piątek, 30 września 2016

Fioletowe kwiatuszki. Sophin 093.

Witajcie :)
Dziś pokażę wam mani, które nosiłam, gdy jeszcze było ciepło. Jednak uważam, że kolor lakieru, który gra główne skrzypce w moim mani, jest tak śliczny, że na pewno sprawdzi się przez cały rok. Przed wami Sophin 093 w towarzystwie stemplowych kwiatów.


Na zdjęciach widać dość duży odrost i w rzeczywistości nosiłam to mani długo, bo prawie tydzień. Naturalnie jest to zasługa lakieru Sophin, są nie do zdarcia! Takie delikatne zdobienia to mój żywioł, najlepiej czuję się w kwiatuszkach i pastelach. 


Wybrałam lakier Sophin 093, bo brakowało mi takiego liliowego odcienia fioletu. Wcześniej nie przepadałam za tym kolorem, dlatego mam tak mało fioletów w kolekcji. Teraz powoli się do nich przekonuję. A ten konkretny lakier należy do gatunku tych, które podobają się praktycznie wszystkim. Jest bardzo delikatny i nienachalny, nada się zarówno do eleganckiej stylizacji i do pracy i totalnie na każdą okazję. Przypadł do gustu nie tylko mnie, ale też mojej mamie i cioci. Każda z nas nosiła go w innej stylizacji, szkoda, że nie mam zdjęć, bo przepięknie wyglądał w zestawieniu z białymi piórkami u mojej cioci.

Jeśli chodzi o dane techniczne, to Sophiny wciąż mnie zachwycają. Uwielbiam te lakiery i gdy nie mam pomysłu na manicure, to wystarczy wybrać jeden lub dwa z mojej kolekcji i mogę cieszyć się pięknym, nieskazitelnym manicure przez najbliższe kilka dni. Spokojnie trzymają się nawet tydzień i więcej. Dodatkowo bardzo przyjemnie się nakładają. Martwiłam się jak będzie z tym konkretnym numerem, bo wiadomo jak pastele lubią smużyć, ale nie zawiódł mnie. Konsystencja jest bardzo lejąca, ale mimo to do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. W buteleczce widać delikatny srebrny pyłek, ale na paznokciach znika zupełnie.


Kwiatuszki pochodzą z płytki Qgirl-22, którą bardzo lubię. Czekałam na przezroczysty stempelek aby użyć tego właśnie wzoru, bo chciałam go idealnie rozmieścić. Stempelek mam już dawno, ale jakoś tak wyszło, że zawieruszyłam tę płytkę pomiędzy innymi i zupełnie o niej zapomniałam. Nic straconego, w końcu noszę kwiaty cały rok, więc dobrze że się znalazła ;) Biały lakier to Born Pretty Store #4, ale chyba poszukam jeszcze innej bieli do stemplowania, bo na ciemniejszych kolorach jest szara, a nie biała :(


Mam nadzieję, że spodoba wam się moje zdobienie. Lubicie fiolety? Teraz, jesienią stają się bardzo popularne ;)

Dziękuję Pani Rusłanie i firmie Cosmo Art za przekazanie mi tych wspaniałych lakierów do recenzji ;) Zawsze podkreślam, że praca z nimi to sama przyjemność i jest to moja zupełnie obiektywna opinia, nie tylko ja tak uważam ;)





piątek, 23 września 2016

Lato, zostań z nami! Tropikalne kwiaty.

 Witajcie ;)
Co prawda jesień już nadeszła i od kilku dni jest zimno i nieprzyjemnie, to ja wciąż wspominam ciepłe słoneczne dni. To były najdłuższe wakacje w moim życiu i nie chcę żeby się kończyły... Myślę, że dzięki takim wakacyjnym paznokciom uda mi się troszkę przedłużyć lato...aż do świątecznych zdobień :D


