poniedziałek, 29 lutego 2016

Nowości zimowe.

Witajcie ;)
Słowem wstępu: niestety będzie mnie jeszcze mniej niż ostatnio. Muszę zredukować blogowanie do weekendów, no może jak się zepnę, to napiszę coś w tygodniu. Chciałabym pisać w weekendy na zapas, ale nie zawsze mi to wychodzi. Mam wam tyle do pokazania.. No ale matura już za 60 dni! A jak ktoś się uczył nie tego co trzeba (bo się chce mieć pasek, a nie tylko dobrze zdaną maturę), no to coś trzeba ograniczyć. Mam nadzieję, że czas do 19 maja (mój ostatni egzamin - niemiecki ustny) szybko zleci i będę mogła się realizować tak jak chcę ;)

Dziś pokażę wam zakupy, które poczyniłam w czasie zimy, a także prezenty świąteczne :)


Prezent od tatusia, upolowany podczas Black Friday ;) już dawno marzyłam o tej konkretnej płytce, bo kocham kwiatowe zdobienia ;) na razie czekam na wiosnę, choć już troszkę z nią kombinowałam ;) Jestem ogromnie dumna, że w końcu trafiło mi się coś z dorobku Ani, bo bardzo ją podziwiam, jest na prawdę fantastyczna ;) sama chciałabym być takim wulkanem energii ;)


A takie cuda dostałam od siostry pod choinkę ;) muszę w końcu użyć tego pięknego różu, idealnie pasuje na wiosnę, poza tym kolor aktualnie jest na topie, bo troszkę przypomina rose quartz ;)
A co do błyszczyku, to mimo swojej dziecięcej urody, świetnie się czuję w tym kolorze ;) to taka trochę rozgnieciona jagoda ;)


Paczuszka świąteczna od Zuzi, dodatkowo dostałam książkę "Tajniki makijażu" napisaną przez moją ulubioną youtuberkę - Red Lipstick Monster :) Jak nie wiadomo co dla mnie kupić, to albo Essence, albo Golden Rose, dziewczyny dobrze mnie znają ;)


Przedświąteczna paczuszka od Born Pretty Store ;) wszystko w fazie testowania, chociaż jeśli chodzi o płytkę, to czekam na przezroczysty stempel, bo normalnym to chyba nie dam rady odbić prosto wzoru :D
Za to karuzela opalizujących cyrkonii jest moim hitem nr 1 ;)


Upominek z rozdania u Trii, dziękuję Ci kochana! :* Kolejny GR w mojej kolekcji, uwielbiam je <3 w dodatku nigdy nie miałam płytki Helen, więc bardzo się ucieszyłam, zwłaszcza z tych drobnych śnieżynek, bo z reguły są duże i nie mieszczą się na moich malutkich pazurkach, a te są idealne ;)


Mój ostatni napad na Hebe skończył się trzema nowymi lakierami i kosmetyczką, która była upominkiem przy zakupie 2 kosmetyków firmy. Ja wybrałam miętową ;)

Tej zimy przytuliłam też nowe zabaweczki od LadyQueen i Sophin, ale to wszystko widziałyście już w osobnych postach ;)

Jak wam się podobają moje nowości? ;) chyba w tym okresie włączył mi się nareszcie rozsądek, bo kupiłam bardzo niewiele :D


poniedziałek, 22 lutego 2016

Śnieżynki i kokardki. Karuzela czarnych ćwieków z LadyQueen.

Witajcie :)
Wiem wiem, znów w poście ukaże się Sophin. Moja przyjaciółka kiedyś mi powiedziała, że nudzą ją już te lakiery, bo przeglądając bloggera, praktycznie każdy wpis zawiera jakiś lakier tej firmy. Nic na to nie poradzę - jestem zakochana w tych lakierach i ostatnio mam ochotę używać tylko ich. Poza tym mam kilka kolorów, które są dość uniwersalne, więc łączę je z innymi moimi lakierami ;)

Dziś pokażę wam dosyć stare zdobienie, nosiłam je na początku stycznia. Miałam tedy dość długie pazury, ale w sumie nie wiem dlaczego, chyba nie miałam czasu ich skrócić :D Ostatnimi czasy nienawidzę długich paznokci, zdecydowanie krótkie wyglądają bardziej estetycznie.




