagałam w przygotowaniach do dzisiejszego Balu Andrzejkowego. Mama jest w 'trójce klasowej' u siostry, więc stwierdziłam, że będę dobrym dzieckiem. A że szykowałyśmy przystawki i to musiałam mieć związane kłaki. Z resztą tak było lepiej widać moje oczy, więc  nie rozpuszczałam.  Na moim czole widać słabo zamaskowanych niechcianych 'przyjaciół'. Nie mam mocniejszego korektora na takie wypadki, bo po prostu mnie się one nie zdarzały. A teraz zaczęły ;/ nie wiem dlaczego.

Nie wiem jak będzie z tygodniem nr 7. W tym tygodniu raczej nic nie dodam, bo w czwartek mam olimpiadę z niemieckiego. Może jutro dodam jakąś notkę, ale na pewno nie projekt.

Wybaczcie, że tak was zaniedbuję. Wasze blogi czytam na bieżąco, tj co dwa dni ;).

Edit:

Siostra kupiła mi kolczyki :D
są prześliczne *.*


Zimowe rozgwieżdżone niebo + projekt "Inspiruj się naturą"

Hej.
Zaniedbuję was :( a was wciąż przybywa :) Mam już 25 obserwatorów! Bardzo mnie to cieszy. Niedługo przygotuję dla was małą niespodziankę ;).

A tak w ogóle to chciałabym się wam pochwalić ;). Wczoraj pisałam olimpiadę z geografii i przeszłam do kolejnego etapu :). W czwartek piszę niemiecki. W sumie wolałabym mieć większe osiągnięcia z języka..

Będzie troszkę nie po kolei, żywioły dodam w przyszłym tygodniu. Bo źle spojrzałam i wydawało mi się, że krajobrazy są pierwsze. No nic, mam nadzieję, że Karola się nie obrazi ;)

Zimowy krajobraz wg Owidii:


Zaśnieżony domek wyglądał lepiej w realu. Co prawda nie jestem mistrzem w malowaniu detali na paznokciach, ale jak na pierwszy raz nie jest najgorzej. 


Kocham ten kolor :) nawet shimmer mi nie przeszkadza. Dzięki niemu lakier nabiera takiej głębi. W zasadzie to bardzo się on nie wyróżnia, bo jest w podobnym kolorze co baza. Ale nadaje taki głębszy wymiar. 
Schnie niestety bardzo długo, ja ten czas skróciłam kropelkami Essence, poszłam spać po kilku dobrych godzinach od malowania, a i tak gdzieniegdzie się pościel poodbijała. Także trwałość nie jest mocną stroną tego lakieru. Po 2 dniach odpryskuje. Z topem. Niestety prześliczny kolor to nie wszystko. Ale ja raczej maluję paznokcie tylko na weekendy, więc te 2 dni to akurat ;). Nie brudzi rąk przy zmywaniu, nie wiem, czy nie barwi paznokci, bo zawsze nakładam bazę. Jest dość rzadki, ale nie rozlewa się jakoś dramatycznie po skórkach. Pełne krycie po trzech cienkich lub dwóch grubszych warstwach. 

Moja ocena: 
4/6




wtorek, 20 listopada 2012

Drogi Święty Mikołaju...

Czyli co chciałabym dostać pod choinkę :D troszkę by się tego znalazło :D


Po 1: 

Chciałabym ofiarować pieniądze na zakup kolejnych instrumentów do świetlicy "Ochronka". Sama uczęszczam tam na scholę wraz z moimi koleżankami. Moja młodsza siostra czasem bawi się z dziećmi, które tam przychodzą. Zajmuje się nimi pani opiekunka. Są też prowadzone warsztaty muzyczne, można pobierać (bezpłatne!) lekcje gry na gitarze, keyboardzie, pianinie, saksofonie. Dzięki "Ochronce" wiele moich znajomych odkryło w sobie ogromny talent muzyczny i kształci się dalej w tym kierunku. Gdyby nie schola, czy gitara nie odnaleźli by tak wcześnie swego talentu.

