środa, 30 listopada 2016

Ostatnie jesienne zdobienie. Lakiery Golden Rose i duochromowe cyrkonie z BPS.

Witajcie :)
Ostatni dzień listopada, to świetna (a w zasadzie ostatnia) okazja, żeby zaprezentować wam moje jesienne mani z lakierami Golden Rose. Wykonałam je na konkurs u Pana Lakiera gdzieś na początku października, ale do tej pory nie pokazałam na blogu. Nie wiem jak to się mogło stać, ostatnio jestem strasznie rozkojarzona jeśli chodzi o blogowe sprawy. Na szczęście mam już nowy telefon, więc instagram ożył :)


Widziałam podobne zdobienie u Ines74 i tak bardzo mi się spodobało, że postanowiłam spróbować swoich sił ;) Na dwóch paznokciach odbiłam różnokolorowe listki klonu, szkoda tylko że wybrałam nie do końca dobrze wyżłobioną płytkę i w kilku miejscach widać niedoróbki, czego nienawidzę. 
Jako bazę użyłam moich dwóch ulubionych lakierów GR - pięknego nudziaka Color Expert nr 06 i czerwieni z drobinkami z serii Rich Color nr 48. 


Jednak same listki to było za mało, ciągle mi czegoś brakowało. Wtedy wpadłam na pomysł doklejenia tęczowych cyrkonii z Born Pretty Store, które możecie zobaczyć tutaj, klik! Ja wybrałam te w rozmiarze 1,5 cm, choć w paczuszce można też znaleźć mniejsze lub większe (spójrzcie na kciuk, wydawało mi się, że to ten sam rozmiar, ale ta umieszczona niżej, przy skórkach jest wyraźnie mniejsza).


Powyżej wszystkie lakiery Golden Rose, których użyłam do tego zdobienia. Odkąd zaczęłam używać lakierów tej firmy, są w mojej ścisłej czołówce ulubieńców. Osobiście najbardziej lubię serię Rich Color i Color Expert. Nigdy mnie nie zawiodły. Lubię je przede wszystkim za dobre krycie, niezbyt gęstą konsystencję i trwałość (choć tu zdarzają się wyjątki), przyzwoity czas wysychania i połysk. 
Poza tym marka ta ma tak bogaty wybór kolorów i różnych seriach, że na prawdę każdy znajdzie sobie coś dla siebie ;)

Obiecuję, że od 1 grudnia, na blogu będą już prawie tylko zdobienia sweterkowo-świąteczne ;) 





sobota, 26 listopada 2016

Half Moon. Projekt u Elizy III.

Witajcie :)
Niestety w tym tygodniu publikuję na ostatnią chwilę. Listopad to okres pierwszych "kolosów", więc trzeba się było ostro wziąć do nauki ;) nikt nie mówił, że studiowanie dwóch języków będzie łatwe, ale wiem że trafiłam najlepiej jak mogłam i jeśli tylko będzie taka możliwość to dobiorę sobie jeszcze jeden język :)

Z powodu chronicznego braku czasu postanowiłam zrobić sobie..pierwszą w życiu hybrydę! Przy okazji pochwalę się,  że piszę także pierwszy post z telefonu (wybaczcie błędy ;). Nowego telefonu!  <3


Postawiłam na jedną z nowości, którą dostałam w ramach współpracy z firmą Victoria Vynn - lakier nr 117 o nazwie flirty blush. Miałam ochotę na coś eleganckiego, w końcu metoda half moon kojarzy mi się właśnie z szykiem i elegancją ;)

Nie zrobiłam jednak klasycznych półksiężyców.  Probowalam kilkakrotnie i ta metoda nie wygląda u mnie korzystnie.  Postawiłam więc na stemplową koronkę i wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt,  że zostawiłam płytkę z koronkowym półksiężycem w mieszkaniu...