Ten konkretny lakier pokazywałam wam już przy okazji świątecznych paznokci mojej siostry, klik! Lakier Sophin 354 należy do kolekcji Matte Allure. Mam jeszcze błękit z tej serii. Ja osobiście zdecydowanie bardziej wolę paznokcie błyszczące niż matowe, ale tutaj najbardziej podobają mi się odcienie. Lubię wszelkie rozbielone pastele, bo stanowią genialne tło pod zdobienia ;)

Chcąc troszkę urozmaicić śnieżynkowe zdobienie, postanowiłam dodać srebrny dół i odgrodzić to czarną wstążką. Gwiazdki odbiłam z płytki Born Pretty Store BPL-032. Żeby uzyskać ciekawszy efekt wykorzystałam maleńkie kokardki z karuzeli, którą dostałam od LadyQueen


Ogólnie to jestem bardzo zadowolona z tej karuzeli, bo wszystkie ćwieki są dość nieduże. Dla mnie to się dobrze składa, bo mam drobne paznokcie i nie każde ozdoby się na nie mieszczą. Dodatkowo wszystkie elementy można recyclingować, bo nie są pokryte farbą, tylko wykonane z czarnego tworzywa, więc zmywacz im nie szkodzi jakoś bardzo ;)
Jedyne do czego mogę się przyczepić to materiał, z którego wykonana jest karuzela. Mam wrażenie, że zaraz rozsypie mi się w rękach, a można ją otworzyć nawet muśnięciem. Odbiega od wszystkich karuzeli, które mam w swojej kolekcji. Mimo to polecam wam ją z czystym sercem, bo zawartość jest na prawdę w porządku, jak ktoś lubi takie ozdoby ;) Mnie właśnie brakowało takich czarnych bajerów ;) jeśli macie ochotę na tę karuzelkę, to zapraszam was tutaj, klik! A ja mam dla was specjalny kod, dzięki któremu otrzymacie 15% zniżki na zakupy w sklepie LadyQueen! 

Poniżej pokażę wam jeszcze dwa zdobienia z wykorzystaniem czarnych elementów i podlinkuję posty, w których je pokazywałam :)



Mam nadzieję, że czarne ozdoby przypadną wam do gustu tak jak mnie ;) Chętnie po nie sięgam, bo są na prawdę ciekawym  urozmaiceniem dla zwykłego mani.  
Co myślicie o tych ćwiekach, chętnie sięgacie po takie dodatki, czy raczej nie tolerujecie takich wystających ozdób?


sobota, 20 lutego 2016

Recenzja płytki hehe60 z LadyQueen.

Witajcie :)
Dziś napiszę wam kilka słów na temat płytki, którą dostałam do recenzji od sklepu LadyQueen. Nie lubię pisać niepochlebnych recenzji, choć ta nie jest do końca niepochlebna, raczej pół na pół. Po prostu nie polubiłam płytki hehe60, nie pracowało mi się z nią zbyt dobrze i nie będę tego ukrywała. 


Nienawidzę robić zdjęć płytkom, bo albo odbija się w nich światło, albo moja głowa :D A jak już ustawię aparat pod kątem, to odbija się w nich moje okno i cały pokój. Tak źle i tak niedobrze.

W sumie, to myślę, że sama w sobie płytka nie jest taka zła, to raczej moje umiejętności są na tyle słabe, że nie umiem z nią współpracować. Albo trafił mi się jakiś felerny egzemplarz. Wzory są dosyć płytko wydrążone, co w połączeniu z ich wielkością nie wpływa korzystnie na pobieranie ich na stempel. W każdym wzorze pojawiają się dziury. Czasem musiałam odbijać po 10 razy, żeby uzyskać  miarę przyzwoity efekt. To dosyć frustrujące, bo chociaż może nie jestem profesjonalistką, to jednak mam prawie dwa lata doświadczenia w stemplowaniu i wkurza mnie to, że coś nie wychodzi. Poza tym używałam różnych stempli, twardszych i tych marshmallow i za każdym razem coś się nie udawało. Z resztą zobaczycie na zdjęciach.

