czwartek, 19 kwietnia 2018

Born Pretty Store - Rose Gold Gel. Dwa hybrydowe zdobienia.

Witajcie :)
Jestem mega podekscytowana, bo dziś pokażę wam zdobienie z lakierem, o którym trąbiłam już na instastory. Nie jestem sroką jeśli chodzi o biżuterię, na paznokciach lubię złote akcenty ale nigdy nie sądziłam, że odcień rosegold spodoba mi się aż do takiego stopnia. Autentycznie płakać mi się chciało, gdy odrost był już tak duży, że paznokcie poszły pod frezarkę ;)


Bohaterem tego zdobienia jest hybryda BPS Rose Gold. Ja wybrałam odcień 07. Cała seria składa się z pięciu kremowych hybryd w odcieniach nudziakowo-różowych oraz siedmiu glitterów w tonacjach różowo-złotych o różnej grubości brokatu. Obecnie możecie go dorwać za niecałe 3$ ;)


Bałam się, że lakier będzie się ciężko aplikował ze względu na dużą ilość drobin. Faktycznie jest gęsty, ale ma to swoje plusy, nie spływa na skórki i mimo gęstości dobrze się poziomuje. Byłam zdziwiona, gdy odkryłam, że drobinki nie są w kolorze rosegold, są złote, za to baza jest transparentna o różowym zabarwieniu. Kryje po dwóch warstwach. Dodam że oprócz frezarki próbowałam go też odmoczyć w acetonie i ładnie schodzi, więc bez obaw ;)


Moja siostra również zakochała się w tej hybrydzie i zażyczyła sobie stylizację z nią na Wielkanoc. Nosiłyśmy więc ten sam kolor, ale w zupełnie różnych stylizacjach. Dominika wybrała marmur, a ja poszłam w geometrię i moje ulubione ostatnio kolory. Obydwie byłyśmy zadowolone ;)


Dziwnie skadrowane zdjęcie jest dziełem mojej siostry :D chciałam wam pokazać różnicę między prawą a lewą ręką. Nie jest idealnie ale cieszę się z tego efektu, bo jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłam tak namalować nawet prawą ręką. 

Jam wam się podoba rosegold? Gdyby nie to, że sama preferuję zwykłe lakiery, to nosiłabym go w co drugim zdobieniu ;) Znacie może zwykły lakier, który daje podobny efekt? 




czwartek, 12 kwietnia 2018

Oliwkowe z akcentem. Rimmel i B. loves plates.

Witajcie.
Uwierzycie, że to zdobienie nosiłam prawie równo rok temu? Nawet pamiętam dokładnie okazję na jaką je zmalowałam. Leżało na dysku bardzo długo, bo potem chorowałam, w międzyczasie próbowałam przeżyć 10 egzaminów w sesji no i tak jakoś zleciało, a ja już zaczynam się przygotowywać do następnej sesji letniej. 


Od jakiegoś czasu pokochałam oliwkowo-organiczne odcienie zieleni. Ten lakier był pierwszym takim w mojej kolekcji, nabyłam go w zeszłym roku na promocji w Rossmannie i od tego czasu moja kolekcja powiększyła się o kilka kolejnych uroczych bagiennych odcieni. 


Od dawna uwielbiam bordo i odkryłam, że świetnie gra z oliwkową zielenią, więc postanowiłam wykorzystać to w swoim zdobieniu. Beż jak wiadomo gra świetnie ze wszystkim, dodałam geometryczne stemple z płytki B.01 geometry is perfect i tak wyszło. Mnie się podobało i potem odtwarzałam to zdobienie w czerwieni i granacie.


Kilka słów o samej oliwce, bo jest na prawdę warta uwagi. Lakier Rimmel by Rita Ora o nazwie Urban Chameleon możecie znaleźć w Rossmannach, Hebe i innych większych drogeriach. Wydaje mi się, że wciąż jest dostępny. Kosztuje ok 10 zł w regularnej cenie. Kryje prawie idealnie już przy pierwszej warstwie, dlatego też idealnie nadaje się do stempli. Pięknie lśni, nie jest czystym kremem, ma w sobie jakieś drobinki odbijające światło. 


