piątek, 29 grudnia 2017

Dziewiąta paczuszka współpracowa od BPS.

Witajcie po świętach :)
W tym roku postanowiłam odłożyć telefon i laptopa na czas świąt. Chciałam spędzić ten czas z rodziną i odpocząć, bo w tym roku bardzo brakuje mi chwili na złapanie oddechu. Trochę mi wstyd, że w tym roku zdążyłam zrobić tylko jedno świąteczne zdobienie, które nawet nie ujrzało światła dziennego, ale mam nadzieję, że za rok uda mi się to naprawić ;)


Niedawno dostałam kolejną paczuszkę od Born Pretty Store. To już dziewiąta w mojej karierze :D Oczywiście nie mogło zabraknąć płytek, ale oprócz nich zdecydowałam się na inne ciekawe rzeczy ;) Nie mogę doczekać się testowania :)


Jako pierwsze, wybrałam urocze złote i srebrne ćwieki zamknięte w karuzelce...no właśnie, na stronie karuzelka ma czarny kolor, ale myślę, że nie to jest tu istotne :D. Ćwieki są wykonane z cienkiej blaszki, są matowe, wyżłobione (nie mam pojęcia jak inaczej określić ich fakturę) i puste w środku. Bardzo cieszy mnie ich niewielki rozmiar (nie przekraczają 3mm), bo będą idealnie pasowały na moje pazurki ;) Do kupienia tutaj, klik!


Nie miałam jeszcze okazji używać pędzla do gradientu, więc zdecydowałam się na ten model, klik! Niestety wydaje mi się, że ma krzywo przycięte włosie, ale jeszcze nie zdążyłam go wypróbować, więc nie wiem, czy będzie to miało wpływ na użytkowanie.


Od dawna chciałam wypróbować lustrzane okrągłe piegi klik, klik! Dłuższą chwilę wahałam się między srebrnymi a srebrnym holo, stanęło na zwykłym. Mam już takie piegi w wersji kolorowej i uwielbiam ich używać w letnich stylizacjach.
Ten piękny lśniący niebiesko-fioletowy pyłek można używać na dwa sposoby - jako duochromowe flejksy oraz wetrzeć w warstwę dyspersyjną i w zależności od światła otrzymamy efekt chameleon lub holo. Ja wybrałam numer 1, pozostałe możecie zobaczyć tutaj, klik!
Trzeci słoiczek zawiera czerwone holo. Można je nakładać zarówno na czarną jak i na białą bazę. Dostępny w sześciu kolorach tutaj, klik!


Na koniec zostawiłam sobie płytki. Nie mogłam się obejść bez kolejnej koronkowej płytki, możecie ją dostać tutaj, klik! Mam już jedną z takimi wzorami, BP-L020 i jest totalnie wyeksploatowana, swego czasu stemplowałam nią dosłownie każde kolejne zdobienie, wiecie, że koronki i kwiaty to mój żywioł ;) 
Do koronek dobrałam słodkie kotki, klik! i azteckie wzorki w połączeniu z kwiatami, klik!

Mam dla was kod na -10% na całe zakupy w Born Pretty Store. 



Używałyście któreś z moich nowości? Jeśli tak chętnie poczytam co o nich sądzicie. Nie mogę się doczekać testowania :)



wtorek, 19 grudnia 2017

Relacja ze spotkania z NCLA w Warszawie.

Witajcie kochane ;)
W sobotę miałam przyjemność brać udział w spotkaniu z NCLA. To pierwsze takie spotkanie w mojej lakierowej karierze, więc troszkę się stresowałam, ale nie było czym, bo świetnie się bawiłam! 
Do Warszawy dotarłam pociągiem, a potem przemaszerowałam przez miasto, dzięki czemu troszkę sobie pozwiedzałam. Dla osoby, która potrafi się zgubić we własnym pokoju to niezły wyczyn :D 


Spotkanie było przygotowane PERFEKCYJNIE! Najpierw została nam przedstawiona prezentacja o marce i jej założycielce, miałyśmy też okazję wypróbować naklejki, testować wszystkie lakiery, które nam się podobały, zarówno hybrydowe jak i klasyczne oraz zostałyśmy poczęstowane wegańskimi przekąskami ;)

Pożyczyłam zdjęcie od Pulinki, bo ja byłam tak zaaferowana, że praktycznie nic nie cyknęłam. Naklejki tak mnie wciągnęły, że nawet nie wiem kiedy zostało zrobione to zdjęcie :D Te dwie pochylone, totalnie skupione na wzornikach głowy to właśnie ja i Wiola z bloga Lakierowy Kuferek.