Smutno mi, bo ogólnie lubię płytki hehe i wszystkie odbijają mi się idealnie, a ta tak psoci. 

Jeśli chodzi o plusy, to niewątpliwie ma ciekawy wzór, bo sweterki na paznokciach wyglądają uroczo i sądzę, że to super look na zimę, a mamy wciąż dosyć mało płytek z tym wzorem. Dodatkowo ten uroczy reniferek skradł moje serce ;) niestety mnie raczej zmieściłby się tylko na kciuka, no może przy ogromnej gimnastyce na palec środkowy. Więc jeśli o mnie chodzi, to wzorki mogłyby być mniejsze, ale za to mogłoby być ich więcej, np kolejne rzędy na górze i na dole albo coś takiego, no ale nie będę się czepiała.

To co denerwuje mnie w płytkach hehe, to marnotrawstwo powierzchni przez wywalone logo i numerek płytki. I tak jest w praktycznie każdej płytce. Chciałam odbić gwiazdkę razem z tymi kwadracikami na dole, jednocześnie żeby znajdowała się w centrum paznokcia, ale nie dało się, bo akurat ten fragment wzoru był zajęty przez logo.

Pokażę wam dwa zdobienia, które wykonałam przy pomocy tej płytki.




Do tego zdobienia wykorzystałam lakier Sophin 87 i czarny lakier do stemplowania naszego polskiego duetu B. loves plates + Colour Alike o nazwie B. a Dark Knight.  Przepraszam was za słabą jakość zdjęć, ale ostatnio pogoda pozostawia wiele do życzenia, dziś pierwszy raz od tygodnia przypomniałam sobie jak to jest, jak w dzień jest jasno :D



To zdobienie nosiłam w Święta, a pisałam o nim w tym poście. Użyłam lakieru Sophin Gellac 636 i białego lakieru do stemplowania z Born Pretty Store.

Tę konkretną płytkę możecie kupić tutaj, klik! Polecam wejść na stronę sklepu i obejrzeć inne płytki hehe, bo są na prawdę dobre jakościowo. Sama mam kilka w swojej kolekcji i nie sprawiają mi kłopotów. Możliwe, że po prostu mój egzemplarz jest felerny, albo robię coś źle.
Mam dla was kod na 15% zniżki w sklepie LadyQueen:

Macie jakieś negatywne doświadczenia z płytkami hehe? A może z tą konkretną? Wiem, że w okresie świątecznym przewijała się na blogach, jednak nie pamiętam dokładnie czy miała jakieś negatywne opinie. Napiszcie mi w komentarzu :)





piątek, 19 lutego 2016

Zestaw żelowy Sophin - lakier 629 i top Gellac.

Witajcie :)
Niby mam ferie zimowe i teoretycznie mam wolny czas. No właśnie - w teorii. Miałam nadzieję, że uda mi się częściej dla was pisać, ale jakoś nie wyszło. Nawet paznokci nie chce mi się malować. To wszystko wina pogody, bo jest tak ciemno, jakby panowała jakaś durna noc polarna - idę spać i jak wstaję (o 9, co za rozpusta!) to jest tak samo ciemno. Słońca to ja od tygodnia nie widziałam. 
Żeby nie pogrążać się w tym zimowym śnie, przedstawię wam lakier w przepięknym, krwistym kolorze, może on nas trochę ogrzeje ;)




Przedstawiam wam kolejny żelowy lakier Sophin w mojej kolekcji. Wcześniej zdecydowałam się na lakier mleczny różowy, idealny do frencha, o numerze 636, więc teraz również wybrałam coś klasycznego - piękną krwistą czerwień nr 629.

Seria Gellac Sophin ma za zadanie imitować żelowe paznokcie. Jest to o tyle fajna opcja, że wykonujemy manicure w klasyczny sposób, czyli nie musimy ingerować w strukturę paznokcia jak przy hybrydach czy żelach, a zarazem lakier ma przedłużoną trwałość. Dodatkowym plusem jest fakt, że lakiery Sophin nie zawierają szkodliwych substancji jak formaldehyd, toluen, kamfora, DBP, parabeny.

