środa, 29 czerwca 2016

Sophin 343 w towarzystwie magnolii.

Witajcie.
Słabo się czuję i nie mogę sobie znaleźć miejsca w domu.. Nie ma gorszego widoku niż chore zwierzątko. Gdy jest z wami już 11 lat i nagle go zabraknie, to pustka jaką po sobie pozostawia, nie daje się niczym zapełnić. Wszystko leci mi z rąk, więc może chociaż napiszę post niczego nie psując.

Niedawno otrzymałam całą serię lakierów Sophin Macaroons do recenzji. Tym razem pokażę wam je od razu w zdobieniach. Dzisiejszy, numer 343, to taka delikatna, nudziakowa brzoskwinka, bądź nudziak z delikatnymi pomarańczowymi tonami.


Polubiłam się z tym lakierem, bo jak na pastel, to kryje już po dwóch warstwach. W buteleczce widać srebrny shimmer, ale na paznokciach jest zupełnie niewidoczny, szkoda, bo lubię, jak mi się coś delikatnie mieni w słońcu :) Jak wszystkie lakiery Sophin i tego cechuje ponadprzeciętna trwałość. Zauważyłam tylko, że 343 jest gęstszy niż pozostałe egzemplarze w mojej kolekcji i troszkę dłużej schnie. Poza tym nie mam się do czego przyczepić.


Postanowiłam połączyć jaśniutki Sophin z koralowym lakierem Essence. Od dawna miałam ochotę wypróbować naklejki wodne wyglądające jak magnolie, chciałam je wykorzystać wiosną, ale tak jakoś zeszło, magnolie przekwitły... Ale co tam, na paznokciach mogą kwitnąć cały rok :)  Bardzo mi się podobało to zdobienie, szkoda tylko, że niektóre ćwieki już po jednym dniu noszenia straciły kolor. Mam nadzieję, że nie rzuca się to aż tak bardzo w oczy.


Lakier Essence, którego użyłam to Va-Va-Voom, z serii The Gel. Jest to lakier o wykończeniu Soft Matt, ale ja nie przepadam za matowymi paznokciami, więc dodałam top. Piękny kolor na lato, nie sądzicie? Już od dawna uwielbiam koralowe lakiery o tej porze roku, zimą wolę czerwień, ale na lato koral pasuje zdecydowanie lepiej.


Jak wam się podoba to zdobienie i nudziakowy Sophin 343? Nieskromnie powiem, że świetnie nosiło mi się to zdobienie i ciągle zerkałam na paznokcie, połączenie kolorów, magnolie, no i te złote ćwieki.. wszystko było takie w moim stylu :)

Dziękuję firmie Cosmo Art i pani Rusłanie za możliwość testowania lakierów Sophin i bycie ambasadorką marki, to dla mnie zaszczyt i sama przyjemność :)





sobota, 25 czerwca 2016

Projekt u Elizy II - saran wrap.

Witajcie ;)
Wiem, że spóźniłam się troszkę z tym postem, ale mam nadzieję, że Eliza mi wybaczy, bo z powodu wielu kwestii piszę dopiero teraz. Muszę się wam pochwalić, że rozpoczęłam kurs stylizacji paznokci i to głównie on pochłonął moje siły i zapał, ale także zdarzyło się w tym tygodniu kilka smutnych chwil. Czasem jest tak, że mimo gotowego mani i obrobionych zdjęć na dysku po prostu nie ma się siły siąść i napisać sensowny post. Właśnie tak się ostatnio czułam.


Tematem przewodnim trzeciego tygodnia jest saran wrap, czyli 'folią tycane', jak to ładnie określiła Eliza. Swoją drogą w moim rejonie mówi się 'tykać', więc u mnie byłoby 'folią tykane', ale wcale mi się ta wersja nie podoba :D Takie tam zboczenie miłośnika języków.

Swoje mani miałam od początku w głowie - beżowo-szary saran wrap, na tym odbite literki, żeby całość sprawiała wrażenie listu na czerpanym papierze i róże na kilku paznokciach. Ale ku mojemu zdziwieniu, nie posiadam w swoim dosyć sporym zbiorze ani jednej płytki z literkami ani niczym co mogłoby je przypominać.. więc zdecydowałam się na saran i zwykłe różane stemplowe naklejki. Żeby bardziej podkreślić romantyczny efekt, dodałam kilka perełek.