Wybrałam więc koronkę w półokrągłym kształcie i liczę ze zadanie zostanie uznane ;) Żeby nieco urozmaicić moje mani,  postanowiłam w dwa paznokcie wetrzeć lustrzany pyłek, który dostałam w ramach współpracy ze sklepem Prezenty z dalekich krajów.  Faktycznie coś tam się nawet odbijało,  czego zupełnie się nie spodziewałam, bo na wzornikach wyglądał bardziej na chrom. Z resztą pokazywałam wam efekt w tym poście. 


Co prawda o hybrydach Victoria Vynn będę pisała obszerniej w innym poście,  bo chcę je gruntownie przetestować,  jednak powiem wam,  że w pierwszych testach wypadły znakomicie i mogą konkurować z moją obecnie ulubioną marką.  Może nawet napiszę post z porównaniem ;)

Jak wam się podoba moje zdobienie?  A może wolicie klasyczny half moon?  

sobota, 19 listopada 2016

Współpraca z Victoria VYNN - przegląd paczki.

Witajcie :)
Jakiś czas temu dostałam maila z propozycją współpracy o jakiej nawet nie marzyłam - zgłosiła się do mnie p. Olga z firmy Victoria VYNN. Wiele czytałam o lakierach hybrydowych tej firmy i od dawna chciałam je wypróbować. Często jest tak, że jak wiele osób coś chwali, to mnie się to zupełnie nie sprawdza. Z ciekawością rozpoczęłam więc testy.


Na początku zaskoczyła mnie obfitość przesyłki. Napisałam w mailu kilka numerów lakierów, które mi się podobają. Nie spodziewałam się, że dostanę wszystkie pięć! Dodatkowo dostałam top i bazę z serii Hybrid i top no wipe, o który poprosiłam, bo jeszcze nigdy nie miałam z nim styczności i chciałam zobaczyć jak to działa ;)


W moje ręce trafiła także silikonowa mata. Jest ogromna! Jej rozmiar jest równy kartce A3, dodatkowo jest to artykuł wielofunkcyjny, można na niej robić zdjęcia, swatche, stemplowe naklejki, czy po prostu używać jej jako podkładki podczas wykonywania manicure. 


Lakiery hybrydowe, które trafiły do mnie to (po kolei od lewej): 067 lemon drop, 056 gold millionare, 002 true to life, 117 flirty blush i 113 king of red. Zaskoczyła mnie ich formuła - bardzo luźna konsystencja, zupełnie inna niż w hybrydach, których używałam wcześniej. Podobna do normalnego lakieru, jednak nie zalewa skórek, dodatkowo poziomuje się na paznokciu bez problemu, nie smuży. Na prawdę wielki plus za formułę, jestem nią zachwycona :)


Otrzymałam także specjalną bazę i top z serii Hybrid. Jest to seria 3-stopniowa (baza-kolor-top), nie trzeba matowić płytki przed nałożeniem bazy oraz piłować topu przed zawinięciem w acetonowe kompresy przy zdejmowaniu. Z chęcią przetestuję, zwłaszcza tę drugą właściwość, bo od czasu do czasu stosuję bloczek polerski, choćby żeby pozbyć się zadziorków ze skórek ;) 
Top no-wipe należy do serii Soak Off - należy go spiłować przed zdjęciem. Seria Soak Off jest 4-stopniowa (tape bond-baza-kolor-top). 
Zarówno serię Hybrid i Soak Off można stosować do tych samych lakierów (czarne buteleczki). 

Piszę o tym, bo Firma wpuściła także serię Pure Creamy Hybrid, którą można zdejmować specjalnym preparatem bez acetonu. Specjalnie do tej metody wypuszczono osobną linię hybryd (w białych buteleczkach), ale ja nie mogę jej przetestować, bo nie posiadam lampy LED. Zapraszam do odwiedzenia strony Victoria VYNN w celu uzyskania więcej informacji ;)


Dziękuję serdecznie pani Oldze i firmie Victoria VYNN za obdarzenie mnie zaufaniem :) 
Oczywiście jak zawsze zaręczam, że moje recenzje są rzetelne i współpraca nie ma na nie wpływu.