Dopełnieniem lakieru żelowego jest top coat GelLac. To mój pierwszy tak genialny top. Używam go już od jakiś dwóch miesięcy (spokojnie można go używać do wszystkich lakierów) i w prawdzie troszkę zgęstniał, ale oprócz tego, że obkurcza się przy skórkach, to nie mogę mu nic zarzucić. Wciąż schnie w kilka sekund i utwardza lakier, a do tego przedłuża jego trwałość. Dzięki niemu każdy lakier pięknie lśni, ale to co robi z żelowymi Sophinami.. Powiem tyle - cały okres noszenia lakiery lśnią jak szkło.
Dostałam wiele pytań, jaką hybrydę noszę na paznokciach, a tu niespodzianka, żadna hybryda, a Sophin ;) 


Co prawda wszystkie Sophiny z serii GelLac są jednocześnie bazą, ale ja mam ostatnio dość słabe paznokcie, więc i tak jestem zmuszona użyć pod spód odżywki. Nie sądzę, żeby miało to jakiś znaczący wpływ na przyczepność lakieru ;)

To co mogę powiedzieć na temat tej emalii, to kolor na paznokciach odbiega od tego w buteleczce. W buteleczce jest ciemniejszy i bardziej przypomina czerwone wino, z kolei na paznokciach jest jaśniejszy. Należy nakładać go pewnymi ruchami, bo mogą tworzyć się prześwity. Konsystencja lakieru odbiega od innych, które mają imitować żel (np. Essence) - jest luźna i gładko sunie po płytce, a przy tym nie zalewa skórek. Przy zmywaniu nie barwi skórek i paznokci na czerwono, co jest ogromnym plusem, bo mam podobny lakier z Kinetisc i czyszczenie to istna katorga.
Na zdjęciach top tak mocno odbijał światło, że ciężko mi było zrobić jakieś sensowne zdjęcia, widać białą poświatę na paznokciach, tak właśnie odbijało się światło.


To już ostatni lakier z mojej drugiej paczki, którą dostałam od Cosmo Art, polskiego dystrybutora marki Sophin. Jestem ogromnie wdzięczna za możliwość współpracy z marką. Zaznaczam, że fakt otrzymania lakierów Sophin do recenzji nie ma wpływu na moją opinię, każda recenzja jest oparta na moich odczuciach. Po prostu lakiery tej marki są świetnie, a praca z nimi to sama radość ;)

Na pewno użyję tej czerwieni do niejednego zdobienia, bo bardzo ją polubiłam :) Mam jeszcze w zanadrzu kilka zdobień z innymi Sophinkami, postaram się je pokazać jak najszybciej :)




poniedziałek, 15 lutego 2016

Moje alternetywne walentynkowe zdobienie. Projekt tęcza II - granat.

Witajcie kochane ;)
Dziś w kilku słowach - właśnie wróciłam do domu i jestem zmęczona, a chciałam wstawić post, póki jeszcze mamy Walentynki.
Nie należę do osób szczególnie celebrujących to święto. Dla mnie zdecydowanie ważniejsza jest rocznica, którą obchodzimy z Ukochanym 15 lutego. Osobiście lubię Walentynki, nikomu nie bronię świętowania, choć denerwuje mnie trochę ten wszechobecny kicz pełen różowych serduszek, czerwonych buziaków i poduszek 'dzisiaj nie kochanie'/'dzisiaj tak kochanie'.. Ugh. Jestem zdania, że miłość należy okazywać swoim bliskim przez 365 (a w tym roku jeden dzień więcej) dni w roku, nie tylko raz.
A tak poza tym to w tym roku nie miałam czasu wykonać drugiego zdobienia, ale cii :D Pokażę wam za to krwiście czerwony lakier, który idealnie będzie pasował na Walentynki, ale to dopiero za kilka dni ;) Sama nosiłam go właśnie w tym tygodniu i idealnie wpasował się w scenerię.