Niestety na zdjęciach słabo widać efekt saran wrap. Musicie uwierzyć mi na słowo, że tam jest, na każdym paznokciu i na żywo bardzo ciekawie wyglądał, troszkę jak marmur, o to mi chodziło. 
Bazą do zdobienia był nudziak Golden Rose Color Expert nr 06, ciapałam lakieram tej samej firmy z serii Paris nr 110. Płytka której użyłam to BP-73 z Born Pretty Store i perełki z karuzeli również z tego sklepu. 


Mam nadzieję, że spodoba wam się to mani :) Mnie nosiło się je bardzo przyjemnie :) Już nie mogę się doczekać następnego tygodnia, uwielbiam malować farbami akrylowymi :)




środa, 22 czerwca 2016

Kobalt i srebrne ringi z Anastazja.net.

Witajcie :)
Pokazywałam wam naklejki, które dostałam w ramach współpracy z Anastazja.net. Nie mogłam się doczekać, aż pokażę wam to co mnie samą najbardziej zaskoczyło - ringi. Na początku bardzo się obawiałam co do trwałości i ogólnie, ale miło się zaskoczyłam.


Postanowiłam połączyć mój ukochany kobalt ze srebrnymi ringami, no i zrobiłam taki mix. Chciałam połączyć ringa z negativ space, co z tego wyszło? No cóż, jak na pierwszy raz, to chyba nie było tak źle :D Nosiłam to mani kilka dobrych dni, bo tak bardzo mi się podobało :)


Dostałam dwie wersje, złote nr 102 i srebrne nr 137. Na srebrnym arkuszu znajdują się dwa wzory do wyboru, na złotym mamy tylko jedną opcję. 
Ringi są niestety bardzo szerokie, a ja mam bardzo wąskie pazurki, więc nie prezentują się tak świetnie jak na większej płytce, nie mniej jednak sądzę, że wyglądały ciekawie i wzbogaciły mój manicure. 
Bałam się, że będą jak zwykłe naklejki, będą się zahaczać o ubrania i wszystko inne, i szybko odpadną, ale tak się nie stało, trzymały się bardzo dobrze. Zastanawiałam się także, czy nie zniszczy ich top, ale nic takiego się nie stało. Poza tym musiałam wyrównać lakier przy skórkach i chociaż pomazałam zmywaczem powierzchnię naklejki i zmatowiła się, to pod topem lustrzany blask powrócił.


Mój ulubiony kobaltowy lakier to Bell Air Flow z jakiejś starożytnej limitki dla Biedronki, oczywiście bez numerka :D Dawno już go nie używałam i poniewierał się w czeluściach helmera. Zapomniałam już jak bardzo go lubię i jaki jest fajny :)
Żeby nie było nudno, postanowiłam dodać srebrne stemple z płytki hehe026 i srebrnego ćwieka z karuzeli z BPS.


Mam nadzieję, że mimo niedociągnięć spodoba wam się moja praca, tak samo jak mnie :) 
Ringi tak mnie wciągnęły, że po zmyciu tego mani, od razu zrobiłam drugie ze złotymi naklejkami :) Myślę, że użyję ich jeszcze nie raz :)
Dziękuję bardzo Anastazji za udostępnienie mi naklejek do recenzji. Mam nadzieję, że pozostałe naklejki zauroczą mnie tak samo jak ringi :)




niedziela, 19 czerwca 2016

Współpraca z Anastazja.net - naklejki wodne na paznokcie.

Witajcie :)
Myślę, że firmy Anastazja.net nie muszę przedstawiać. Każda z dziewczyn, która interesuje się nailartem i czyta blogi, przynajmniej raz natknęła się na naklejki tej firmy. Od dawna bardzo chciałam je wypróbować i dzięki uprzejmości pani Anastazji dostałam kilka arkuszy :)


Nie spodziewałam się, że dostanę aż tyle arkusików, dodatkowo wszystkie 'kolorowe' naklejki dostałam w dwóch egzemplarzach, co jest świetnym pomysłem, bo jeden arkusz wykorzystam, a drugi zostanie mi do zdjęcia :)
Nie wybierałam wzorów, zostały wybrane losowo.


