wtorek, 28 listopada 2017

Skarby lasu. Lakiery Polish Forest.

Witajcie :)
Wróciłam z Niemiec i zabieram za nadrabiania zaległości, zarówno blogowych jak i uczelnianych. Uwielbiam podróże i potem bardzo ciężko mi wrócić do szarej rzeczywistości, a dodatkowo się rozchorowałam :( Pociesza mnie myśl, że już niedługo zacznę wam pokazywać śnieżynkowe zdobienia, które uwielbiam prawie tak samo jak kwiaty i koronki <3

Dziś mam dla was chyba ostatni jesienny post w tym roku. Ostatnio mój gust kolorystyczny się odrobinę zmienił i zaczęłam się rozglądać za bardziej nietypowymi kolorami lakierów, dlatego mój wzrok przykuły lakiery Polish Forest z firmy Sense&Body. Ich kolory idealnie wpisują się w jesienną tonację.


Lakiery te są dostępne w niektórych Rossmannach oraz Sklepie Pana Kota. Poza leśną kolekcją, firma wprowadziła jeszcze Polish Folk, czyli serię inspirowaną polskim folklorem (te nazwy! powiedzcie, że odpustowe korale lub cicha woda nie brzmią wspaniale ;) Polish Flowers, czyli pachnące lakiery inspirowane kwiatami, Polish French, czyli zestawy czerń + metaliczny lakier oraz Make up your nails, czyli seria odżywczych i rozświetlających lakierów, które kolorami przypominają kosmetyki do makijażu - krem BB, róż czy rozświetlacz.


Magiczna paproć to oliwkowy lakier naszpikowany złotymi drobinkami. Na paznokciach wygląda bardzo ciekawie i na pewno sprawdzi się w zdobieniach. Zmywanie jest trochę bardziej uciążliwe niż przy kremach, ale wystarczy trochę mocniej potrzeć. Kryje po dwóch warstwach i szybko schnie. Do pełnego blasku potrzebuje topu, bo przez dużą ilość drobinek nie da się uzyskać gładkiej tafli.


Dębowe szepty, to coś między brązem a szarością, z nutką fioletu. Zaskoczył mnie bardzo pozytywnie bo sunie po paznokciu jak masełko, szybko wysycha i pięknie lśni. Nie ma w sobie żadnych drobinek, jest kremowy. 


Świetliki nocą to już klasyka, pamiętam jak na początku roku cała paznokciowa blogosfera oszalała na jego punkcie. Całkiem zasłużenie, ponieważ lakier jest prześliczny i niespotykany. W ciemnozielonej bazie pływają zielono-niebieskie flejki, które przepięknie opalizują. Dodatkowo lakier wysycha na mat, co dodatkowo je podkreśla, bo w pełnym blasku nie dają aż takiego efektu. Schnie trochę dłużej ze względu na mat, ale przy malowaniu trzeba uważać, bo w momencie zastyga na plastelinę i przy poprawkach można sobie zrobić dziurę ;)


Na zdjęciach widać paskudne smugi, ale w rzeczywistości nic takiego nie ma miejsca ;) Jestem zachwycona tymi lakierami, choć jeszcze niedawno nie pomyślałabym, że będę nosiła na paznokciach takie kolory. 
Ogromnym atutem jest cena, bo lakiery kosztują ok 7 zł, a ja kupiłam je na promocji -49/55% w Rossmannie, więc dałam nieco ponad 3 złote za takie cuda, nie s to kolory, które można spotkać w każdej drogerii. Dodatkowo jakość i komfort malowania spokojnie dorównuje lakierom z duuużo wyższej półki cenowej ;) Polecam z całego serca ;)


sobota, 18 listopada 2017

Orly Androgynie.

Witajcie :)
Ostatnio pisałam, że od czasu do czasu będę wam pokazywała lakiery solo, bez zdobień. Mam w swojej kolekcji kilka wyjątkowych egzemplarzy, które na prawdę na to zasługują. Jednym z nich jest właśnie Orly Androgynie.


Na ten lakier polowałam bardzo długo, ale nawet jak już znalazłam, to nie opłacało mi się robić zakupów tylko dla jednego lakieru i rozsądek zawsze zwyciężał. Udało mi się go wyhaczyć w koszyku przecenowym na targach w Warszawie. Cieszyłam się jak dziecko na gwiazdkę <3 w sferze moich marzeń jest jeszcze Peceful opposition, choć on jest już raczej totalnie niemożliwy do zdobycia.