Po 2: 

(tu już bardziej samolubnie xD)
Chciałabym płyty, najlepiej te wszystkie:







Jeżeli wnioskować po słuchanej muzyce, to nie jestem najgrzeczniejszą dziewczynką, ale pozory mylą ;) 

Po 3:
Marzy mi się stempel Kand lub Konad, ale mam że tak powiem krzywe paznokcie, moje kciuki mają poziome rowki i słyszałam, że Kand jest lepszy dla takich..

Po 4:
Makijażowa zachcianka:
Paleta Sleek Au naturel

Po 5:
Książki *.*







Zawsze marzyłam żeby przeczytać Anię po niemiecku. Kocham ją od pierwszego czytania. Generalnie uwielbiam wszystkie książki pani Maud. Wszystkie jakie są w lokalnej bibliotece zostały wymęczone przeze mnie odkąd skończyłam 11 lat i się nimi zainteresowałam. Nie jestem w stanie policzyć ile razy brałam je już do ręki. 
Scarlett mnie fascynuje jako postać. Jest zepsuta, a jednocześnie lubię ją, współczuję jej. Czytałam i "Przeminęło.." i "Scarlett", "Rhett'a" nie ma u mnie w bibliotece :(. Pierwszy raz przeczytałam we wakacje przed 1 kl. gimnazjum. Miałam wtedy straszny okres buntu, w pewien sposób ta książka na mnie pozytywnie oddziałała. :)

Po 6:
(i nierealne)
Chciałabym:
- mieć ładniejsze paznokcie u stóp, a nie 10 zupełnie różnych.. -.-

- ładniej malować paznokcie u prawej ręki tak ładnie jak u lewej, a piłować z kolei na odwrót, bo lewą mi lepiej idzie :D,

- pisać lepsze recenzje i robić to częściej,

- cofnąć czas w niektórych momentach mojego życia, a jak już jesteśmy przy magii to chciałabym czasem czytać w myślach,

- mieć więcej szczęścia w konkursach, olimpiadach (błagam żeby mi dobrze niemiecki poszedł...),

- umieć narysować perfekcyjną kreskę na obu powiekach,

- w przyszłości zostać szczęśliwą żoną swojego męża, mieć z nim trójkę dzieci o równie szalonych imionach jak moje, realizować się zawodowo jako tłumacz/nauczyciel niemieckiego, a wcześniej lub w międzyczasie studiować jeszcze ze francuski i szwedzki. Fiński też, ale to niestety bardzo nierealne marzenie :( choć jakieś podstawy niewielkie mam..


Po 7:
Chciałabym aby w te święta spełniło się najskrytsze marzenie każdej z was :) 


Wy też macie takie osobiste lub mnie osobiste listy? Piszcie :)








sobota, 17 listopada 2012

Sobotnie zakupy :)

Hej dziewczyny :)
Dzisiaj pokarzę wam moje zakupy z zeszłego tygodnia. Jestem z nich bardzo zadowolona, bo złapałam kilka fajnych ciuchów w supercenie ;)
Zakupy ciuchowe najchętniej robię w małym sklepie. Oczywiście, że mając pod nosem Częstochowę i Galerię Jurajską robię tam zakupy. Ale z kolei wolę jechać te 10 km mniej do małego miasteczka. Bez tłoku i spalin, czegoś czego nienawidzę. Jedynym problemem jest brak połączenia autobusowego... Ale moja mama często jeździ do Koniecpola, więc nie ma problemu.
W Koniecpolu na rynku mieści się mały sklep. Z daleka jest on niepozorny, ale w środku zawsze ginę w ubraniach. Powiem szczerze, że nie rajcują mnie metki, ale w tym wypadku nawet je lubię.
Właścicielka chyba ściąga z za granicy resztki kolekcji czy coś. W sumie jest prawie to samo, co w markowych sklepach w Galerii, tylko dużo, dużo taniej. No i stali klienci mają rabat, jakieś 15-20% lub więcej :D a ja z moją mamą jeżdżę tam od ho ho i jeszcze trochę. Już jako dwunasto-trzynastolatka tam kształtowałam swój styl.  Podam wam przykład, jak sklepy zarabiają na nas - głupich klientach.

www.zara.com

Ten oto sweterek w sklepie Zary kosztuje 190 złotych. Dałybyście tyle? Ja na pewno nie. Zwłaszcza, że mogłabym dostać dokładnie taki sam za 60 złotych.... Nawet z metką! Nie rozumiem tego, dlaczego tak przepłacamy?