Nosicie zielone paznokcie? Lubicie takie oliwkowe odcienie? Ja na początku ich nie tolerowałam, ale teraz często noszę na swoich paznokciach. Nie wiem do czego to dochodzi, może w końcu zacznę nosić nawet brązy i pomarańcz!

Jeśli chcecie to mogę przygotować dla was zestawienie lakierów w kolorach zielono-oliwkowo-organiczno-bagiennych ;) mam ich już kilka i stale powiększam kolekcję gdy znajdę coś ciekawego ;)




niedziela, 8 kwietnia 2018

Perła czy kameleon? Lakier do stempli Born Pretty Store.

Witajcie.
Uwielbiam stemplowanie. To najprostsza metoda zdobienia, a zarazem daje nam nieskończone możliwości, ogranicza nas tylko ilość posiadanych płytek ;) Choć same płytki to nie wszystko. Wciąż powstają nowe lakiery specjalnie dedykowane dla tej metody. Sama jestem miłośniczką kremów,  ale postanowiłam się przełamać i wybrałam nowość ze strony Born Pretty Store.


Produkt nosi nazwę Chameleon Pearl Stamping Polish i ma numer #41594. Ten konkretny odcień to numer 7 Sunset Beach. Emalia jest zamknięta w małej buteleczce o pojemności 6ml. Kolor to połączenie różu z miedzią, jednak przejścia są widoczne dopiero po podbiciu czarną bazą. 


Stemple są widoczne, choć efekt nie jest taki, jak się spodziewałam. Nie pokażę wam zdjęć na białej bazie, bo praktycznie nic nie widać, tylko pod słońce, a taki efekt mi się nie podoba. Na czerni stemple dają radę, choć nie jest to mega wyraźny efekt, mam wrażenie jakby lakier miał zbyt mało pigmentu i za duże drobiny, bo wzór jest poprzerywany.


Zdjęcia robiłam w słońcu i ten efekt przypadł mi do gustu. Widać fioletowo-różowo-miedziano-pomarańczowe przejścia. Szkoda że w cieniu blask gaśnie i niby coś tam widać, ale bez dłuższego przypatrywania się nie da się określić jaki faktycznie wzór mamy na paznokciach. 
Dla podbicia efektu dodałam duochromową opalizującą cyrkonię ale ona też się zbuntowała i postanowiła pokazać tylko różowe oblicze. 


Lakier można nosić także solo, ale wolę go w wersji stemplowej. Jako zdeklarowana antyfanka perły nie jestem zachwycona tym efektem, poza tym kolor chyba mi nie pasuje. Na zdjęciach mam 3 warstwy lakieru i top. Do tego typu lakierów trzeba mieć idealną płytkę bez wybrzuszeń i rowków, więc czuję się zdyskwalifikowana już na starcie :( Dam mu jeszcze szansę i spróbuję go nałożyć jeszcze raz na całą płytkę, ale na czarnej bazie, myślę że ten efekt będzie dużo lepszy niż perła solo.


Nie jestem na nie, uważam że ten lakier jest ciekawostką i chętnie wypróbowałabym inne odcienie (ten niebiesko-turkusowy <3). Rozczarował mnie fakt, że efekt jest taki słaby, liczyłam na coś pokroju kolekcji Galaxy od Colour Alike (ktoś jeszcze ją pamięta?), bo kolorystycznie ten lakier przypominał mi B. a Mars.