Miałyście styczność z hybrydami tej marki? Co o nich sądzicie?


środa, 16 listopada 2016

Grochy. Projekt u Elizy III.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam zdobienie, które wykonałam na projekt u Elizy. To już trzecia edycja, brałam udział w obydwóch poprzednich, więc i tym razem nie mogłam przepuścić ;) I tak maluję paznokcie, choć ostatnio zdecydowanie brakuje mi weny, więc może narzucone tematy (z resztą bardzo ciekawe, Eliza jak co roku dała czadu ;) będą bodźcem do działania ;)


Osobiście lubię kropeczki na paznokciach i kiedyś bardzo często je nosiłam. Obecnie wolę bardziej "wymagające" zdobienia niż takie zwykłe groszki, albo jakieś kompozycje, albo pastelowe groszki i różyczki, tak w stylu vinage. Dlatego i tym razem zdecydowałam się na groszkową kompozycję i dodanie złotego lakieru.

Niestety na zdjęciach widać różnicę w oświetleniu, tylko pierwsze udało mi się zrobić w słońcu, ale to i tak sukces biorąc pod uwagę szarugę za oknem...


Kropeczki wykonałam sondą. Najpierw zrobiłam po 3 szeregi większych białych kropek, potem małe kropeczki między nimi i na koniec dodałam złotko ;) Nic trudnego. Zainspirowałam się znalezionym bardzo dawno temu zdjęciem w internecie. Zmieniłam tylko kolory na bardziej "zimowe", bo kiedy je wykonywałam padał śnieg <3


Głównym bohaterem tego manicure jest przesłodki, delikatny i lekko przykurzony błękit Golden Rose Express Dry nr 11. To mój jedyny lakier z tej serii i bardzo go lubię. Kryje po trzech cienkich warstwach, ale faktycznie szybko schnie. Pierwsze odpryski odnotowałam po 4 dniach noszenia, także to dość dobry wynik.

Zapraszam was do Elizy, klik! Do projektu możecie dołączyć w każdej chwili, więc może którejś z was podpasują tematy ;)


Jak wam się podobają moje kropeczki? 


niedziela, 13 listopada 2016

Prezenty z dalekich krajów - Pyłek do paznokci mirror effect nr 10.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam pierwszy produkt, który dotarł do mnie w ramach współpracy ze sklepem Prezenty z dalekich krajów. Jestem zaskoczona, że przesyłka dotarła do mnie tak szybko, bo z reguły zagraniczne przesyłki potrafią iść w nieskończoność, a tu trzy tygodnie. Wynik na wielki plus ;)


Od jakiegoś czasu uczę się stylizacji paznokci metodą hybrydową i przyznam szczerze, że już dawno chciałam przetestować "magiczne" pyłki dające metaliczny albo lustrzany efekt na paznokciach, ale jakoś tak nie było okazji. Jedyny pyłek z jakim miałam do tej pory okazję pracować to (niemodna już podobno ;) syrenka. Z ogromną chęcią zdecydowałam się więc na przetestowanie pyłku w kolorze srebrnym ;) Możecie go kupić tutaj, klik! Wybrany przeze mnie to numer 10.


Pyłek dostałam w słoiczku o pojemności 1g. Nic nie ma prawa się wysypać, bo pojemnik jest zabezpieczony sztywną naklejką. Nie wyrzucałam jej, zawsze nakładam ją przez zamknięciem i dzięki temu wiem, że nie narobi mi bałaganu w pudełku z hybrydami ;)


Postanowiłam wypróbować pyłek na swa sposoby - na przemyty top (nie posiadam jeszcze no wipe) i na warstwę dyspersyjną. Po lewej stronie czarna hybryda z przemytym topem - jak widać nie jest to lustro, ale drobiny tworzą coś w rodzaju tafli. Z kolei po prawej nałożyłam na dwie warstwy czarnej hybrydy. Mnie mniej się podoba ten efekt, nie wiem co wy sądzicie. Chociaż "efekt pogniecionej folii aluminiowej" też mógłby być interesujący :D

Lubicie używać takich pyłków? Ja mam ochotę na więcej, czekam na holo i duochromy <3



piątek, 4 listopada 2016

Swatch time. Golden Rose Color Expert.