Dobra, koniec mojej tyrady ;)

Pytałam was ostatnio co to może być. Astoria zgadła :D w istocie jest to bluzka. Ale nie taka zwyczajna. 
Taka 'śmiszna' ;) na metce ma napisane Clockhouse, ale inaczej niż u nas, więc jakiś zagraniczny. Zapłaciłam za nią 20 zł, opuszczone z 30. Będę obrońcą krzyża :D

Miodowe bolerko z Bershki. Nie przepadam za tym kolorem, ale mam jesienny płaszcz w podobnym i dobrze się w nim czuję. Cena przemawiała na korzyść sweterka, bo zapłaciłam jedynie 15 zł. Poniżej razem z metką jakby ktoś nie wierzył. 


Jest to bolerko letnie, bo ma rękawek 3/4, ale na pewno się przyda ;)

Dokupiłam sobie białą bokserkę. Zawsze mam z tym problem, bo mam mały biust i zawsze dekolty są za duże. Dużo za duże. A bluzki tej firmy są akurat. Co prawda dekolt jest duży, ale wszystko jest na swoim miejscu ;) posiadam już jedną taką, czarną. Za obie zapłaciłam 15 zł.

Nie mam pojęcia co to za firma. Wiem, że można je kupić przez internet. Bardzo gorąco je polecam. Dobrze się piorą, nie rozciągają. Są dużo lepsze niż te ze Stradivariusa.

Kupiłam sobie jeszcze dwie bluzki. Jedną szarą zwykłą, z dekoltem zapinanym na guziki i rękawkami, a drugą taką luźną czarną z Mohito. Nie wstawiam zdjęć, bo nie są to aż takie perełki :D

Odwiedziłyśmy też Biedronkę. Zakupiłam sobie pachnące świeczki na umilenie chłodnych wieczorów. Wolę wariant waniliowy, ale te też nie są złe. Poza tym kosztują ok 4 zł i jest ich 18..


W końcu kupiłam sobie czarny lakier ze srebrnymi drobinkami. Chodził za mną już bardzo długo. Zdjęcie niewyraźne, bo chciałam shimmer uchwycić. Jakby ktoś się nie dopatrzył to jest to lakier Golden Rose z kolekcji Paris. Był jeszcze prześliczny czarny mieniący się na granatowo, oraz nudziak, który zależnie od kąta padania był starym złotem albo lekkim brązem. Jednak się dzielnie powstrzymywałam. Nie jestem jakąś wielką fanką shimmeru, ale ten lakier jest świetny :D




Dziękuję za uwagę :D Ciekawe czy ktoś wytrwał do końca...:D


czwartek, 15 listopada 2012

Pastele w wersji jesiennej? To tak też można? :O

Hej :)
Dawno mnie nie było, ale mam usprawiedliwienie. Cały tydzień był dla mnie bardzo stresujący. Miałam masę nauki. Teraz będzie chyba troszkę lepiej, choć powoli zbliża się koniec semestru, a ja chcę się wybronić na minimum 4.8 :D Za dwa tygodnie mam olimpiadę z niemieckiego. Najpierw etap szkolny, potem rejonowy, a na końcu wojewódzki. W zeszłym roku doszłam na drugi szczebel, ale zabrakło mi 3 punktów na trzeci... :(. Za tydzień mam geografię. Ciekawe co to będzie :D nie liczę na drugi etap, skupiam się na niemiecki, bo z nim wiążę moją przyszłość.