Dwa arkusze z serii Shine, srebrne zawijasy numer 3 i złote róże z koronką, numer 1. Bardzo mi się podobają, choć jeszcze ich nie użyłam, są bardzo eleganckie i czekają na  specjalną okazję.


Cztery arkusze Mini, otrzymałam numery 13, 17, 22 i 30. To dobry wybór jeśli macie zamiar używać naklejek jedynie jako akcent. Na wszystkie pazurki nie wystarczy, bo jest ich tylko osiem, zwykle po cztery z jednego wzoru. Ja się cieszę, bo raczej nie będę używała naklejek na raz na wszystkie paznokcie :)


Z serii Basic dostałam 5 wzorów, numery 9, 23, 42, 134, 289. Jeśli już jakiś czas obserwujecie mojego bloga, to możecie się domyślić się, że moje serce skradły róże w stylu vintage, chociaż numer 23 również niesamowicie mi się spodobał. 


Tych cudaków bałam się najbardziej. Niesłusznie! Ringi zachwyciły mnie niesamowicie, nosiłam na paznokciach już wersję srebrną, aktualnie mam złotą i na prawdę ciekawie to wygląda :) Mam numery 102 złote i 137 srebrne.Nie są to naklejki wodne, tylko samoprzylepne, dlatego miałam obawy co do trwałości, ale dobrze zabezpieczone trzymają się idealnie. Nie widziałam ich jeszcze na stronie, ale na allegro są już dostępne, złote, klik! srebrne, klik!

Mam nadzieję, że lubicie naklejki wodne, bo w najbliższym czasie będzie ich dużo na blogu :) Ze swojej strony dziękuję pani Anastazji za współpracę i przepiękne naklejki, mam nadzieję, że moje zdobienia  będą godnym tłem dla naklejek :) oczywiście wszystkie moje opinie są obiektywne, współpraca nie wpływa na moje odczucia.




czwartek, 16 czerwca 2016

Projekt u Elizy II - zygzaki.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam zdobienie na drugi tydzień projektu u Elizy. W tym tygodniu tematem są zygzaki. Ja zdecydowałam się na stemplowe kolorowanki z lakierami Sophin.

Niestety nie wiem co dzieje się z moim aparatem, ale często jest tak, że zrobię świetne mani a potem i tak nie mam czego wstawić na bloga, bo zdjęcia są okropne. Albo po prostu zrobiłam się bardziej wybredna.. Dlatego znów mam tylko dwa zdjęcia. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i znowu nie będę mogła się zdecydować na tylko 4 czy 5 zdjęć, bo wszystkie będą takie piękne.


Historia tego mani jest bardzo prosta: miałam na biurku właśnie 3 lakiery i bardzo chciałam je ze sobą skomponować, ale nie miałam pomysłu. Dopiero po chwili, gdy przeglądałam płytki, to pomyślałam o tym wzorze. No i wtedy zaświeciła mi się lampeczka, że przecież teraz jest tydzień zygzaczkowy ;)


Główną rolę w tym zdobieniu gra przepiękny błękit nr 241 , dodałam do niego beż nr 87 i pomarańcz 335. Stemple pochodzą z płytki JQ-L10, którą mam od sklepu LadyQueen chociaż identyczny wzorek jest na matrioszkowej płytce z Born Pretty. 
Niestety jak na złość top rozmazał mi naklejki. No ale coś musiało się nie udać, zdobienie za bardzo mi się podobało :(


O lakierach Sophin pisałam wam już nie jeden raz. Te konkretne pokazywałam już tutaj: pomarańcz 335niebieski 241beż 87. Uwielbiam je i chętnie łączę w zdobieniach. Czasem ciężko przerzucić mi się na inne lakiery, bo te są idealne, schną szybko, długo się utrzymują, pięknie lśnią.. marzenie :)

Mam nadzieję, że zygzaki przypadły wam do gustu. Kolejny tydzień to saran wrap, bardzo lubię tę metodę, więc mam nadzieję, że uda mi się stworzyć coś fajnego ;)



piątek, 10 czerwca 2016

Hawajskie kwiaty w dwóch zdobieniach.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam dwa zdobienia, w których główną rolę grają hawajskie kwiaty.  Miałam pokazać je w osobnych postach, ale to bez sensu, bo pierwsze mani, choć bardzo mi się podobało, to niestety mam tylko dwa zdjęcia, a z kolei drugie mani nie podoba mi się za bardzo, choć kilka osób mówiło mi, że jest świetne. Niestety aparat zeżarł kolory także też mam tylko dwa zdjęcia :D