Witajcie :)
Niedawno dostałam w nagrodę od Pana Lakiera 3 maluszki z serii Color Expert. Akurat tych nie miałam w swojej kolekcji, więc bardzo się ucieszyłam. Wpadłam także na pewien pomysł. Często jest tak, że kupuję bądź dostaję kilka lakierów  z tej samej serii w różnych kolorach, a rzadko robię swatche. Zwykle wolę pokazywać lakiery od razu w zdobieniach. Pomyślałam, że gdy sama chcę kupić jakiś kolor lakieru, to zawsze poszukuję swatchy w  internecie, więc może sama też będę je pokazywała od czasu do czasu. A co wy o tym myślicie? ;)


Nawet nie wiecie jak ucieszyło mnie przepiękne pudełeczko Golden Rose. To chyba najpiękniej opakowana paczka jaką dostałam. Stylowe pudełeczko i wypełnienie z różowego papieru, a w nim lakiery... chyba marzeniem każdej lakieromaniaczki jest dostawać takie prezenty ;)


Pierwszy z lakierów, które otrzymałam, to numer 12. Sądzę, że nieźle wpisuje się w tegoroczny kolor Pantone - rose quartz. Takiego odcienia jasnego różu nie miałam w swojej kolekcji i bardzo się z niego cieszę, bo często wykorzystuję róże do wszelkiego rodzaju zdobień (no dobra.. i tak wszyscy wiedzą, że 99% moich zdobień to kwiaty...) oraz jako tło pod stemple.


Lakier nie jest kremowy, ma w sobie delikatny srebrny shimmer, który nie jest mocno widoczny na paznokciu, dodaje tylko blasku i głębi. Lakier sam w sobie przepięknie lśni bez żadnego topu, kryje po dwóch grubszych warstwach, choć ja preferuję trzy cieńsze. Nie jest to problemem, bo wysycha stosunkowo szybko. Dobrze się nosi, nie odnotowałam żadnych odprysków.


Kolejnym lakierem, który dostałam, to numer 51, czyli po prostu - uwielbiany przeze mnie kobalt. Jeśli chodzi o zawartość mojego helmera, to kobalty, które mam dobijają do końca i już zaczęłam się rozglądać za jakimś zastępstwem, a tu taka przyjemna niespodzianka. Niestety mój aparat nie oddał głębi tego koloru, w rzeczywistości jest ciemniejszy i bardziej intensywny, atramentowy.


Ta emalia nie ma w sobie żadnych drobinek. Jest kremowa, ale ma lekko żelową konsystencję, dzięki której pięknie lśni. Kryje po dwóch warstwach, wysycha szybko. Trwałość również bardzo dobra, nic nie odpryskuje.


I jako wisienka na torcie numer 52. Bardzo ciekawy odcień nude, choć zawiera w sobie perłowy shimmer i na pewno nie będzie się to wszystkim podobało. Ja oddałam lakier siostrze, bo niestety nie wygląda korzystnie w połączeniu z moją karnacją. Na zdjęciach wcale to nie razi, ale mnie to przeszkadzało.


Tutaj musimy już uważać na konsystencję, bo jest dosyć gęsta, z resztą widać na załączonych zdjęciach, że zbąbelkował. Widocznie za szybko nakładałam kolejne warstwy lakieru (dwie do pełnego krycia). Schnie trochę wolniej niż dwa pozostałe, może to z uwagi na jego większą gęstość.
Gdyby nie to, że źle się czułam w tym odcieniu, to nosiłabym go z chęcią, bo bardzo podoba mi się jego blask. Nie jest to taka perła jak w latach 90. tylko delikatna srebrna poświata, co by nie było niedomówień ;)


Co sądzicie o lakierach Golden Rose? Macie swoją ulubioną serię? 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...