Pamiętam, że te paznokcie nosiłam w sierpniu. Akurat pracowałam jako wolontariuszka przy obsłudze pielgrzymki w naszej parafii i miałam bliskie spotkanie z gorącą wodą. Z szafki spadła płyta grzewcza z kilkunastolitrowym garnkiem, na szczęście woda nie była wrząca, więc skończyło się tylko na zaczerwienieniach dłoni i skóry na nodze. Strach pomyśleć co się mogło stać... zwłaszcza, że w nocy miałam wyjechać nad morze. Ale przyciągam takie wypadki jak magnes, także już się przyzwyczaiłam :D


W sumie w tym zdobieniu nie ma dużej filozofii. Użyłam płytki BP-L024 z Born Pretty Store. Bardzo lubię płytki z kwiatowymi wzorami, noszę je cały rok, nie tylko latem. Zwykle to właśnie kwiatki lądują na moich paznokciach, gdy nie mam na nie pomysłu ;)
Potem wystemplowane paznokcie pomalowałam tintami P2. Niezmiernie się cieszę, że zdecydowałam się je kupić, bo na prawdę często ich używam. 


Zdobienie wspaniale mi się nosiło i miałam zamiar "zabrać je" ze sobą nad morze. Idealnie pasowałoby na plażę, prawda? Niestety kawałek odpadł mi na sam wieczór przed wyjazdem i musiałam całość zmienić :( O dziwo mimo niedoróbek na prawdę mi się podobało.

A wy co sądzicie o moich tropikalnych kwiatach? :)




poniedziałek, 19 września 2016

Spienione fale. Wakacje z ZuZulą - tydzień szósty.

Witajcie :)
Mam dla was spóźnione mani, bo projekt "Wakacje z ZuZulą" już dawno się skończył. Niestety nie miałam jak podesłać mojej pracy, bo byłam na wakacjach, no i jakoś tak wyszło.. No nic straconego bo w sumie to nie jestem zadowolona z mojej pracy, ale udostępnię ją wam, bo nie była taka zła ;) Poza tym nadchodzi jesień i to już ostatni dzwonek, aby pokazać tak wakacyjne zdobienie.


Tematem ostatniego tygodnia projektu była plaża. Tak się złożyło, że ten tydzień właśnie spędzałam na plaży, choć z innym mani.. ;) Takie zdobienia to zdecydowanie nie jest mój styl, nie czułabym się dobrze idąc z czymś takim na zakupy czy do szkoły. Wolę kwiaty i koronki :D

To co najbardziej podoba mi się w tym zdobieniu, to rozgwiazda 3D. Wygląda jak bardzo popularny teraz sugar effect, który wykonuje się na paznokciach hybrydowych. Jak więc udało mi się zdobić coś takiego na zwykłym lakierze? Nic prostszego, użyłam piaskowego lakieru, a w zasadzie dwóch warstw. W tej roli Golden Rose Holiday nr 66 ;)

Spienione fale wykonałam techniką water marble, ale nie klasycznie, bo gdy uzyskałam już białą warstwę na wodzie, to popsikałam ją kilka razy perfumami ;) Niestety w niektórych miejscach, tam gdzie lakieru było więcej, porobiły się bąbelki, ale w końcu to spienione fale, zawsze zostawiają bąbelki na piasku, które po chwili pękają ;)


Głównymi bohaterami tego zdobienia są dwa lakiery Sophin. Nude nr 87 to mój totalny ulubieniec. Komponuje się idealnie z każdym kolorem, pięknie wygląda solo, ale jako tło pod stemple spisuje się równie dobrze. Dodatkowo kryje już po dwóch warstwach, szybko schnie i pięknie lśni :) To chyba mój ulubiony z całej gamy lakierów Sophin ;)

Błękit z kolei, to nr 361 i posiada nazwę Riviera. Pochodzi z letniej kolekcji Blue Lagoon. Jeśli o mnie chodzi, to jest moim totalnym letnim ulubieńcem. Nosiłam go w dobrych kilku zdobieniach. Solo również wygląda świetnie. Polecam serdecznie maniaczkom błękitu ;) Jeśli chodzi o właściwości, to spisuje się jak każdy inny Sophin - szybko schnie, kryje po dwóch warstwach i ładnie lśni nawet bez topu ;)


Jak wam się podoba moje zdobienie? Mam nadzieję, że spodobała wam się moja rozgwiazda 3D. Będę jeszcze kombinowała z takim wykorzystaniem piaskowych lakierów, myślę o sweterkach, albo pikowaniu ;) Zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

Dziękuję serdecznie firmie Cosmo Art za lakiery Sophin ;) praca z nimi to sama przyjemność :)






piątek, 16 września 2016

Mój pierwszy raz z #31dc2016. Część pierwsza - kolory.