Ja i neony... można powiedzieć, że żyjemy w innych galaktykach, bo na prawdę nie przepadam za tymi kolorami. Jednak na imprezę po zakończeniu matur i otwarcie wakacji nie mogło być lepszego wyboru. 
Postawiłam więc na gradient dwoma lakierami: limonkowym Thrill Seeker i fioletowym Off Beat. Do tego dodałam czarne stemple z płytki B. 02 Flower Power. Na zdjęciu z fleszem (inaczej nie było widać prawdziwego odcienia fioletu) widać starte końcówki, ale na żywo nie było tego widać.
W ramach ciekawostki dodam, że pierwszy raz widzicie na blogu moją prawą dłoń od momentu wypadku z krajalnicą. Wprawne oko zauważy, że palec jest krótszy i z jednej strony brakuje porządnego kawałka wału (tak się nazywa ta część gdzie są skórki?), przez co paznokieć wydaje się szerszy niż pozostałe. Poza tym wszystko jest już dobrze, czasem odczuwam ból podczas zmian pogody. Muszę także uważać aby nie szarpnąć za paznokieć ani się nie uderzyć, brakuje mi części opuszka która chroni macierz, więc często zdarza mi się uderzyć lub ukłuć w miejsce spojenia paznokcia z palcem. Najważniejsze, że od "wierzchu" dłoń wygląda normalnie ;)


Bardzo podobało mi się to zdobienie i aż z przykrością je zmywałam, ale niestety dosyć szybko mi się zniszczyło, wiadomo jak to jest, gdy robi się imprezę w domu... 


To zdobienie nosiło mi się już gorzej, choć też miało coś w sobie. Na zdjęciach kolory wyszły bardzo zdechłe. Szkoda że nie dałam białego tła zamiast jasnej zieleni, ten odcień wyglądałby lepiej z delikatnymi pastelowymi kwiatami. Wykorzystałam wzór z płytki BPL-029 (dostępna tutaj, klik!) i lakiery Golden Rose z serii Color Expert nr 48, 21 i 40.


Pamiętam, że miałam dodać to zdobienie na jakiś konkurs, ale zapomniałam o nim. Może to i lepiej, bo na zdjęciach zdobienie nie prezentuje się za dobrze, uwierzcie, że na żywo wyglądało lepiej.

Mimo że na zdjęciach nie udało mi się oddać uroku tych zdobień, to chciałam się nimi z wami podzielić, a nuż zainspirują kogoś i zrobi swoją, lepszą wersję?




poniedziałek, 6 czerwca 2016

Czwarta paczka ambasadorska Sophin - kolekcja Macaroons.

Witajcie :)
W zeszłym tygodniu dostałam świetną przesyłkę z nowymi lakierami Sophin. Tym razem zdecydowałam się na serię Macaroons, bo wydawała mi się idealna na okres wiosnenno-letni. Popatrzcie na te pastele, to kwintesencja mnie ;)


W skład kolekcji wchodzi pięć lakierów: pistacja, róż, beż, brzoskwinia i żółty. Do tego dobrałam sobie szybkoschnący top, bo bardzo chciałam go wypróbować. 
Ogólnie to cała kolekcja bardzo mi się podoba, choć brakuje mi w niej jakiegoś jasnego błękitu lub fioletu, ale skoro kolory są inspirowane ciasteczkami no to nie będę się czepiać.


Cała kolekcja jest dostępna w sklepie internetowym marki Sophin, a dokładnie tutaj, klik! I właśnie w sklepie zauważyłam, że na bannerze jest 6 lakierów, a dostępnych tylko 5. Pobuszowałam w internecie, brakującym u nas lakierem jest nr 340, czyli łososiowy róż. Nie mam pojęcia dlaczego jest niedostępny w Polsce. Ale nasza piąteczka też jest prześliczna i z chęcią ją dla was przetestuję.


Pistacjowy 341, to odcień, którego od dana szukałam na półkach z lakierami. Nawet nie wiecie jak się cieszę, że go dostałam. Idealnie dopełnia moją pastelową kolekcję, a jak wiecie pasteli mam mnóstwo ;) Totalnie wyjątkowy odcień.