Efekt duochromowych stempli na czerni jest ładny, ale liczyłam na coś więcej. A jak wam się podoba?




czwartek, 5 kwietnia 2018

Wiosenne tulipany z Golden Rose i B. loves plates.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam zdobienie z najczęściej używanym przeze mnie wzorem z kwiatowej płytki B.02 flower power od Ani. Oczywiście chodzi o tulipany! Nosiłam je już rok temu (klik!) i dwa lata temu (klik!). Kiedyś twierdziłam, że najbardziej lubię róże na paznokciach, ale po dłuższym namyśle wybieram jednak tulipany <3


Za tło posłużył mi bukiet tulipanów od Dominika ;) Co roku na Dzień Kobiet dostaję od niego inny rodzaj tych kwiatów, w tym roku troszkę przypominały piwonie, takich jeszcze nie widziałam!
Dlatego też w tym okresie odczuwam wenę na malowanie tulipanów. W przyszłym roku też pewnie zmaluję ;)


Chciałam zmalować tulipany w identycznym kolorze co prawdziwe... ale nie znalazłam takiego lakieru w swojej kolekcji! Niemożliwe, jak mając 300 kolorów nie znaleźć tego jedynego... Więc wykorzystałam przepiękną czerwień Golden Rose Ice Chic 132 którą pokazywałam w ostatnim poście razem ze swatchami pozostałych kolorów z tej serii (klik!).


W tym świetle lakier stracił swoje rude tony, a zyskał więcej wiśniowych. Nie da się jednoznacznie określić tego koloru. Jest przepiękny i będzie często lądował na moich pazurkach, także u stóp, już wyobrażam sobie moje czerwone pazurki w sandałkach ;) W końcu przyszła wiosna to i pomarzyć można <3

Lubicie kwiatowe motywy na paznokciach? Może macie swoje ulubione kwiaty? ;)



środa, 28 marca 2018

Golden Rose Ice Chic - 16, 17, 22, 60, 132.

Witajcie ;)
Dziś pokażę wam swatche lakierów Golden Rose z kolekcji Ice Chic. Otrzymałam je jako wygraną w instagramowym konkursie. Kolory mogłam wybrać sobie sama, więc prześledziłam najnowsze  wiosenne trendy i kolekcje lansowane przez największe marki i troszkę się nimi sugerując wybrałam 5 lakierów, których kolory jeszcze kilka lat temu określiłabym jako ponure lub 'zdechłe'. Obecnie uwielbiam takie nudziakowo-szarawo-rudawe odcienie. 


Wybrałam jarzębinową czerwień, grafit z granatowymi tonami i shimmerem, rudy ze złotymi drobinkami, zszarzały róż i taupe. Kolorystyka może trochę jesienna, ale patrząc na to co oferuje nam chociażby Kinetics, myślę, że lakiery wybrane przeze mnie są uniwersalne i ponadczasowe.

Golden Rose obiecuje nam, że z pomocą tych lakierów uzyskamy na paznokciach efekt tafli lodu. Seria składa się z ponad 130 odcieni, wśród których znajdziecie zarówno klasyczne nudziaki i czerwienie jak i neony a także glittery.




Pierwszy, który wybrałam to numer 17. Kolor jest bardzo nieoczywisty, róż z kroplą brązu, fioletu i szarości. Idealny jako baza pod zdobienia i samodzielnie. Kolor jest na tyle delikatny, że nada się do biura i do szkoły. 



Burasek numer 16 również znajdzie wiele wielbicielek. Tak jak poprzednik nie rzuca się mocno w oczy. Jest bardzo uniwersalny i ponadczasowy.



Kolejny numer to 22, przepiękny rudy odcień ze złotymi drobinami. Taki kolor to świetna alternatywa dla czerwieni, jest bardzo elegancki. Pięknie będzie wyglądał w matowym wykończeniu.



Mój ulubieniec to 132, piękna jarzębinowo-malinowa czerwień. Nie miałam takiego odcienia w swojej kolekcji i nawet nie wiem czy widziałam gdzieś podobny odcień. Odskocznia od strażackiej czerwieni, którą nie wszyscy lubią. Kolor w każdym świetle wygląda inaczej, na żywo jest trochę chłodniejszy.



Stalowy numer 60 może troszkę odbiega od pozostałych, ale uważam, że będzie się pięknie łączył z szaroburym 17. Urzekło mnie to wykończenie, no i jestem fanką wszelkich granatowych lakierów, więc i ten mnie kupił. Troszkę przypomina mi jeans ;)


Tak prezentuje się cała piątka. Uwielbiam lakiery Golden Rose i mam już sporą kolekcję, ale wciąż znajduję nowe odcienie, których mi brakuje. Poza tym wybieram je również ze względu na szybki czas wysychania, połysk i trwałość.
Który przypadł wam do gustu najbardziej? ;)

czwartek, 22 marca 2018

Lustereczko powiedz przecie...