Witajcie kochane ;)
Chyba każda lakieromaniaczka kojarzy akcję odbywającą się co roku we wrześniu - The 31 day challenge, którą zapoczątkowała Chalkboard Nails. Nigdy nie brałam udziału, ze względu na to, że we wrześniu zaczynałam szkołę i zwyczajnie nie miałam na to czasu. W tym roku szkołę zaczynam dopiero w październiku (uroki bycia studentką), więc miałam czas aby się przygotować na to wyzwanie ;)



Wbrew pozorom nie jest łatwo codziennie publikować posty, więc zdecydowałam się na codzienne publikowanie zdjęć na Instagramie (@carinne.owidia). Wyzwanie podzielone jest na trzy bloki - kolory, style i inspiracje i własnie w takim porządku postanowiłam publikować na blogu. Dziś pokażę wam pierwsze 10 zdobień. 


Pierwsze - czerwone pazurki troszkę mi nie wyszły. Naklejki wodne od BPS, których użyłam, idealnie nadają się do kolorowania tintami, bo mają czerwone i białe różyczki, szkoda tylko, że na moich paznokciach nie zmieściło się więcej białych i te kolorowane wyglądają tak ni w pięć ni w dziewięć.


O dziwo pomarańczowe paznokcie, to moje ulubione z tej dziesiątki. Jak ktoś mnie lepiej zna, to wie, że nienawidzę siebie w tym kolorze, źle się w nim czuję i ogólnie rzadko używam. Może przejadł mi się, bo w dzieciństwie mój pokój był pomalowany czterema odcieniami tego koloru i uwielbiałam pomarańczowe ubrania. Kończąc dygresję: nie uważacie, że te kwiatuszki z płytki B.02 flower power nie wyglądają prześlicznie pomalowane tintami P2? <3


Żółte paznokcie przewinęły się już przez mój blog, ale nie miałam czasu nic zmalować na ten tydzień. Mimo to uważam że są bardzo ładne, bo uwielbiam kraciaste pazurki ;)


Zielone zmalowałam na szybko, w przerwie od sprzątania :D  chciałam zobaczyć jak prezentuje się zielony lakier do stempli z BPS i skomponowałam go z pistacjowym Sophinem 341 i pnączami. Wyszło bardzo wiosennie ;)


Niebieskie pazurki, co prawda jednokolorowe, ale za to użyłam kultowego lakieru Essie Starry Starry Night. Chyba każda prawdziwa lakieromaniaczka o nim słyszała. Co prawda moja wersja to nie ta sprzed lat, która osiąga astronomiczne ceny na ebayu, tylko z tegorocznej kostki Retro Revival, ale i tak zachwyca.


Na dzień fioletowy wybrałam prześliczny delikatny fiolet od Sophin o numerze 093. Czyż nie jest śliczny? Zestawiłam go z białymi stemplami, które dodały mu jeszcze więcej lekkości ;)


Na dzień B&W wybrałam koronkę z płytki BP-L028. Niestety moje paznokcie są wąskie i nie osiągnęłam zamierzonego efektu, ale na instagramie dostałam za nie dużo pochwał i serduszek :D czasem tak jest, że nam się coś nie podoba, ale innym i owszem. Jestem osobą, która bardzo krytycznie podchodzi do swojej pracy, rzadko jestem  100% zadowolona ze swoich zdobień.