Marka NCLA tworzy szczególne produkty. Lakiery są w pełni wegańskienietestowane na zwierzętach oraz nie zawierają "toksycznej siódemki", czyli formaldehydu, toluenu, żywicy formaldehydowej, DPB, kamfory, ksylenu i TPHP. Muszę się wam przyznać, że do tej pory zwracałam uwagę tylko na to, aby moje odżywki nie zawierały formaldehydu. Nie miałam pojęcia, że pozostałe substancje mogą być tak szkodliwe! Zapraszam was do zapoznania się z negatywnymi skutkami stosowania każdej z tej substancji klik!


Byłam totalnie zdziwiona, gdy pod koniec spotkania, każda z nas została obdarowana paczuchą - niespodzianką. W paczkach znajdowały się różne lakiery, mnie trafiły się dwa z dostępnej już donutowej kolekcji Sivan Ayla - Capri sunset i Rose for breakfast oraz dwa z nadchodzącej wiosennej kolekcji Plastic - Hey Doll! oraz Life is your creation. Oprócz tego każda paczka zawierała przesłodki złoty przybornik do manicure i szklany pilnik do paznokci.


NCLA nie zapomniało też o was, moich czytelniczkach! Mam dla was kod na 25% rabatu, musicie się jednak spieszyć, bo promocja trwa tylko do 1. stycznia. Myślę że warto skorzystać i sprawić sobie mały prezent na święta, bo lakiery NCLA są na prawdę wyjątkowe i niepowtarzalne. 

Poza tym muszę wam coś wyjaśnić. Tak na prawdę nie mam na imię Owidia, tylko Karina, co mogłyście zauważyć na plakietkach. Dziewczyny, które miałam okazję poznać były tym faktem zaskoczone :D

Dziękuję marce NCLA za zaproszenie, Ani z bloga B. for beautiful nails za współorganizację wydarzenia oraz wszystkim dziewczynom, które miałam okazję poznać. To niesamowite przeżycie, spotkać na raz 20 osób tak samo zafiksowanych na punkcie nailartu jak ja. Dziękuję za wspaniałą sobotę i mam nadzieję na więcej takich spotkań <3


czwartek, 14 grudnia 2017

Miedziane śnieżynki. Projekt paznokciowy u Asiulcowej.

Witajcie ;)
Grudzień nieźle daje mi popalić, zwłaszcza na uczelni, ale nie dam się! Już dawno jadę na christmas mode, w tle leci "Jingle bells rock", popijam kawę z pomarańczą i goździkami, obok mnie migoczą świąteczne lampki, więc i na paznokciach pojawiają się już świąteczne akcenty. 

Niedawno byłam w Niemczech na seminarium z uczelni i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie napadła na kilka sklepów. Obkupiłam się przede wszystkim w lakiery P2 i Kiko, bo chociaż te marki są dostępne w Polsce, to cenowo nie wychodzą zbyt korzystnie. Przed wami miedziane śnieżynki ;)


Od dawna marzył mi się lakier do stempli w kolorze miedzianym lub rosegold. Zdecydowałam się na P2 Technochrome polish nr 030 bronze cut. Posiadam już taki złoty, który kupiłam w Hebe. Wszystkie lakiery z tej serii nadają się do stemplowania, z tym że lepiej używać ich na ciemne bazy, są wtedy bardziej widoczne.