Witajcie ;)
Mam dla was ostatni wpis z kwadratowymi paznokciami na jakiś czas. Obecnie wróciłam do migdałków, bo przez pół roku bardzo się za nimi stęskniłam. I choć odgrażałam się, że nigdy nie będę nosiła kwadratów to na prawdę się z nimi zaprzyjaźniłam i będę do nich wracała raz na jakiś czas ;)


Głównym punktem mojego dzisiejszego zdobienia są lustrzane cekiny (lub okrągły glitter?) z Born Pretty Store. Już od dawna ogromnie mi się podobały i bardzo chciałam je przetestować na swoich paznokciach. Są dostępne tutaj, klik! w dwóch wariantach - srebrnym i holograficznym. Na początku zamierzałam wziąć holo, ale ten lustrzany blask bardziej do mnie przemówił. 
Jeśli chodzi o aplikację, to ja nakładałam je na mokry lakier, lekko dociskałam, a potem pokryłam całość topem. Próbowałam też na hybrydzie, ale w tym wypadku cekin nie da się pokryć topem, bo tworzą się kropelki, lepiej wcisnąć je w mokry top, ale sądzę, że wtedy mogą zahaczać.


Jakby mi było mało błysku lustereczek, jako bazę wybrałam przepięknego czarnego holosia z Colour Alike, którego kupiłam na wyprzedaży u Redhead nails. Niestety nie miałam szczęścia i na zdjęciach nie udało mi się uchwycić jak całość pięknie mieni się w słońcu. A lśniło niesamowicie i sama łapałam się na tym, że co chwilkę oglądam paznokcie pod różnymi kątami :D


Lustereczka tak mi się spodobały, że dokupiłam sobie jeszcze złote i złoto-czarno-białe. Na pewno sprawdzą się w imprezowych stylizacjach lub pojedynczo jako akcent ;) Lubicie takie ozdoby na swoich paznokciach? 




środa, 14 marca 2018

Pastele i kwiaty vintage. NCLA Capri Sunset i nail wraps Mommy Dearest.

Witajcie ;)
Dziś mam dla was zupełnie wyjątkowe zdobienie. Wiecie że uwielbiam motywy kwiatowe, zwłaszcza w klimacie vintage i kocham pastelowe lakiery... To połączenie było kwestią czasu, nosiłam się z zamiarem wykonania go odkąd przywiozłam te cudeńka ze spotkania z marką NCLA. Podobno oczy są zwierciadłem duszy, ale w tym przypadku no na paznokciach możecie zobaczyć odbicie większej części mojego romantycznego ja ;)


Zacznę może od sposobu w jaki należy aplikować takie naklejki. Na spotkaniu z marką zostałyśmy szczegółowo przeszkolone co i jak ;)
Nie wydaje się to szczególnie trudne. Najpierw nakładamy bazę, najlepiej w tym celu spisuje się First Base NCLA, bo po wyschnięciu robi się matowa. To jest cały myk - baza musi być dokładnie wysuszona. Potem przechodzimy do aplikacji. Naklejki są od spodu pokryte klejem, który bardzo mocno przywiera do naszych paznokci, więc trzeba uważać, ewentualnych poprawek nie będzie, bo zepsujemy. Po dokładnym dopasowaniu i pozbyciu się brzegu naklejki za pomocą pilniczka, nakładamy top. Gotowe. Teraz pozostaje cieszyć się ozdobionymi pazurkami aż do dwóch tygodni.


Ogólnie uważam że system ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Największym plusem jest ogromny wybór wzorów, na stronie internetowej znajdziecie ich prawie 150, klik! Dobrze zaaplikowane naklejki z pewnością przedłużą trwałość naszego manicure i będą dobrą odskocznią od hybrydy, przy jednoczesnym zabezpieczeniu przed złamaniem. Mogę potwierdzić to z czystym sercem, nosiłam je gdy moje paznokcie były jeszcze kruche i te z naklejkami wytrzymały zdecydowanie dłużej niż te pokryte tylko lakierem.