Metaliczne paznokcie miałam na weselu, zdjęcie nie oddaje piękna i głębi morskiego Wibo Glamour Satin. Miałam sukienkę w identycznym kolorze. Co prawda na ten dzień wyzwania stworzyłam zupełnie inne zdobienie - fioletowe tło i złote róże, ale dopiero na komputerze zauważyłam, że światło było okropne i wcale nie widać "metaliczności" tego lakieru :(


Tęczowe zdobienie to również odgrzewany kotlet, bo nie wyrobiłam się ze zmalowaniem niczego nowego. Jednak to jedno z moich ulubionych zdobień jakie kiedykolwiek zrobiłam. Dodatkowo wnikliwe oko zauważy, że tęcza jest podwójna - gradient to raz, a dwa to holo top ;)


I ostatni temat w tym bloku, czyli gradient. Tutaj pozdrawiam belgijską, która użyła tego samego wzoru i tych kolorów (choć dodała jeszcze kilka) do tematu tęcza. Wyszło nam prawie twin mani :D Na marginesie, to jak skończy się to wyzwanie, to mam plany co do twin albo mani swap, mam nadzieję, że nam się uda! :D 

Co myślicie o takim wyzwaniu? Wolicie czytać codziennie posty, czy taką zbiorówkę z 10-ciu dni jak u mnie? ;)





wtorek, 13 września 2016

Moja włosowa historia.

Witajcie.

Dziś mam dla was specjalny post. Wiem, że temat zdecydowanie odbiega od mojego bloga, ale oprócz lakieromaniaczki drzemie we mnie włosomaniaczka. Chcę dziś opowiedzieć wam moją historię. Nie obfituje w wiele wzlotów i upadków, prostownic, lokówek, spalonych i rozjaśnionych końcówek... Przygotujcie się na dużo czytania i zdjęć.. ;)


Jako dziecko miałam przepiękne blond włosy, niestety gdy tylko poszłam do szkoły, ściemniały dość znacznie. Do tej pory mam kilka jasnych pasemek w mojej czuprynie. Odkąd pamiętam, wszystkie ciocie mówiły mi, że mam "majątek na głowie" i współczuły mojej mamie...bo nienawidziłam mycia i czesania włosów. Podobno bardzo głośno protestowałam. Pielęgnacja musiała być ograniczona do minimum, bo ile można dręczyć dziecko, ale na pewno oprócz szamponu, mama stosowała różne "jedwabie" w spreju i jako wcierkę w końcówki, żeby się chociaż nie plątały. Nosiłam dość krótkie włosy (do ramion), dopiero przed Komunią zaczęłyśmy zapuszczać ;)


Do Komunii poszłam z loczkami, bo się na nie uparłam. Mama chciała jakiś delikatny warkocz, albo inną skromniejszą fryzurę, ale skoro koleżanki miały loczki, to ja też chciałam. Potem obcięłam włosy do ramion, ale szybko urosły. Co jakiś czas podcinałam właśnie na długość mniej więcej do ramion lub trochę za, razem z cieniowaniem albo bez. To jedyne co zmieniałam w mojej fryzurze.


Na początku szóstej klasy byłam bardzo niezadowolona ze swojej fryzury (zdj. wyżej). Włosy proste jak druty, nie układały się jakoś sensownie, dodatkowo po obcięciu na prosto i wyrównaniu końcówek tworzyły jedną wielką szopę. Przy mojej małej i pyzatej twarzy wyglądało to bardzo niekorzystnie. 

Postanowiłam coś zmienić. To był okres, gdzie modne były fryzury 'emo', czyli grzywka na bok i mocno wycieniowane włosy po długości. Ja nie miałam na szczęście takich 'pejsów', bo miałam włosy ciut za ramiona, ale i tak miałam modną fryzurę i byłam z niej bardzo dumna, zwłaszcza, ze bardzo długo nosiłam się z tym zamiarem i poszłam sama do fryzjerki, bo mama była na kilkudniowym szkoleniu. Dla szóstoklasistki to było coś! :D

Mniej więcej od tego czasu noszę grzywkę na bok, z dwoma epizodami 'na prosto'. Nieudanymi z resztą.


Tak mniej więcej wyglądałam całe gimnazjum. Dobrze czułam się w tej fryzurze, na większe okazje kręciłam sobie loczki na lokówce, ale to może łącznie 3 razy. Wtedy miałam mocno ścieniowane włosy, więc taka zabawa wchodziła w grę. Lubiłam też wiązać je w koczka albo koński ogon z wypuszczonymi kosmykami przy twarzy.