Ostatnio na osłodę postanowiłam zrobić sobie pastelowe paznokcie. Stwierdziłam, że potrzeba mi troszkę wiosny. Szczerze mówiąc nienawidzę, gdy każdy paznokieć jest w innym kolorze. dwa inne toleruję, ale każdy inny do mnie nie przemawia. No ale spróbowałam.

Po chwili stwierdziłam, że jeszcze nie próbowałam mojego nowego topu matującego. Matowe pastele?
I o dziwo matowe pastele wyglądają ŚWIETNIE! :D



Są takie przykurzone, jakby spowiła je poranna mgła :D
Żeby nie było mdło, mój kciuk był malinowy


Nosiłam takie pazurki przez dwa dni, bo lakier niestety odprysnął. Mogę powiedzieć, że topcoat matujący DOR z moich ostatnich zakupów jest bardzo fajny. Ładnie się nakłada, nie smuży, nie leje. Ma odpowiednią gęstość. Co najciekawsze przyspiesza czas schnięcia lakieru. 

Jak wam się podobają moje przydymione pastele?
A i jeszcze pytanie ekstra :D:


Co to? :D bo mi przez przypadek wyszło ciekawe zdjęcie :D W następnym poście napiszę co nie co o tym co to zdjęcie przedstawia i nie tylko ;)



piątek, 9 listopada 2012

Ziajkowe love - czy zawsze?

Hej :)
Dzisiaj już bardziej optymistycznie :) Dziękuję wam za miłe słowa :) no i chciałabym się pochwalić, że mam już 20 obserwatorów, zajrzeliście do mnie 3500 razy, zostawiliście 180 komentarzy, a ja napisałam dla was 75 postów :)
Dziękuję wam :*

Myślę, że nagrodzę was rozdaniem, ale dopiero gdy będzie was 25 :) powolutku zbieram nagrody :D

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam o mleczku do ciała Ziai.

Kupiłam je na promocji w SP jak skończył mi się genialny mus Garniera. Liczyłam, że skoro mleczko, to będzie zbliżone w działaniu. Czy się zawiodłam?
Do końca może nie, ale też nie usatysfakcjonowało mnie tak jak żel-krem. 
Na pewno plusem jest wydajność, bo używam go już dwa miesiące, co prawda nie do końca regularnie, ale dwa miesiące to dużo. Ma też wygodne opakowanie z pompką, co prawda, nie możemy wyskrobać produktu aż do dna tak jak kremu czy masła w słoiku, ale takie z kolei jest bardziej higieniczne.
Na całkowite wysmarowanie ciała potrzeba ok 10 pompek mleczka.
Zapach jest taki sam lub zbliżony do żelu pod prysznic z tej samej serii. Piszę: zbliżony, ponieważ żelu lub raczej kremowego mydła pod prysznic używałam dłuższy czas wcześniej. Podoba mi się. Nie jest to chemiczna pomarańcza, bardziej skórka pomarańczy.
Uwaga: może uczulać!
Mnie co prawda nie (o dziwo, bo mam delikatną skórę), ale moja siostra miała po nim (po żelu też) czerwonawe plamy i delikatną wysypkę.
Kolejnym minusem jest nie sam czas zanim kosmetyk się wchłonie, bo nie trwa to bardzo długo. Lepka warstwa też po pewnym czasie znika, jednak gdy biorę prysznic na drugi dzień czuję, że moja skóra jest śliska, wiecie, takie uczucie, gdy umyjemy ręce niedługo po nakremowaniu. Nie spodobało mi się to, choć to subiektywne uczucie. 
Poza tym nie mam więcej uwag. 

Bardziej mi przypasowała wersja o zapachu masła kakaowego.


 Poniżej skład dla zainteresowanych:


Czy kupię ponownie?
Lubię kosmetyki Ziai, ale tej wersji raczej nie. Zdecydowanie wolę mus Garniera, a jeśli chodzi o Ziajkowe mleczka, to na pewno wersja kakaowa jest lepsza. Niewątpliwym plusem jest duża pojemność i wydajny produkt  w niskiej cenie. Ma też kilka minusów. Ja nie kupię raczej na pewno, ale to moja subiektywna opinia ;)

Moja ocena:
3/6



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...