Do wad mogę zaliczyć fakt, że nie na wszystkich paznokciach da się je zaaplikować. Jako posiadaczka czegoś pomiędzy płaską a wypukłą płytką nie narzekam, przykleiły się bardzo ładne, odnotowałam tylko jedno zagniecenie. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy obietnica dwóch tygodni nie jest na wyrost. U mnie utrzymały się ok 8 dni, niestety pod koniec naklejki zadzierały się w kilku miejscach, przy skórkach i wale skórkowym. Cena też nie jest najniższa, jednak w opakowaniu otrzymujemy aż 26 naklejek, więc spokojnie starczy nam na 2 razy, a przy stosowaniu jako akcent to na jeszcze dłużej ;)


Drugie skrzypce w tym zdobieniu gra przepiękny nudziak Capri Sunset z Serii Sivan Ayla inspirowanej donutami. Czyż nie jest uroczy? Bardzo podoba mi się jego odcień, takiego nude brakowało w mojej kolekcji. Zdecydowanie wolę taki chłodne, fioletowo-różowe z nutką brązu niż pomarańczowo-beżowe, zazwyczaj oferowane nam w drogeriach. Idealnie pasował do pastelowych kwiatów, aby nadać całemu zdobieniu elegancji dodałam jeszcze kilka cyrkonii. 

Wciąż jestem pod urokiem produktów NCLA. W tym zdobieniu jestem zakochana i z pewnością je powtórzę, bo zostało mi jeszcze sporo naklejek <3





wtorek, 6 marca 2018

Paczuszka z Beauty Bigbang.

Witajcie ;)
Ostatnio dotarła do mnie długo oczekiwana paczuszka z Beauty Bigbang. Wybrałam sobie kilka przedmiotów do recenzji, choć nie było łatwo, bo sklep wciąż rozszerza asortyment i ciągle pojawiają się nowe śliczności (holo lakiery <3)


Wybrałam dwie płytki, klasycznie bo zawsze jak testuję nowy sklep to zaczynam od płytek :D Poza tym zdecydowałam się na holo pyłek, bo jeszcze nie miałam takiego w swojej kolekcji. No i ogromny przezroczysty stempel, który od dawna mnie ciekawił, bo najlepiej pracuje mi się z przezroczystymi stemplami i mam w swojej kolekcji chyba 3 różne, ale w tym samym, mniejszym rozmiarze.

Porównanie dużego stempla z klasycznym. Różnica jest ogromna! Szkoda że stempel nie chce ze mną współpracować tak jakbym chciała, ale mam nadzieję, że uda mi się jeszcze rozpracować technikę stemplowania nim. Super opcja dla dziewczyn z długimi paznokciami, bo mały nie zawsze daje radę, nawet ja z moimi drobnymi pazurkami mam czasem problem przy kciuku ;) Stempel możecie dorwać w różnych kolorach, ja akurat wybrałam różowy, klik!


Jeśli chodzi o płytki, to szkoda że paczuszka dotarła tak późno, bo wybrałam wzory z zimowej kolekcji. Pierwsza jest sweterkowo-kocykowa klik! Druga z kolei zawiera wzory typowo świąteczne, reniferki, śnieżynki i cukrowe laseczki klik! Na szczęście zima się jeszcze nie skończyła i mam nadzieję, że jeszcze zdążę wam zaprezentować jak się sprawują.


Jako ostatni wybrałam pyłek holo dający gładką taflę. Czegoś takiego brakowało w mojej kolekcji. Po pierwszych testach mogę wam zdradzić, że pięknie wygląda na czerni. Cieszę się, że do pyłku dodano dwie pacynki, bo zawsze je gubię i przy kolorowych pyłkach często się brudzą, więc mam jedną zapasową ;) Słoiczek zawiera 0.5 g pyłku klik!


Mam dla was kod zniżkowy -10% na zakupy w Beauty Bigbang: CANE10.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...