W trzeciej klasie zainteresowałam się moimi włosami, bo zaczęłam zaglądać do Anwen. O dziwo zaczęłam czytać jej bloga zanim zaczęły się moje problemy. Bo właśnie wtedy się zaczęły. Trzecia gimnazjum była dość trudnym psychicznie okresem, co zaczęło się odbijać na moich włosach i samopoczuciu. W styczniu 2013 zauważyłam, że włosy mi bardzo wypadają. Miałam ich wtedy optycznie 'więcej', bo przestałam cieniować na całej długości, chciałam się pozbyć rozdwojonych końcówek. Mimo wszystko przeszkadzało mi to wypadanie, więc udałam się do dermatologa. Najgorsza pani dermatolog jaką spotkałam. Wyszarpała mi garść włosów, po czym stwierdziła, że wcale nie jest aż tak źle i zapisała mi suplementy, które niszczyły mnie od środka. Nie mam pojęcia, czy dawka była za mocna, czy coś, ale moje samopoczucie spadło do zera, nie wysypiałam się, nie miałam apetytu i jeszcze kilka zdrowotnych nieprzyjemności, o których nie będę pisać. Niezłe kombo przed egzaminem, prawda?

Jednak uparłam się, powiedziałam sobie, że nie zetnę włosów, będę walczyła. Pomogło mi o dziwo odstawienie suplementów, jakimś cudem włosy przestały lecieć. Tryb życia również ustabilizowałam, więc pewnie też dlatego. Do liceum poszłam z postanowieniem, że chcę zapuszczać włosy. Dodam, że w tym czasie udało mi się pokonać zakola (widoczne na zdjęciu), wystarczyło regularnie wcierać wodę brzozową z Isany ;)



Znalazłam jedno z nielicznych zdjęć z nieszczęsną grzywką na prosto, możecie się pośmiać.

Zaraz po rozpoczęciu liceum pojawił się kolejny problem. Od dziecka walczę z alergią, kilka razy miałam problem z liszajami na rękach i szyi, ale wtedy pojawiło się coś, z czym walczę do dziś - swędząca skóra schodząca mi płatami z tyłu głowy. Coś podobnego do łuszczycy, ŁZS i AZS, a w zasadzie wszystko na raz, bo każdy dermatolog mówi co innego. 

Radzili mi, żebym obcięła włosy, najlepiej na bardzo krótko, bo ciężko będzie dbać itp. Ale że jestem z natury uparta... obcinałam co jakiś czas 10 cm w ramach odświeżenia końcówek, ale nigdy nie obcięłam ich całkiem. Tutaj nie długość jest problemem, ale gęstość. Mój kucyk miał w porywach do 12 cm średnicy! Odkryłam moc olejowania, choć niestety musiałam uważać żeby nie podrażniać chorej skóry. 

     
Powyżej możecie obejrzeć moje loczki po koczkach ślimaczkach. Na tym etapie nie byłam już w stanie sama sobie zakręcić włosów lokówką, bo zbyt dużo i za długie. Polecam także papiloty z bawełnianych pasków (np. ze starej koszulki). Na obydwu zdjęciach mam ten sam kolor włosów, tylko w różnym świetle. Nigdy nie farbowałam i dopóki nie zacznę siwieć, to nie będę farbowała włosów.

Na przekór wszystkiemu udało mi się zapuścić włosy i kiedy zbliżałam się już do kamienia milowego -talii, wystąpił kolejny problem. Biorę leki na alergię, zwykle w okresie marzec-czerwiec. Jednak w 2015r. miałam tak silny atak, że musiałam przejść na sterydy i brałam je prawie cały rok. Niestety oprócz tego, że w krótkim czasie przybyło mi kilka kilogramów, to stan moich włosów pozostawiał wiele do życzenia. I tym razem się nie poddałam. Sojusznikiem w walce stał się olej kokosowy.