Kolor bazowy to P2 Volume Gloss nr 810 kite flyer. Nie umiem określić tego koloru, bo ani to khaki, ani zieleń, ani szarość. Taki zgnilak, ale ostatnio szaleję na punkcie takich lakierów. Na zdjęciach wyszedł trochę zbyt blado. Ogólnie to P2 ma całkiem ciekawą ofertę takich okołozielonych kolorów, więc jeśli szukacie czegoś takiego, a wiem, że ciężko trafić w idealną zieleń, to polecam ;)

Jeśli chodzi o właściwości, to lakier gładko sunie po płytce i wysycha na wysoki połysk. Szybko zastyga, więc trzeba uważać na smugi. Na moich króciakach trzymał się przez 4 dni i pewnie dałby radę dłużej, ale moje pazurki wciąż są słabe i miękkie na końcach, ale już niewiele zostało do całkowitego zrośnięcia ;)


Śnieżynki pochodzą z mojej nieśmiertelnej płytki QA86, którą maltretuję co roku w okresie zimowym, nie jestem w stanie policzyć ile już razy miałam te gwiazdki na paznokciach ;)

Jedyne co mnie wkurza w tych lakierach, to te niefotogeniczne lustrzane buteleczki! Tak odbijały światło, że mój aparat oszalał i nie mogłam złapać ostrości. Poza tym nie da się ich dotknąć bez zostawiania nieestetycznych śladów palców. Mimo wszystko jestem pewna, że będę kupowała lakiery P2 przy każdej możliwej okazji, bo je pokochałam, są idealne <3 

Ps. Z kim się widzę w sobotę na spotkaniu z NCLA? <3


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Biżuteria. Projekt paznokciowy u Asiulcowej.

Witajcie ;)
Z poślizgiem ale jest, biżuteria. Na pewno zauważyłyście już na miniaturce... tak, mam obecnie krótkie kwadraty. Nawet krótsze niż na zdjęciach. Postawiłam na totalną regenerację, jeszcze tylko kilka mm i znów będę mogła cieszyć się zdrowymi i mocnymi pazurkami ;)

Wzbraniałam się przed kwadratami, bo nie lubię u siebie tego kształtu, ale chyba nie ma aż takiej tragedii. Co sądzicie? ;)


Już kilka razy wykonywałam biżuteryjne paznokcie i prawie zawsze decydowałam się na cyrkonie. Tym razem postawiłam na perły. Kojarzą mi się z ponadczasową elegancją i klasą, z kobietami dwudziestolecia międzywojennego, których styl i szyk inspiruje mnie już od dawna ;)


Żeby nie było aż tak minimalistycznie, dodałam białe stempelki przypominające koraliki nawleczone na nitkę. Perły ułożyłam tak, aby powstał delikatny halfmoon. Bałam się, że na tak krótkich pazurkach będzie to źle wyglądało, ale efekt końcowy przypadł mi do gustu ;)


Perełki pochodzą ze sklepu Born Pretty Store. Dostałam je już bardzo dawno temu. Rzadko ich używam, bo wolę metalowe ćwieki, ze względu na to, że są płaskie i przylegają do płytki. Perełki możecie kupić tutaj, są dostępne w czterech rozmiarach, ja mam 2mm. Musicie uważać, bo pod niektórymi topami rozpuszcza się perłowa farba, którą są pokryte i robią się po prostu białe, co nie wygląda dobrze.


Oprócz perełek użyłam płytki Moyra Nature, białego lakieru do stempli również z BPS i mojej ulubionej czerni z Wibo. Żeby nie było tak czarno-biało, dodałam po dwa malusieńkie złote ćwieki na niekacentowane paznokcie. 

Nieskromnie powiem, że bardzo dobrze nosiło mi się to zdobienie, myślę, że idealnie wpisuje się w nadchodzący okres świąteczno-karnawałowy ;) A wy co sądzicie? ;)




wtorek, 28 listopada 2017

Skarby lasu. Lakiery Polish Forest.

Witajcie :)
Wróciłam z Niemiec i zabieram za nadrabiania zaległości, zarówno blogowych jak i uczelnianych. Uwielbiam podróże i potem bardzo ciężko mi wrócić do szarej rzeczywistości, a dodatkowo się rozchorowałam :( Pociesza mnie myśl, że już niedługo zacznę wam pokazywać śnieżynkowe zdobienia, które uwielbiam prawie tak samo jak kwiaty i koronki <3

Dziś mam dla was chyba ostatni jesienny post w tym roku. Ostatnio mój gust kolorystyczny się odrobinę zmienił i zaczęłam się rozglądać za bardziej nietypowymi kolorami lakierów, dlatego mój wzrok przykuły lakiery Polish Forest z firmy Sense&Body. Ich kolory idealnie wpisują się w jesienną tonację.