Postanowiłam wykonać niebieską mozaikę na paznokciach. Bardzo polubiłam tę technikę malowania paznokci, choć to co widzicie na zdjęciach to mój pierwszy raz, stąd tyle niedoróbek. Na drugi dzień malowałam w ten sposób paznokcie przyjaciółce na 18 i wyszło zdecydowanie lepiej :)
Nie będę wypisywała wszystkich lakierów, których użyłam, bo jest tego mnóstwo ;) Biała baza to My Secret 202 snow white, z którym muszę się już pożegnać, bo mało co go zostało, a poza tym, to glucieje. Niestety jak na razie nie wrócę do tej konkretnej bieli, bo po prostu nie mam nigdzie w pobliżu Natury, będę więc musiała poszukać zamiennika. Czarne kontury to farbka akrylowa.

Wcale nie pomyślałam o tym dobierając kolory, ale zdobienie to idealnie wpasowało się w tydzień granatowy Projektu Tęcza II. Malując je byłam pewna, że w tym tygodniu muszę odpuścić tęczę, bo po prostu się nie wyrobię. Dopiero przeglądając zdjęcia na komputerze zauważyłam, że jednak upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu, taka jestem sprytna :D

Mozaika wcale nie jest trudna do namalowania, bardziej namęczyłam się z serduszkiem, to na kciuku malowałam jakieś 4 razy i efekt finalny i tak nie jest dobry, ale już miałam dosyć.

Mam nadzieję, że teraz na blogu pojawi się parę bardziej 'ambitnych' zdobień, w końcu rozpoczęłam ferie <3


wtorek, 9 lutego 2016

Sophin 315 Satin Glamour z dodatkiem złota.

Witajcie.
Dziś pokażę wam kolejne cudo, które dostałam od marki Sophin do zrecenzowania. Będzie to jedna z perełek mojej kolekcji, choć wszystkie Sophiny, które posiadam zasługują na to miano :)

Na początku nie wiedziałam czego spodziewać się po tym lakierze. Wybrałam go, bo byłam zachwycona jego czerwonym braciszkiem, którego wybrałam poprzednim razem - 316, klik! I miałam ochotę na kolejny iskrzący lakier. Z całej serii Satin Glamour te dwa podobają mi się najbardziej.



Niestety zdjęcia nie oddają w pełni jego uroku. Normalnie ma kolor bardziej przesunięty w stronę czerwieni niż niebieskiego, jest taki królewski :) W fioletowej, metalicznej bazie pływa mnóstwo drobinek w kolorze złota, a także czerwonego i niebieskiego pyłku.
Matową wersję zobaczycie na końcu posta, mnie zdecydowanie bardziej zachwycił w wersji błyszczącej.


Jeee na małym pazurku widać trochę tego prawdziwego koloru :D

Postanowiłam okrasić ten fiolet odrobiną złota, bo tak lubię najbardziej ;) Dodałam stempelki z płytki hehe 004, specjalnie wybrałam taki delikatny wzór aby nie zakrywać uroku bazowego lakieru. Stemplowałam jak zawsze Avonem Metallics. (Przy okazji: znacie jakiś lakier nadający się do stemplowania w kolorze chłodnego złota? wszystkie, które kojarzę są raczej w kolorze tandetnego złota z bazaru, a takiego zdecydowanie nie lubię.. :( ). Dodałam troszkę brokatu, czyli toppera NYC 034 Light up! który wygrałam u Trii ;) w przezroczystej bazie pływa sporo jasnozłotego drobnego brokatu i heksy, ale na prawdę nie umiem określić jaki to jest kolor. Albo jasne złoto albo srebro :D


No i na sam koniec - Sophin 315 w wersji podstawowej :) Też jest piękny, choć ja ogólnie wolę błyszczące lakiery, dlatego to wersja z topem podbiła moje serce.. Jedyne co mam mu do zarzucenia to trwałość, bo szybko wycierają się końcówki (2, 3 dni, dla mnie to szybko, innym nawet zwykły lakier tyle nie wytrzymuje, także to kwestia uznania), chociaż na zdjęciu jest po 3 dniach noszenia i nie ma innych uszczerbków. Na pochwałę zasługuje fakt, że mat, a w zasadzie satyna nie wyciera się do połysku w ciągu kilku godzin od wyschnięcia (mam takie lakiery...) a także szybko schnie. Dzięki rzadkiej konsystencji nakłada się bardzo wygodnie, przy okazji nie zalewając skórek.
Proszę nie zwracać uwagi na odgniecenia na paznokciu palca wskazującego, w coś go wsadziłam zaraz po malowaniu :D