Zawsze chciałam oddawać krew. Jednak, aż wstyd się przyznać, za każdym razem, gdy idę na badania, jestem bliska zemdlenia. Nie ma dla mnie nic gorszego niż widok krwi i igły. Może to śmieszne i płytkie z mojej strony, ale nie umiem tego zwalczyć na tyle, żeby oddać krew. W klasie maturalnej podjęłam decyzję. Po ostatnim egzaminie maturalnym ścinam włosy. Na początku chciałam obciąć 20-30 cm, ot tak, troszkę podcieniować, wrócić w pewnym sensie do fryzury z gimnazjum, choć troszkę dłuższej. Dopiero potem dowiedziałam się o akcji "Daj Włos" organizowanej przez fundację Rak'n'Roll. Skoro nie mogę oddać krwi, postanowiłam dać "od siebie" coś innego. Może włosy nie uratują czyjegoś życia tak jak mogłaby to zrobić krew, ale może peruka pomoże podnieść na duchu kobietę, która straciła swoje w wyniku chemioterapii. W końcu dobre samopoczucie również pomaga podczas terapii.


Jednak nie udało mi się obciąć włosów w maju, bo w czerwcu szłam z moim chłopakiem na wesele i zależało mi na efektownej fryzurze. Potem z kolei zgadałam się z koleżanką, że chciałabym pójść z nią na sesję zdjęciową, żeby mieć pamiątkę po włosach...a tak wyszło, że albo mnie nie było w domu, albo to ona wyjeżdżała... I tak koniec końców 30. sierpnia 2016r. obcięłam włosy. Dużo włosów.
Na zdjęciu wyglądają na przesuszone i w istocie końce takie są po załamaniu sterydowym, jednak od skalpu do talii włosy są już zdrowe. Poza tym przed oddaniem włosów nie można było potraktować ich odżywką, więc się spuszyły.


Razem z koniuszkiem wyszło 40 cm w warkoczu, czyli rozplątanych dużo więcej. Na początku chciałam oddać ok. 30, bo oddać można minimum 25 cm rozpuszczonych włosów. Doszłyśmy jednak razem z fryzjerką do wniosku, że może jednak lepiej oddać więcej i dać sobie trochę odpoczynku. I tak szybko odrosną, bo moje włosy rosną na prawdę w ekspresowym tempie.

 

Przepraszam za nietwarzowe zdjęcie, ale robiłam je na szybko po powrocie od fryzjera. Mniej więcej tak teraz wyglądam. Włosy do ramion, lekko wycieniowane końcówki. Da się je związać w kitkę, nawet jak się uparłam to jakiś koczek wyszedł ;) Teraz czekam i mam nadzieję, że zdążą mi odrosnąć do stycznia, bo mój ukochany ma wtedy studniówkę :D

Wszyscy pytają mnie czy nie żałuję. Pewnie że nie. I tak miałam ich już dosyć i długo czekałam na ten moment. Teraz na nowo będę je zapuszczała i jak na razie cieszę się, że są krótkie, bo wiem, że na pewno szybko odrosną. Po co mają smętnie tkwić na mojej głowie, skoro mogą się przydać komuś innemu?
Poza tym moja babcia straciła włosy dwukrotnie walcząc z rakiem. Ciocia co prawda nie straciła włosów, jednak przegrała walkę i nie ma jej już z nami. Chciałam w jakiś sposób uhonorować te dwie kobiety, które podziwiam i zrobić coś dla innych chorych. Mam nadzieję, że z moich włosów powstanie wspaniała peruka, dzięki której jakaś kobieta poczuje się lepiej.