Lakiery te są dostępne w niektórych Rossmannach oraz Sklepie Pana Kota. Poza leśną kolekcją, firma wprowadziła jeszcze Polish Folk, czyli serię inspirowaną polskim folklorem (te nazwy! powiedzcie, że odpustowe korale lub cicha woda nie brzmią wspaniale ;) Polish Flowers, czyli pachnące lakiery inspirowane kwiatami, Polish French, czyli zestawy czerń + metaliczny lakier oraz Make up your nails, czyli seria odżywczych i rozświetlających lakierów, które kolorami przypominają kosmetyki do makijażu - krem BB, róż czy rozświetlacz.


Magiczna paproć to oliwkowy lakier naszpikowany złotymi drobinkami. Na paznokciach wygląda bardzo ciekawie i na pewno sprawdzi się w zdobieniach. Zmywanie jest trochę bardziej uciążliwe niż przy kremach, ale wystarczy trochę mocniej potrzeć. Kryje po dwóch warstwach i szybko schnie. Do pełnego blasku potrzebuje topu, bo przez dużą ilość drobinek nie da się uzyskać gładkiej tafli.


Dębowe szepty, to coś między brązem a szarością, z nutką fioletu. Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie bo sunie po paznokciu jak masełko, szybko wysycha i pięknie lśni. Nie ma w sobie żadnych drobinek, jest kremowy. 


Świetliki nocą to już klasyka, pamiętam jak na początku roku cała paznokciowa blogosfera oszalała na jego punkcie. Całkiem zasłużenie, ponieważ lakier jest prześliczny i niespotykany. W ciemnozielonej bazie pływają zielono-niebieskie flejki, które przepięknie opalizują. Dodatkowo lakier wysycha na mat, co dodatkowo je podkreśla, bo w pełnym blasku nie dają aż takiego efektu. Schnie trochę dłużej ze względu na mat, ale przy malowaniu trzeba uważać, bo w momencie zastyga na plastelinę i przy poprawkach można sobie zrobić dziurę ;)


Na zdjęciach widać paskudne smugi, ale w rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca ;) Jestem zachwycona tymi lakierami, choć jeszcze niedawno nie pomyślałabym, że będę nosiła na paznokciach takie kolory. 
Ogromnym atutem jest cena, bo lakiery kosztują ok 7 zł, a ja kupiłam je na promocji -49/55% w Rossmannie, więc dałam nieco ponad 3 złote za takie cuda, nie s to kolory, które można spotkać w każdej drogerii. Dodatkowo jakość i komfort malowania spokojnie dorównuje lakierom z duuużo wyższej półki cenowej ;) Polecam z całego serca ;)


sobota, 18 listopada 2017

Orly Androgynie.

Witajcie :)
Ostatnio pisałam, że od czasu do czasu będę wam pokazywała lakiery solo, bez zdobień. Mam w swojej kolekcji kilka wyjątkowych egzemplarzy, które na prawdę na to zasługują. Jednym z nich jest właśnie Orly Androgynie.


Na ten lakier polowałam bardzo długo, ale nawet jak już znalazłam, to nie opłacało mi się robić zakupów tylko dla jednego lakieru i rozsądek zawsze zwyciężał. Udało mi się go wyhaczyć w koszyku przecenowym na targach w Warszawie. Cieszyłam się jak dziecko na gwiazdkę <3 w sferze moich marzeń jest jeszcze Peceful opposition, choć on jest już raczej totalnie niemożliwy do zdobycia.


Jeśli chodzi o kolor, to nie da się go opisać jednym słowem. Półtransparentna czerń, przez dużą ilość złotego pyłku wpada w brąz, do tego dochodzą duże heksy w kolorze kobaltowym, błękitnym, miedzianym i złotym. Niestety lakier schnie dość długo, top przyspieszający wysychanie jest niezbędny, dodatkowo wygładzi powierzchnię, bo drobinki mogą gdzieniegdzie wystawać i haczyć. Oczywiście zmywanie nie należało do najprzyjemniejszych, bo zapomniałam dać pod spód bazę peel off.