Jasny róż 342 jest dość chłodnym odcieniem tego koloru. Pierwszy taki w mojej kolekcji, bo dopiero niedawno przekonałam się do róży na paznokciach. Na pewno wykorzystam go w różnych zdobieniach.


Beżowy 343 jest w sumie bardzo bardzo rozbielonym pomarańczem, będzie pięknym tłem pod stemple i inne zdobienia. Jako jedyny z całej piątki ma w sobie srebrny shimmer, który jest widoczny tylko w buteleczce.


Numer 344 jest dosyć ciekawym odcieniem, rozbielony pomarańcz przypomina mi brzoskwinię, ale nie ma w sobie różowych tonów. Mam nadzieję, że będzie współgrał z odcieniem mojej skóry, bo nie we wszystkich pomarańczach wyglądam dobrze.


No i nadszedł czas na żółtka. Ma numer 345 i jest przegenialny. Piękny, przykurzony odcień żółtego, a do tego dobre krycie (cechuje to wszystkie lakiery z tej serii), co u żółtych lakierów jest dość rzadko spotykane. Nie mogę się doczekać aż użyję go do jakiegoś zdobienia.


O tym topie słyszałam bardzo dużo, więc bardzo chciałam go przetestować. Na razie nie mam jeszcze zdania na jego temat ;)

Dziękuję z całego serca pani Rusłanie z Cosmo Art za zaufanie do mnie i mojego bloga. Postaram się jak najlepiej opisać i pokazać lakiery z czwartej już paczki ambasadorskiej. Oczywiście jak zawsze wszystkie moje opinie są rzetelne i obiektywne.






piątek, 3 czerwca 2016

Projekt u Elizy II - metalowe guziki.

Witajcie :)
Jeeej w końcu nowy projekt! Cieszę się, że pojawił się własnie teraz, gdy mam czas aby wziąć w nim udział. Wielkie brawa dla Elizy za drugą edycję projektu i bardzo ciekawe tematy :)

Pierwszy tydzień nosi tytuł metalowe guziki. Chodzi naturalnie o ćwieki. Sama jestem fanką takich ozdób, uwielbiam wszystkie: kolorowe, złote, kwadratowe i okrągłe, łezki, kocie oczka i totalnie totalnie wszystkie rodzaje ćwieków. Jednak jakbym miała wybrać mój ulubiony rodzaj, to na pewno wybrałabym złote okrągłe. Możecie je najczęściej zaobserwować w moich zdobieniach ;) Dlatego i tym razem postawiłam na złote okrągłe ćwieki, żeby nie było nudno, w różnych rozmiarach ;)


Długo zastanawiałam się jak wkomponować ćwieki w różnych rozmiarach do mojego mani. Przeglądając płytki, które mam, wpadłam na pomysł. Tak więc przed wami stokrotki ze złotymi środeczkami :)


Bardzo lubię wzór stokrotek, jako mała dziewczynka miałam granatową sukienkę w taki właśnie wzór i od tamtej pory, są to jedne z moich ulubionych kwiatów. Podoba mi się połączenie z granatowym tłem, ale miałam ochotę na coś delikatniejszego, więc wybrałam kredowy mat od My Secret, ale na moich paznokciach nie pozostał kredowy - użyłam nabłyszczającego topu. Nie jestem największą fanką matowego wykończenia ;)


Jeśli chodzi o ćwieki, to najmniejsze i największe pochodzą z Born Pretty Store, małe możecie dostać w dwóch rozmiarach - 1mm, jak moje i jeszcze mniejsze 0.8mm (dostępne tutaj), największe z kolei mieszkają w karuzelce wraz ze srebrnymi odpowiednikami, także w kształcie kwadratu, klik!. Mają 2mm. Pośrednie są ze mną już bardzo długo, kupiłam kiedyś karuzelkę z kolorowymi ćwiekami na allegro. Niestety kończy mi się już ich zapas i nie wiem co zrobię, bo nigdzie nie mogę znaleźć ćwieków w tym rozmiarze, a jest dla mnie wprost idealny.



Zachęcam do wzięcia udziału w projekcie Elizy, to na prawdę świetna zabawa! Następny tydzień to zygzaki i już szukam inspiracji, bo chyba ten tydzień najbardziej mnie przeraża ;)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...