Napiszę jakich kosmetyków używam, choć nie jest tego dużo ;)
Szampon: ze względu na problemy ze skórą używam Pharmaceris Puri Ichtilium przeznaczonego na łuszczycę  i czasem do dokładnego oczyszczenia Garnier Fructis Goodbye Damage albo Oil Repair 3, Farmona łopianowa, ewentualnie pokrzywowa.
Odżywka: Garnier Avokado i Karite, Oil Repair 3, Babcia Agafia - Balsam do włosów z maliną moroszką,
Maska: Kallos Latte, Biowax Drogocenne Oleje albo Aloesowa, Ziaja z ceramidami;
Oleje: przede wszystkim kokosowy (jest tak delikatny, że nie podrażnia chorej skóry), rycynowy, Alterra papaja i migdał, czasem lniany.
Wcierki: woda brzozowa Isana, ale tylko w stanach krytycznych (jak walka z zakolami), potem odstawiłam, genialnie odświeża włosy, ale to jednak alkohol i boję się, że mnie podrażni.
Jedynym suplementem jaki stosuję jest herbata z pokrzywy i skrzypu ;)

Moja pielęgnacja jest bardzo minimalistyczna. Kiedyś używałam różnych kosmetyków, stawiałam na szampony bez SLS/SLES, roślinne, bez silikonów, parabenów itp, ale moje włosy były wtedy okropne, szorstkie, niezdyscyplinowane, nie chciały się rozczesywać, były szare i brzydkie. Od czasu do czasu używam nawet suszarki, ale to raczej zimą, jak muszę gdzieś wyjść i nie mam czasu czekać aż wyschną. Bo jak już nasiąkną, to długo im schodzi ze schnięciem (uroki włosów niskoporowych). Nie jestem więc ortodoksyjną włosomaniaczką, co nie zmienia faktu, że jestem świadoma, czytam składy i staram się dobrać najlepsze dla moich włosów i skóry.

Mam nadzieję, że zainteresuje was historia moich włosów. Są tu jakieś włosomaniaczki?
Może planujecie w najbliższym czasie jakąś drastyczną zmianę fryzury? A może zamiast znów podcinać po 2-3cm lepiej się wstrzymać i po roku oddać 25?
Pozdrawiam serdecznie.
Owidia



środa, 7 września 2016

Nowości wiosenno-letnie.

Witajcie kochane ;)
Uzbierało mi się tyyyle nowości, że aż wstyd publikować, ale ja osobiście uwielbiam oglądać takie długie haule zakupowe ;) Ostatni jaki ukazał się na moim blogu był zbiorem nowości zimowych, tym razem pokażę wam to, co mi przybyło na przełomie wiosny i lata.
Oczywiście nie wszystko kupiłam sama, dużo lakierów wygrałam, część to zakupy za punkty w Born Pretty Store. Zacznę właśnie od nagród.


Wiosną wygrałam konkurs "Zgaduj zgadula z OPI" na Blogu Moniszona. Jakimś cudem udało mi się trafić wszystkie 3 nazwy lakierów i wygrałam 3 buteleczki. Dla mnie to nowość, bo nigdy nie używałam lakierów tej firmy. Dostałam wiele gratisów, na zdjęciu lakiery Kiko i Colour Alike, ale oprócz tego także wiele próbek i świece Yankee Candle o zapachu drożdżówek z rodzynkami <3


Kolejną nagrodę zgarnęłam na fp Angel Kosmetyki bez tajemnic. Kochana Angel zapytała mnie, czy chciałabym, aby coś jeszcze mi dorzuciła, bo ma wiele nieużywanych lakierów. I tym sposobem oprócz 6 Orly dostałam prawie 20 sztuk innych lakierów! Niesamowite, prawda? ;)




Najbardziej cieszę się z lakierów My Secret oraz Sensique, bo w mojej okolicy nie ma Natury, a ja bardzo lubię te lakiery ;) 

Kolejna wygrana od Moniszona ;) tym razem brałam udział w konkursie kreatywnym, należało skomponować własną kostkę Essie na wiosnę 2017. Moja propozycja tak się spodobała, że zgarnęłam główną nagrodę ;)


I ostatnia już nagroda, tym razem od Klubu Miłośniczek Pięknych Paznokci ;) Wykonałam zdobienie w bieli, bo taki był jeden z trzech tematów konkursowych ;)


Kolejne zakupy pochodzą z targów w Krakowie. Z chinek jestem zadowolona, w końcu udało mi się zdobyć Lubu Heels (czarna baza z czerwonym brokatem), ten koralowy z kolei przypomina mi Elation Generation z Orly. Zielony niestety jest strasznie przezroczysty, trochę jak tint, ale z shimmerem. Dziwna konsystencja. Na mojej chciejliście pozostaje jeszcze Ruby Charm, bo obok Lubu Heels to moi dwaj ulubieńcy tej marki.