Nie wszystkim ten efekt się spodoba, widziałam gdzieś określenie 'kolor błota i śmieci w środku', ale mnie urzekł i nie mogłam się doczekać aż wyląduje na moich pazurkach ;) Świetnie sprawdzi się jako uzupełnienie stylizacji, zwłaszcza w nadchodzącym okresie świąteczno-karnawałowym ;)


Mam świadomość, że to trochę bez sensu, pokazywać wam lakiery, które są już praktycznie nie do dostania, ale uważam, że niektóre są tak wyjątkowe, że możemy popodziwiać je razem. Ogólnie zauważyłam, że marka Orly praktycznie w każdej kolekcji wypuszcza taką perełkę i mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się reedycji niedostępnych już Androgynie czy Peaceful Opposition ;)




środa, 15 listopada 2017

Sweterki. Projekt paznokciowy u Asiulcowej.

Witajcie ;)
Dziś z poślizgiem, bo byłoby zbyt pięknie, jakbym każdy tydzień projektu wykonała na czas, niestety punktualność nie jest moją mocną stroną :D
Czy też tak macie, że jesienią gdy nadchodzą chłody, deszcz i mróz, nie możecie się zmotywować do pracy? Nauki nie ubywa, a ja wciąż nie mogę się ogarnąć i zebrać, czasem nawet nosząc paznokcie nie mam czasu zrobić im zdjęć :(


Miały być sweterki... ale wyszły w sumie bardziej kocyki, albo spódnica w kratę. Nawet dodanie guziczków nie zmieniło charakteru zdobienia :D 

Jako tło wybrałam pięknego szaraczka od Sophin. Ma numer i niezwykle ciekawą teksturę. Ma w sobie ciemniejsze drobinki, które przypominają kłaczki, jednak lakier jest zupełnie gładki. Dzięki temu wygląda właśnie jak taki mięciutki, puchaty sweterek ;)


Pisałam wam ostatnio, że moje pazury są w opłakanym stanie... No cóż, po paskudnym złamaniu dwóch pazurów w pionie, postanowiłam, że utwardzę je hardi z proszkiem akrylowym a połamane przedłużę aż zrosną. Pionowe złamania są najgorsze, bo za każdym odrośniętym milimetrem złamanie się pogłębia i na kciuku sięgało mi już połowy paznokcia :( 

Stąd właśnie grubość i wybrzuszenia na niektórych paznokciach, poza tym robiłam zdjęcia już z odrostem. Na szczęście jeszcze tylko 1/3 paznokcia musi mi odrosnąć, więc do świąt będę miała już piękne i zdrowe pazurki ;) 


Jako guziczki wykorzystałam zapomniane pastelowe ćwieki z Born Pretty Store. Nie mam pojęcia jak długo je mam, ale odleżały już swoje w szufladzie, jestem prawie pewna, że nie ujrzały światła dziennego na blogu. 
Przeszukałam cały sklep i nie mogę znaleźć tych konkretnych, ale widziałam podobne tu i tu. W pierwszym przypadku macie do wyboru 4 karuzelki, w każdej są trzy kolory ćwieków w różnych kształtach i rozmiarach, z kolei w drugim linku znajdziecie okrągłe ćwieki w neonowych i pastelowych kolorach. Jak zwykle mam dla was kod na 10% zniżki ;)


Ja posiadam wersję tylko z pastelowymi kolorami, ćwieki są zarówno okrągłe jak i kwadratowe, w rozmiarze 2mm. Zawsze staram się wybierać ten rozmiar, bo inne są za duże i dziwnie wyglądają na moich małych pazurkach ;) Jestem pozytywnie zaskoczona, bo nosiłam je tydzień i kolor się nie wytarł ani nic nie odpadło. 


Kratka pochodzi z płytki QA96, bardzo ją lubię, w sumie to jedyna kraciasta płytka w mojej kolekcji. Stemplowałam miętką z Colour Alike/B. loves plates.

Mam nadzieję, że przymkniecie oko na moje kocyko-sweterki. Ogólnie to nosiło mi się je bardzo dobrze, gdyby nie te grube, toporne paznokcie do których nie jestem przyzwyczajona, to byłoby bardzo dobrze.


czwartek, 26 października 2017

Herbaciane róże. Sophin i B. loves plates.