Jeśli chodzi o kolor, to nie da się go opisać jednym słowem. Półtransparentna czerń, przez dużą ilość złotego pyłku wpada w brąz, do tego dochodzą duże heksy w kolorze kobaltowym, błękitnym, miedzianym i złotym. Niestety lakier schnie dość długo, top przyspieszający wysychanie jest niezbędny, dodatkowo wygładzi powierzchnię, bo drobinki mogą gdzieniegdzie wystawać i haczyć. Oczywiście zmywanie nie należało do najprzyjemniejszych, bo zapomniałam dać pod spód bazę peel off.

Nie wszystkim ten efekt się spodoba, widziałam gdzieś określenie 'kolor błota i śmieci w środku', ale mnie urzekł i nie mogłam się doczekać aż wyląduje na moich pazurkach ;) Świetnie sprawdzi się jako uzupełnienie stylizacji, zwłaszcza w nadchodzącym okresie świąteczno-karnawałowym ;)


Mam świadomość, że to trochę bez sensu, pokazywać wam lakiery, które są już praktycznie nie do dostania, ale uważam, że niektóre są tak wyjątkowe, że możemy popodziwiać je razem. Ogólnie zauważyłam, że marka Orly praktycznie w każdej kolekcji wypuszcza taką perełkę i mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się reedycji niedostępnych już Androgynie czy Peaceful Opposition ;)




środa, 15 listopada 2017

Sweterki. Projekt paznokciowy u Asiulcowej.

Witajcie ;)
Dziś z poślizgiem, bo byłoby zbyt pięknie, jakbym każdy tydzień projektu wykonała na czas, niestety punktualność nie jest moją mocną stroną :D
Czy też tak macie, że jesienią gdy nadchodzą chłody, deszcz i mróz, nie możecie się zmotywować do pracy? Nauki nie ubywa, a ja wciąż nie mogę się ogarnąć i zebrać, czasem nawet nosząc paznokcie nie mam czasu zrobić im zdjęć :(


Miały być sweterki... ale wyszły w sumie bardziej kocyki, albo spódnica w kratę. Nawet dodanie guziczków nie zmieniło charakteru zdobienia :D 

Jako tło wybrałam pięknego szaraczka od Sophin. Ma numer i niezwykle ciekawą teksturę. Ma w sobie ciemniejsze drobinki, które przypominają kłaczki, jednak lakier jest zupełnie gładki. Dzięki temu wygląda właśnie jak taki mięciutki, puchaty sweterek ;)


Pisałam wam ostatnio, że moje pazury są w opłakanym stanie... No cóż, po paskudnym złamaniu dwóch pazurów w pionie, postanowiłam, że utwardzę je hardi z proszkiem akrylowym a połamane przedłużę aż zrosną. Pionowe złamania są najgorsze, bo za każdym odrośniętym milimetrem złamanie się pogłębia i na kciuku sięgało mi już połowy paznokcia :( 

Stąd właśnie grubość i wybrzuszenia na niektórych paznokciach, poza tym robiłam zdjęcia już z odrostem. Na szczęście jeszcze tylko 1/3 paznokcia musi mi odrosnąć, więc do świąt będę miała już piękne i zdrowe pazurki ;) 


Jako guziczki wykorzystałam zapomniane pastelowe ćwieki z Born Pretty Store. Nie mam pojęcia jak długo je mam, ale odleżały już swoje w szufladzie, jestem prawie pewna, że nie ujrzały światła dziennego na blogu. 
Przeszukałam cały sklep i nie mogę znaleźć tych konkretnych, ale widziałam podobne tu i tu. W pierwszym przypadku macie do wyboru 4 karuzelki, w każdej są trzy kolory ćwieków w różnych kształtach i rozmiarach, z kolei w drugim linku znajdziecie okrągłe ćwieki w neonowych i pastelowych kolorach. Jak zwykle mam dla was kod na 10% zniżki ;)


Ja posiadam wersję tylko z pastelowymi kolorami, ćwieki są zarówno okrągłe jak i kwadratowe, w rozmiarze 2mm. Zawsze staram się wybierać ten rozmiar, bo inne są za duże i dziwnie wyglądają na moich małych pazurkach ;) Jestem pozytywnie zaskoczona, bo nosiłam je tydzień i kolor się nie wytarł ani nic nie odpadło. 


Kratka pochodzi z płytki QA96, bardzo ją lubię, w sumie to jedyna kraciasta płytka w mojej kolekcji. Stemplowałam miętką z Colour Alike/B. loves plates.

Mam nadzieję, że przymkniecie oko na moje kocyko-sweterki. Ogólnie to nosiło mi się je bardzo dobrze, gdyby nie te grube, toporne paznokcie do których nie jestem przyzwyczajona, to byłoby bardzo dobrze.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...