Troszkę się zawiodłam brakiem Orly, bo liczyłam na słynne wyprzedażowe kosze. Udało mi się upolować tylko dwa, reszta z promocji była nie w moim stylu :( Kolekcja pastelowych neonów zachwyciła mnie na żywo tak samo jak w internecie, żałuję, że wzięłam tylko jeden kolor - Disco's not dead, mogłam jeszcze wziąć Hot hot pants, bo również bardzo mi się podobał.



Kilka dodatków, gąbeczki do gradientu, moje ulubione pilniczki z Eurofashion, no i przede wszystkim zmywacz, wzięłam pół litra na spróbowanie i to jest to. Zdecydowanie wygrał nawet z zieloną Isaną.


W czerwcu zrobiłam kurs na manicure hybrydowy i żelowy, więc idąc za ciosem, trzeba było się zaopatrzyć ;) Postawiłam na zestaw 5-ciu lakierów z NeoNail - Acapulco, Summer Mint, Natural Beauty, Plumeria Scent i Milk Shake. Baza również pochodzi z firmy NeoNail, Top z Semilaca, bo nie mieli na składzie, a nie chciałam czekać ;) Dokupiłam też dwa lakiery Bling na Kosmetykach z Ameryki, bo były w dobrej cenie. Wybrałam jasny róż i malinową czerwień. Lampę kupiłam na ezebrze ;)


Później dokupiłam kolejne 3 kolory z firmy Cosmetics Zone. Bardzo dobrze się sprawują i do tego przyjazna cena (ok 19 zł) zachęca do zakupu większej ilości ;) w dodatku na stronie często są wyprzedaże, gdzie można kupić lakiery już od 14 zł ;)





Jednym zdaniem: zakupy za punkty w BPS. Wzbogaciłam się o kilka płytek, parę lakierów do stemplowania i buteleczkę niebieskiego liquid palisade, który kocham (mimo jego smrodku zepsutego mięsa). Zakupy za punkty to super opcja, pozwala nam to zaoszczędzić dużo pieniędzy. Niestety na razie mam problem z płaceniem punktami, nie wiem dlaczego, może dali mi bana, bo za dużo wydawałam :D


A teraz przejdę do zakupów, które popełniłam sama ;) Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok biedronkowej serii Bell. Niestety biel mi nie pasuje, jest prawie identyczna jak Orly Frosting i jednego z nich będę musiała się pozbyć. Beż kupiłam w Rossmannie w ramach "cena na do widzenia".


Te ślicznotki pochodzą z blogowej wyprzedaży u Anity z bloga NotCopyACat. Nie macie pojęcia jak się cieszę z tych maluszków ;) Uwielbiam lakiery Colour Alike, ale ostatnio sporo podrożały, a tu 3 sztuki za 26 zł <3 dziękuję za gratisy :)


Tinty P2 z Hebe, o których ostatnio było troszkę głośno ;) ja się bardzo cieszę, bo już chciałam zamawiać Kaleidoscope, ale jakoś tak sama się boję, a nie mam się do kogo podczepić.. Jakby któraś z was robiła zakupy na El Corazon i szukała kogoś chętnego, to pamiętajcie o mnie, mam ochotę na parę stemplaków ;)

Oczywiście w międzyczasie dostałam także paczuszki współpracowe z Sophin, BornPrettyStore i Anastazja.net, ale one miały swoje osobne posty, więc do tego nie wracałam ;)


Lakierów się nazbierało, teraz tylko malować ;) A co gdy brakuje nam weny? Przyznam się, że ja wtedy zaglądam na różne strony z inspiracjami. Przyznam szczerze, że nie przepadam za osławionym pinterestem, za to zaglądam na portal Kobieceporady.pl. Znajdziecie tutaj zarówno inspiracje paznokciowe, ogólnie urodowe, jak i lifestylowe. 


Lubicie zaglądać na takie portale z poradami? Ja bardzo :)




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...