Mam nadzieję, że Sophin 315 przypadnie wam do gustu. Ja zakochałam się w wersji błyszczącej z tymi migoczącymi drobinkami i ten lakier będzie z pewnością kolejną perełką w mojej kolekcji :)

Dziękuję serdecznie Pani Rusłanie i Cosmo Art za możliwość wypróbowania kolejnego lakieru Sophin. Jestem niezmiernie zadowolona z ich jakości i pracy z nimi.

sobota, 6 lutego 2016

Projekt tęcza II - złoty.

Witajcie :)
Przepraszam, że jestem tu ostatnio bardzo rzadko. Dwa tygodnie przed feriami to bardzo gorący okres. Moi nauczyciele jak zwykle cały rok nie robili nic, a teraz nagle mam po 5 sprawdzianów w tygodniu. Nie licząc innych zaliczeń oczywiście. Najlepsze jest to, że z polskiego na przykład w ostatnim tygodniu miałam 2 sprawdziany w tym jeden na 2 oceny, więc w sumie to 3 sprawdziany. W przyszłym lepiej nie będzie, a wręcz są widoki na jeszcze większą masakrę. Ehh jak ja nienawidzę mojego liceum. Z niecierpliwością odliczam dni do końca. Na szczęście jest ich już mniej niż 100. 

Odnośnie posta studniówkowego: postaram się go dodać w pierwszym tygodniu ferii, teraz na pewno nie dam rady, niestety. Miałam nadzieję, że chociaż dam radę dodawać po 2 posty w tygodniu, ale się nie udało. Wiem, że czekacie na moje grwm i takowe na pewno będzie :) Mam nadzieję, że w ferie trochę uda mi się nadrobić blogowanie i będę tu co drugi dzień ;)

Przejdę jednak do tematu tego postu, czyli złote paznokcie na projekt tęcza II ;) Poszłam na łatwiznę i znów zrobiłam tylko stemple ;) Widzicie, brak czasu przekłada się nie tylko na bloga, ale także na pazurki...




Jako złote tło wybrałam lakier, który od dawna chciałam wypróbować - China Glaze Spin me round. Mam go od jesieni i jeszcze ani razu nie miałam na pazurkach :o Szkoda że nie odkryłam go wcześniej, byłby idealny na święta. Niestety nie nadaje się do wzorków, bo jest bardzo rzadki i ma słabe krycie (u mnie 3 warstwy, ale gdzieniegdzie przydałoby się dać 4). U mnie Chinki nie trzymają się zbyt dobrze, tę nosiłam 6 dni i pod koniec lakier był poodpryskiwany. Co prawda w tych miejscach miałam uszkodzoną płytkę, ale inne lakiery pokryte topem Gellac od Sophin trzymają się mimo to bez odprysków, a China Glaze nawet to nie pomogło. Słońce jak zwykle nie chciało ze mną współpracować, a szkoda, bo drobinki przepięknie łapią holo błyski <3

Czerwień, to moje ulubione bordo do stemplowania ;) Na zdjeciach wyszło troszkę zbyt jasno, w rzeczywistości to taki krwawy odcień :) Ten lakier to Kinetics Imperial. Kupiłam go z myślą o weselu, które miałam jesienią i studniówce, ale wyszło tak, że na obydwu imprezach miałam inny kolor paznokci :D
Perełki to bulion z karuzeli, którą mam od LadyQueen, a wzorek pochodzi z płytki BP-17. Ten, którego ja użyłam podoba się chyba wszystkim moim klientkom. Nosiła go nawet moja mama, której maluję paznokcie raz na ruski rok, bo nie może ze względu na pracę. Jest piękny, bardzo elegancki.

Przepraszam was za moje skórki - suchary, ale ostatnio nie są w najlepszej kondycji.

Mam nadzieję, że moje zdobienie przypadnie wam do gustu, mnie podobało się bardzo i przyjemnie się nosiło :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...