Witajcie ;)
Lubicie gradienty? Ja uwielbiam. Kiedyś bardzo często robiłam zdobienia oparte na cieniowaniu, a ostatnio jakoś zaniedbałam tę metodę. Nic straconego, dziś pokażę wam jakie zdobienie nosiłam pod koniec wakacji, kiedy jeszcze 'miałam' paznokcie.


Dlaczego 'miałam'? No cóż, obecnie praktycznie nie mam paznokci, są obcięte na zero a nawet mniej, bo paznokieć na kciuku tak paskudnie mi się złamał, że pękł przez środek aż do połowy płytki. Muszę podratować go hybrydą żeby się zrósł, bo zahaczam o wszystko i boję się, że w końcu go zerwę.


Wracając do zdobienia, zdecydowałam się na połączenie czterech lakierów Sophin, ponieważ odcienie idealnie przechodzą od nudziaka do pomarańczu. Numery to (od najjaśniejszego: 87, 343, 344 i 335). Ogólnie bardzo lubię lakiery Sophin i wciąż często po nie sięgam, mimo skandalicznej polityki polskiego dystrybutora wobec mnie i innych blogerek. 


Żeby nie było nudno, dodałam białe różyczki z płytki B.02 od B. loves plates i opalizujące cyrkonie, a na koniec pociągnęłam wszystko matowym topem GR. Całość bardzo mi się podobała choć ogólnie raczej nie przepadam za pomarańczem na paznokciach. Jednak to właśnie pomarańcz najbardziej kojarzy mi się z jesienią.






poniedziałek, 23 października 2017

Granat i oszronione liście. Projekt paznokciowy u Asiulcowej.

Witajcie ;)
Robi się coraz zimniej. Uwielbiam jesień za jej barwy i nastrój, ale gdy pojawiają się pierwsze przymrozki, pozostaje tylko kocyk, kubek kakao, termofor i książka. I w ten sposób będę zimowała do wiosny.


Uwielbiam granatowe paznokcie i posiadam wiele odcieni tego koloru, od kobaltu, do prawie czarnego, kremy, glittery, shimmery.. Na drugi tydzień projektu wybrałam jeden z ciekawszych odcieni granatu w mojej kolekcji. 


Golden Rose Rich Color nr 126 to ciemny, szaro-grafitowo-granatowy krem, w każdym świetle wygląda inaczej. Ma bardzo dobre krycie, bo wystarczą cienkie dwie warstwy. Nie smuży ani nie zostawia prześwitów. Jest średniogęsty, nie spływa na skórki. Czas schnięcia może nie jest błyskawiczny, ale wspomagam się topem, więc nie jest to dla mnie żaden problem.


Wzorek, który wybrałam, pochodzi z płytki B.04 leaves of happiness. Może na pierwszy rzut oka nie wygląda na listki, ale mnie kojarzy się z oszronionymi brzegami liści leżących na chodniku, gdy wczesnym rankiem biegnę na zajęcia ;) Poza tym często zestawiam granat ze złotem lub srebrem, to takie eleganckie połączenie.

Lubicie granatowe paznokcie? Ja bardzo <3

środa, 18 października 2017

Klasa sama w sobie. Rimmel The Gel.

Witajcie ;)
Dziś wyjątkowo nie mam dla was zdobienia. Czasem mam ochotę na jeden lakier i od czasu do czasu będę wam pokazywać jakiś kolor solo, co wy na to?


Czerwone paznokcie to klasa sama w sobie. Czy jest bardziej kobiecy kolor lakieru do paznokci? 
Osobiście uwielbiam czerwień i często otaczam się tym kolorem, także na paznokciach. Myślę, że gdybym nie uwielbiała zdobienia paznokci i nie sprawiałoby mi to tyle frajdy, to nosiłabym po prostu czerwone pazurki.


Ostatnio moim ulubionym czerwonym lakierem jest Rimmel Super Gel o numerze 042 Rock n roll. Lubię jego żelową formułę, bo dobrze kryje, szybko schnie, pięknie lśni i długo się utrzymuje. Nosiłam go ponad tydzień i jednym mankamentem były wytarte końcówki. 


Nosicie czerwone paznokcie? Chcecie od czasu do czasu zobaczyć także coś klasycznego, bez zdobienia, stempli czy innych ozdób? Mam wiele wyjątkowych lakierów, które świetnie wyglądają solo i z chęcią wam je pokażę ;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...